Prąd potanieje, ale rachunki podrożeją – dlaczego? Czeka nas wzrost opłat stałych

Do opinii publicznej dotarły ostatnio sprzeczne komunikaty dotyczące cen energii elektrycznej na przyszły rok. Z jednej strony minister energii zapewnia, że „prąd nie podrożeje”, a taryfy zatwierdzone przez prezesa URE mają być niższe niż obecnie zamrożone. Z drugiej ogłoszono już nowe, wyższe stawki trzech kluczowych opłat, które bezpośrednio przełożą się na wysokość rachunków. Jak więc będzie naprawdę?

- Choć minister zapowiada spadek taryf za energię, to jednocześnie rosną kluczowe opłaty stałe, które podniosą finalny rachunek.
- Ogłoszono już wyższe stawki opłaty kogeneracyjnej, mocowej i OZE, które będą obowiązywać od 2026 roku.
- W efekcie, mimo niższej ceny energii w taryfie, przeciętne gospodarstwo domowe na rachunku za prąd zobaczy większą należność niż obecnie.
O co chodzi z podwyżkami?
Minister Motyka w rozmowie w Radiu ZET stanowczo podkreślił, że nie będzie żadnych „podwyżek o 50 %” i że ceny energii elektrycznej zatwierdzone przez URE mają być niższe od obecnych, zamrożonych na poziomie 500 zł/MWh. Przypomnijmy, że do końca roku obowiązuje ustawa gwarantująca odbiorcom indywidualnym możliwość zakupu energii od sprzedawców z urzędu właśnie po tej zamrożonej cenie, a różnicę między taryfą a stawką 500 zł dopłaca państwo. Pytanie brzmi: co stanie się po zakończeniu okresu ochronnego? Minister przekonuje, że taryfy URE nie będą wyższe, lecz pojawiające się w mediach informacje o skokowych wzrostach nie dotyczą samej ceny energii, lecz innych kosztów, które są integralną częścią rachunku.
I tu zaczyna się ekonomiczna rzeczywistość. Nawet jeśli energia czynna w taryfie (sam prąd) nie zdrożeje, to i tak wzrosną trzy opłaty stałe: kogeneracyjna, mocowa oraz OZE. Pierwsza z nich – opłata kogeneracyjna – zostanie podniesiona z 3 zł do 4,36 zł za MWh, co oznacza wzrost o ponad 45 procent. Druga, znacznie bardziej odczuwalna opłata mocowa, również wyraźnie pójdzie w górę. Nowe stawki ogłoszone przez prezesa URE wyglądają następująco:
| Roczne zużycie | Nowa stawka 2026 | Obecna stawka | Wzrost |
| <500 kWh | 4,29 zł/mies. | 2,86 zł | +50% |
| 500–1200 kWh | 10,31 zł/mies. | 6,86 zł | +50% |
| 1200–2800 kWh | 17,18 zł/mies. | 11,44 zł | +50% |
| >2800 kWh | 24,05 zł/mies. | 16,01 zł | +50% |
Źródło: URE
To właśnie opłata mocowa będzie w największym stopniu obciążać budżety gospodarstw domowych. Dla domu zużywającego około 3 MWh rocznie jej koszt wzrośnie do 288,6 zł rocznie. Równolegle wzrośnie również opłata OZE – z 3,50 zł/MWh do 7,30 zł/MWh, a więc ponad dwukrotnie. Ma to wspierać rozwój nowych mocy odnawialnych, ale jednocześnie oznacza wyższe koszty na fakturze.
Jak te zmiany przełożą się na realne rachunki?
Według GUS przeciętne gospodarstwo domowe zużywa w Polsce około 2 MWh energii rocznie. Po uwzględnieniu nowych opłat rachunek takiego domu wzrośnie o około 79 zł rocznie. W przypadku gospodarstwa o wyższym zużyciu – 3,5 MWh – podwyżka wyniesie już około 115 zł rocznie. Warto podkreślić, że są to wyłącznie zmiany wynikające z regulowanych opłat systemowych, a nie z samej ceny energii. Oznacza to, że nawet jeśli URE faktycznie obniży taryfy z cenami samego prądu, rachunek końcowy i tak wzrośnie.

Energia czynna, czyli prąd to około 40% wysokości rachunku za prąd. Resztę stanowią opłaty stałe, które podrożeją od przyszłego roku.
Co z projektem prezydenckim?
W tle rosnących kosztów pojawia się jeszcze jeden wątek – prezydencki projekt ustawy mający obniżyć ceny energii dla gospodarstw domowych o 33 %, a dla przedsiębiorstw o 20 %. Projekt został skierowany do Sejmu, jednak minister Motyka ocenia go bardzo krytycznie. Jego zdaniem to rozwiązanie krótkotrwałe, które nie rozwiązuje problemów systemowych, a jedynie chwilowo redukuje część opłat.
Na temat projektu prezydenckiego dowiesz się więcej z tego artykułu: Prąd tańszy o 33% – jak? Analizujemy projekt prezydenta
Co więcej, według ministra projekt jest „źle policzony” i generuje potężne ryzyko dla finansów publicznych. Szacuje on, że obniżki cen energii oznaczałyby ubytek w VAT rzędu co najmniej 14 miliardów złotych rocznie. Dodatkowo Motyka wskazuje, że obniżenie opłat nie zmienia faktu, iż koszty inwestycji w sieci przesyłowe, rynek mocy i transformację energetyczną i tak trzeba będzie z czegoś pokryć, a taki projekt tylko przerzuca wydatki z rachunków odbiorców na budżet państwa.
W ten sposób dyskusja o cenach prądu staje się znacznie bardziej skomplikowana. Minister może mieć rację, jeśli chodzi o same taryfy – faktycznie możliwe jest, że URE obniży ceny energii w 2026 roku. Jednak całościowy rachunek będzie wyższy, bo wzrost opłat systemowych jest już przesądzony. W rezultacie odbiorca, którego interesuje jedynie finalna kwota do zapłaty, i tak odczuje podwyżkę. Ostateczny kształt faktur zależeć będzie od decyzji prezesa URE dotyczących taryf sprzedawców, ale już dziś wiemy, że koszty regulowane – niezależne od rządu czy spółek obrotu – wzrosną znacząco.
Źródła: Radio Zet, Kancelaria Prezydenta, własne.










