Proces upaństwowienia berlińskiej sieci zaczął się w 2014 roku wraz z końcem ważności koncesji, którą posiadał szwedzki Vattenfall. Rozpisano przetarg, w którym wzięły udział Vattenfall, Berlin Energie i spółdzielnia Bürgerenergie Berlin.

Trudno o bardziej zróżnicowane grono. Spółdzielnia Bürgerenergie Berlin miała od początku nikłe szanse na wygranie przetargu. Jest ona częścią szeroko pojętego ruchu na rzecz ochrony klimatu i ochrony środowiska, który zatacza w Niemczech coraz szersze kręgi. Jednak w ramach przetargu oczekiwano od kandydatów gwarancji, że dysponują strukturami i możliwościami, by w odpowiedni sposób zaopatrzyć Berlińczyków w energię elektryczną. Bürgerenergie Berlin nie może pod tym względem konkurować z dwoma pozostałymi kandydatami.

W 2001 roku Vattenfall przejął berlińską sieć, mierzącą prawie 36 000 kilometrów, wraz w 79 stacjami konwertującymi i 11 000 stacjami sieciowymi. Cztery lata wcześnie berliński rząd landowy sprzedał swoje udziały w firmie Bewag, która była lokalnym dystrybutorem mocy w Berlinie. Niemiecka firma córka koncernu Vattenfall, Stromnetz Berlin, przejęła w 2001 roku Bewag, pozyskując jednocześnie wszystkie koncesje tej firmy. Eksperci zakładają, że berlińska sieć elektroenergetyczna jest warta 1–3 miliardy euro.

Prywatyzacja zbawieniem dla zadłużonych budżetów lokalnych?

Przy okazji zbliżającego się końca 20-letniej koncesji w Berlinie i rozpisania przetargu na terenie całych Niemiec dyskutowano o konsekwencjach procesu prywatyzacji usług komunalnych, które miały miejsce głównie w późnych latach 1990. To właśnie wtedy dominowało przekonanie, że prywatyzacja jest zbawieniem dla zadłużonych budżetów lokalnych. Usługi państwowe i wiążące się z nimi koszty utrzymania infrastruktury generowały duże wydatki, których pogrążone w kryzysie państwo, landy, miasta, powiaty i gminy nie były w stanie pokrywać. Prywatyzowano także w duchu idei liberalizacji rynku i w przekonaniu, że tylko prywatne firmy mogą sobie poradzić, a państwowe zdane są na klęskę.

Nowelizacja ustawy energetycznej

W ostatniej dekadzie poglądy społeczeństwa niemieckiego uległy znacznej zmianie. Prywatne firmy, które przejmowały upadające i zadłużone zakłady państwowe i miejskie, kojarzone są dziś głównie z kapitałem międzynarodowym, najczęściej amerykańskim. Z perspektywy wielu Niemców są one zainteresowane wyłącznie wyciągnięciem maksymalnego zysku dla swoich inwestorów w Ameryce, nie biorąc względu na pracowników ani klientów na miejscu. Zmiany mentalnościowe zbiegły się czasowo z zakończeniem 20-letnich koncesji na usługi energetyczne i wodne. Reakcją polityki niemieckiej była nowelizacja ustawy energetycznej (EnWG), która wzmacnia pozycję firm komunalnych w przetargach na kolejne koncesje.

Na podstawie nowelizowanej ustawy energetycznej berliński rząd powołał w 2012 roku do życia Berlin Energie. Od początku firma, należąca w 100 procentach do berlińskiego rządu landowego, miała za zadanie przejęcie sieci elektroenergetycznej i jej obsługę w ramach kolejnej koncesji. Tym bardziej nie dziwi fakt, że to właśnie Berlin Energie wygrała przetarg w konkurencji z firmą córką koncernu Vattenfall – który złożył swój sprzeciw drogą sądową. Jednak powtórzenie przetargu wydaje się nierealne.

Tym bardziej, że wielu ekspertów przewiduje, iż Berlin będzie musiał zapłacić firmie równowartość 1–3 miliardów euro. Vattenfall obstaje przy swoich racjach i wskazuje, że proces upaństwowienia, który miał miejsce w Berlinie, jest niezgodny z regułami wolnego rynku.

Jednak firma Vattenfall zaskoczyła ogłoszeniem chęci kompromisu pozasądowego krótko przed werdyktem sądowym.Kompromis miałby polegać ma wspólnym zarządzaniu siecią energetyczną
przez następne lata i stopniowym jej przejęciu przez Berlin Energie.

Aleksandra Fedorska

Politolog i publicystka