Przetasowanie na rynku energii: węgiel notuje spadki i to globalne

Rok 2025 przyniósł coś, co jeszcze niedawno wydawało się mało prawdopodobne. Globalny handel węglem energetycznym po raz pierwszy od czasów COVID-19 wyraźnie się skurczył. Najwięksi importerzy hamują, a eksporterzy coraz nerwowo rozglądają się za nowymi rynkami wzrostu. Problem w tym, że takich rynków jest coraz mniej.

- Globalny handel węglem energetycznym w 2025 r. po raz pierwszy od 2020 r. spadł.
- Import zmniejszył się o ok. 3% r/r, głównie za sprawą skoordynowanego ograniczenia zakupów przez Chiny, Indie i Japonię.
- Wzrosty importu w mniejszych krajach Azji i Turcji nie są w stanie zrekompensować spadków wielkiej trójki, co sugeruje, że globalny rynek węgla osiągnął już swój szczyt i czeka go długotrwała erozja.
Pierwszy spadek importu węgla od 2020 roku
Dane Kpler pokazują jasno: w 2025 roku globalny wolumen importu węgla energetycznego spadł o ok. 33 mln ton, czyli o 3% rok do roku, do poziomu 936 mln ton. To najniższy wynik od 2022 r. i zarazem pierwszy roczny spadek od pandemicznego załamania popytu w 2020 r.
Kluczowy jest fakt, że spadki dotknęły największych graczy jednocześnie. Trzech największych importerów świata – Chiny, Indie i Japonia – ograniczyło zakupy łącznie o niemal 50 mln ton. To właśnie ta zsynchronizowana korekta przesądziła o globalnym trendzie spadkowym.
Wielka trójka wciąż dominuje, ale apetyt słabnie
Choć Chiny, Indie i Japonia nadal odpowiadają za niemal 60% światowego importu węgla, ich pozycja zaczyna się zmieniać jakościowo. Chiny pozostają numerem jeden, z importem na poziomie ok. 308 mln ton w 2025 r. Indie sprowadziły ok. 157 mln ton, a Japonia – ok. 100 mln ton. Łącznie to ok. 565 mln ton, czyli o 8% mniej niż rok wcześniej i najmniej od trzech lat.

Dla eksporterów takich jak Indonezja czy Australia to sygnał ostrzegawczy. Przy wolumenach przekraczających pół miliarda ton rocznie wielka trójka wciąż decyduje o kondycji całego rynku. Jeśli ich popyt dalej będzie słabł, alternatywy nie będą łatwe do znalezienia.
Dlaczego Chiny, Indie i Japonia ograniczają import?
W Państwie Środka coraz silniej widać efekt masowego rozwoju OZE oraz polityki wzmacniania krajowego wydobycia węgla. Więcej mocy wiatrowych i słonecznych, stabilizowanych przez hydroenergetykę i atom, oznacza mniejszą potrzebę sięgania po importowany surowiec. Indie również konsekwentnie wspierają własne górnictwo, traktując je jako filar bezpieczeństwa energetycznego i stabilności społecznej. Import jest uzupełnieniem, a nie fundamentem systemu.
W Japonii kluczową rolę odgrywa restart elektrowni jądrowych, stopniowo przywracanych do pracy po katastrofie w Fukushimie. Każdy kolejny reaktor to mniej miejsca dla węgla w miksie energetycznym.
Węgiel traci udział w miksie energetycznym
Dane dotyczące produkcji energii elektrycznej pokazują wyraźny trend: w Chinach, Japonii, na Tajwanie i Filipinach udział węgla w miksie energetycznym systematycznie spada. Nawet tam, gdzie węgiel wciąż odpowiada za dużą część produkcji energii, jego rola jest coraz bardziej wypierana przez OZE, gaz i energetykę jądrową. To ważny sygnał również dla Europy i Polski, bo te zmiany nie są chwilowe ani wyłącznie polityczne. One wynikają z realnych inwestycji, technologii i strukturalnej przebudowy systemów energetycznych. Na uwagę zasługuje fakt, że od lutego tego roku, Polska zostanie ostatnim producentem węgla kamiennego w UE. Tym samym Polska zostanie ostatnim krajem, udającym, że to się wciąż opłaca.
Gdzie jeszcze rośnie popyt na węgiel?
Nie wszędzie węgiel jest w odwrocie. Filipiny, Wietnam, Bangladesz czy Turcja wciąż notują wzrost importu, choć w skali globalnej są to rynki zdecydowanie mniejsze. To właśnie o nie będzie toczyć się coraz ostrzejsza konkurencja między eksporterami. Problem polega na tym, że nie są one w stanie zrekompensować spadków w Chinach, Indiach i Japonii. Dla światowego rynku to za mało, by utrzymać dotychczasowe wolumeny. Coraz więcej wskazuje na to, że globalny handel węglem energetycznym może mieć szczyt za sobą. Nie oznacza to gwałtownego końca węgla z dnia na dzień, ale raczej długą, stopniową erozję popytu, rozciągniętą na kolejne lata.
Źródła: własne, reuters, kpler








