Prosument wirtualny zamiast funduszu partycypacyjnego? Nowelizacja ustawy wiatrakowej powraca

Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada, że w kolejnym projekcie nowelizacji ustawy wiatrakowej może powrócić system gratyfikacji oparty na modelu prosumenta wirtualnego. To znacząca zmiana wobec poprzedniej wersji ustawy, zawetowanej przez prezydenta, w której dominował mechanizm funduszu partycypacyjnego.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada, że w kolejnym projekcie nowelizacji ustawy wiatrakowej może powrócić system gratyfikacji oparty na modelu prosumenta wirtualnego. To znacząca zmiana wobec poprzedniej wersji ustawy, zawetowanej przez prezydenta, w której dominował mechanizm funduszu partycypacyjnego.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada, że w kolejnym projekcie nowelizacji ustawy wiatrakowej może powrócić system gratyfikacji oparty na modelu prosumenta wirtualnego. To znacząca zmiana wobec poprzedniej wersji ustawy, zawetowanej przez prezydenta, w której dominował mechanizm funduszu partycypacyjnego.
  • Ministerstwo Klimatu zapowiada możliwość przywrócenia prosumenta wirtualnego w nowelizacji ustawy wiatrakowej.
  • Zmiana ta byłaby odejściem od funduszu partycypacyjnego, który dominował w zawetowanej wersji ustawy.
  • Nadchodząca nowelizacja może być szeroką reformą całego systemu OZE, a nie jedynie korektą przepisów odległościowych.

Powrót do pierwszej wersji

Według informacji przedstawionych przez Łukasza Zdzieszyńskiego, głównego specjalistę w departamencie OZE w MKiŚ, rząd poważnie rozważa powrót do koncepcji prosumenta wirtualnego. Koncepcja ta, niegdyś element projektu UD89, została wyparta przez fundusz partycypacyjny w wyniku poprawki poselskiej. Teraz jednak, po prezydenckim wecie, otwiera się przestrzeń do ponownego przedefiniowania zasad współpracy między inwestorami wiatrowymi a lokalnymi społecznościami.

Prosument wirtualny to model, który pozwala mieszkańcom realnie uczestniczyć w produkcji energii poprzez rozliczanie jej w ramach systemu prosumenckiego. Oznacza to nie tylko bardziej demokratyczne podejście do energetyki, ale również budowanie poczucia współwłasności i współodpowiedzialności za lokalne źródła energii. W odróżnieniu od funduszu partycypacyjnego, który działa głównie w formule finansowych gratyfikacji, prosument wirtualny otwiera drzwi do bardziej bezpośredniego uczestnictwa w eksploatacji elektrowni wiatrowej.

Powrót do modelu prosumenta wirtualnego może stać się sygnałem, że rząd zmierza w stronę bardziej partycypacyjnego podejścia w uwolnieniu sektora wiatrowego. Jeśli mieszkańcy okolic farm wiatrowych zyskają realny udział w produkcji energii, poziom akceptacji społecznej może znacząco wzrosnąć. To z kolei otworzy drogę do szybszego rozwoju energetyki wiatrowej, której potencjał w Polsce wciąż nie jest w pełni wykorzystany.

Narracja wokół wiatraków zmienia się dynamicznie. Wszystko zależy od tego, czy rząd zdecyduje się na odważniejszy, bardziej prosumencki kierunek. Decyzje zapadną już wkrótce, a ich efekty mogą zaważyć na przyszłości polskiego miksu energetycznego.

Wcześniejsze kontrowersje wokół mechanizmu funduszu 

Fundusz partycypacyjny, który w założeniu miał stać się mostem między inwestorami a lokalną społecznością, wzbudził więcej emocji niż entuzjazmu. Idea wydaje się kusząca: skoro wiatraki mają stanąć bliżej domów, to mieszkańcy powinni otrzymać wymierne korzyści. Dlatego inwestorzy zostaliby zobowiązani do wpłacania co roku dwudziestu tysięcy złotych za każdy megawat zainstalowanej mocy na specjalny fundusz (zgodnie z pierwotnym zapisem w nowelizacji). Kwota byłaby waloryzowana o inflację, a pieniądze trafiałyby do właścicieli nieruchomości położonych w promieniu kilometra od turbin. Brzmi to jak sposób na realny udział mieszkańców w zielonej transformacji, jednak rzeczywistość może okazać się dużo bardziej skomplikowana.

Największym mankamentem funduszu jest to, że wprowadzono go wówczas do projektu ustawy nagle, na ostatnim etapie prac legislacyjnych. Zabrakło konsultacji społecznych, opinii prawnych czy analizy skutków regulacji, a to natychmiast może się odbić na jakości przepisów.

Niejasny pozostaje sam mechanizm podziału środków. W miejscach o rozproszonej zabudowie właściciele nieruchomości mogliby otrzymać znaczące kwoty, ale w gęsto zaludnionych obszarach dopłaty stałyby się wręcz symboliczne. Co więcej, przepisy nie wskazują, kto powinien być beneficjentem – wystarczy być właścicielem nieruchomości, nawet jeśli się tam nie mieszka. Teoretycznie więc można postawić barak tuż obok wiatraka tylko po to, by włączyć się do systemu wypłat.

Do tego dochodzi problem współwłasności. Ustawodawca zaskakująco uzależnił wypłatę pieniędzy od… kolejności zgłoszeń. Nietrudno wyobrazić sobie rodzinne spory, małe wojny sąsiedzkie i wyścig, kto pierwszy złoży wniosek. Mechanizm, który miał budować lokalną akceptację dla inwestycji, może w praktyce podsycać napięcia i prowadzić do otwartych konfliktów. W obliczu tych wszystkich argumentów powrót do prosumenta wirtualnego wydaje się być rozsądnym posunięciem.

Przeczytaj także: Nowe otwarcie dla wiatraków. Sejm przyjął poprawki do ustawy odległościowej

Czekając na decyzje

Jak zaznaczył przedstawiciel MKiŚ, ostateczne rozstrzygnięcia dotyczące kształtu ustawy poznamy po posiedzeniu zespołu ds. programowania prac rządu. To tam zapadnie decyzja, które elementy poprzedniego projektu zostaną utrzymane, a które wymagają dopracowania. Zdzieszyński zwrócił uwagę, że w projekcie UD89 znajdowało się wiele rozwiązań niezwiązanych bezpośrednio z wiatrakami, a te również mogą trafić do kolejnej nowelizacji. Oznacza to, że szykuje się nie tylko punktowa korekta, ale bardziej kompleksowa ingerencja w przepisy dotyczące odnawialnych źródeł energii.

Źródła: pap biznes, własne

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia