Welcome to the land of renewable energy (tłum. Z ang. Witajcie na lądzie odnawialnej energii).
Fot. Bartłomiej Ciapała
Jeszcze zanim przybywający zobaczy zapierające dech w piersiach widoki, jeszcze nim zażyje pierwszego haustu powietrza znad wulkanu, jest informowany – Islandia JEST krajem odnawialnej energii. Po co? Co podróżnego interesuje, jakie źródło ciepła czy elektryczności używają w kraju, w którym spędzi kilka, może kilkanaście dni?
Bo odnawialne źródła energii mogą być marką. Mogą być, jeśli zastosować konsekwentną, skrupulatną politykę, symbolem takim samym, jak niespotykane gdzie indziej zwierzę czy specyficzny krajobraz. Kraj OZE może być takim samym sloganem, jak przed laty wykreowany „Intel inside”. Nasuwa się prosta implikacja – jeśli się chwalą, to jest czym. Islandczycy – mają na swojej ziemi ewidentne walory i je wykorzystują – brawa dla nich.
Ale czy Polacy nie mają swoich OZE walorów? Ależ mamy! Warunki wietrzności w rejonach nadmorskich są porównywalne z duńskimi, nasz potencjał energetyki wiatrowej na morzu jest jednym z największych (największy?) w Bałtyku, warunki klimatyczne do wzrostu biomasy pozwalają na uzyskiwanie zadowalających plonów z rozmaitych roślin energetycznych, w Polsce funkcjonuje jedna z większych na świecie ciepłownia geotermalna, a prowincja geotermalna występująca na znacznym obszarze naszego kraju to ta sama prowincja, na bazie której Niemcy budują swoje elektrownie geotermalne. Tylko tak jakoś – za miedzą trawa zawsze bardziej zielona…
Dlaczego nie potrafimy tego przyjąć? Przez przywiązanie do węgla? A co to ma do rzeczy? Inne kraje rozwijają OZE, robią sobie zieloną markę, równocześnie rozsądnie wykorzystując klasyczne źródła energii (jednym z nielicznych wyjątków jest Islandia, która paliw kopalnych w zasadzie nie ma)...
Bartłomiej Ciapała
Najczęściej
czytane
Tylko u nas
Ile zapłacisz za przejazd 100 km? Porównujemy elektryki i spalinówki. Różnica jest ogromna
Materiał sponsorowany


