Rekordowe ujemne ceny energii w Polsce. System nie radzi sobie z nadwyżkami OZE

W ostatnich dniach ceny energii elektrycznej spadły poniżej zera, a system miał problem z zagospodarowaniem nadwyżek produkcji. Rekordowe wyniki pokazują, że rosnący udział OZE zaczyna generować nowe wyzwania – tym razem nie związane z brakiem energii, ale jej nadmiarem.

- Ceny energii spadły nawet do -791 zł/MWh. To jeden z najniższych poziomów w historii i wyraźny sygnał nadpodaży energii w systemie.
- Ujemne ceny utrzymywały się przez wiele godzin. Wynikało to z jednoczesnej wysokiej produkcji z OZE i niskiego zapotrzebowania na energię.
- Nadmiar energii wymusza ograniczanie pracy części instalacji. To zwiększa koszty systemowe i pokazuje potrzebę rozwoju magazynów oraz elastycznego popytu.
Wielkanoc z rekordowo tanim prądem. System miał energii aż za dużo
Święta zwykle kojarzą się ze spokojem, ale w elektroenergetyce tegoroczna Wielkanoc przyniosła bardzo nerwowy sygnał. W dwa kolejne dni wolne w Polsce pojawiły się rekordowo niskie ceny energii elektrycznej, a skala spadków pokazała, że krajowy system coraz częściej nie nadąża z zagospodarowaniem nadwyżek produkcji z OZE. Brzmi to jak dobra wiadomość, bo ujemne ceny wyglądają jak zapowiedź bardzo taniego prądu. To jednak nie takie proste – i problem w tym, że z punktu widzenia całego rynku to sygnał dużo bardziej niepokojący. Dla prosumentów w systemie net-billing to z kolei zła sytuacja, bo niskie ceny wpłyną później na wyliczenie RCEm. Czy rynkowej ceny, po jakiej prosumenci sprzedają energię.
5 kwietnia Rynkowa Cena Energii spadła do -761 zł/MWh między godz. 13:30 a 13:45. Ten rekord utrzymał się zaledwie dobę, bo już 6 kwietnia cena zeszła jeszcze niżej, do -791 zł/MWh w kwadransie między 13:45 a 14:00. W ciągu tych dwóch świątecznych dni ujemne ceny utrzymywały się łącznie niemal przez całą dobę: w niedzielę przez 10 godzin i 45 minut, a w poniedziałek przez 11 godzin i 45 minut. Co ważne, 7 kwietnia zjawisko nie zniknęło całkowicie, choć miało już znacznie mniejszą skalę. Ceny zeszły na minus tylko o kilkadziesiąt złotych, maksymalnie do około -33 zł/MWh.

Dużo słońca, dużo wiatru, mało odbioru
Źródło tego zjawiska jest dość proste. W święta przemysł pracuje słabiej, wiele zakładów stoi, a zapotrzebowanie na energię wyraźnie spada. Jednocześnie kwiecień daje już bardzo dobre warunki dla fotowoltaiki, a jeśli do tego dochodzi mocniejsza generacja wiatrowa, system zaczyna dostawać więcej energii, niż akurat potrzebuje.
W takich godzinach ceny lecą w dół, bo energii jest po prostu za dużo. Gdy sama presja cenowa nie wystarcza i rynek nie znajduje odbiorców, operator musi sięgać po redysponowanie, czyli ograniczanie pracy części źródeł. W czasie świąt były momenty, gdy nie pracowało ponad 5 GW dostępnych mocy wiatrowych i fotowoltaicznych. To już nie jest ciekawostka z rynku energii, tylko bardzo wyraźny sygnał, że nadwyżki zaczynają być coraz trudniejsze do opanowania.
Tani prąd, z którego prawie nikt nie korzysta
Cały paradoks polega na tym, że na razie niewielu realnie korzysta z takich sytuacji. Żeby odczuć pozytywny efekt ujemnych cen, trzeba mieć taryfę dynamiczną, a takich odbiorców w Polsce wciąż jest bardzo mało. I przez warunki zaproponowane przez operatorów – jest to nieopłacalne. Większość gospodarstw domowych nie uruchomi przecież dodatkowego poboru tylko dlatego, że w południe prąd na giełdzie jest darmowy albo nawet z dopłatą.
Tracą za to wytwórcy, którzy nie inwestowali w nowe moce po to, by dopłacać do produkcji albo być przymusowo wyłączani. Traci też system, bo każda taka nadwyżka oznacza rosnące koszty bilansowania i coraz większą presję na magazyny energii, elastyczny popyt i lepsze planowanie pracy źródeł. Jednym słowem, mamy świąteczną klęskę urodzaju: energii jest pod dostatkiem, ale nadal za słabo umiemy zrobić z niej użytek.
Źródło: PSE.










