Ropa drożeje po przejęciu irańskiego statku przez USA – będzie skarga do ONZ

Czy konflikt wokół Iranu znów uderzy kierowców po kieszeni? Rynek ropy zareagował błyskawicznie po przejęciu irańskiego statku przez USA – cena wzrosła do 95 dolarów za baryłkę. Każdy nowy incydent w rejonie cieśniny Ormuz może bardzo szybko przełożyć się na ceny paliw. A Iran zapowiada skargę do ONZ. Chyba szybko na rynku naftowym spokoju nie będzie.

- Przez cieśninę Ormuz przepływa średnio ok. 20 mln baryłek ropy dziennie, czyli ok. 25% światowego morskiego handlu ropą.
- Dodatkowo przez ten szlak przechodzi około 20% globalnego handlu LNG, więc napięcia uderzają nie tylko w rynek ropy.
- Po zajęciu irańskiego statku rynek natychmiast doliczył premię za ryzyko, co znów zwiększyło presję na ceny paliw.
Konflikt USA i Izraela z Iranem od razu uruchamia jedno podstawowe skojarzenie – paliwa. I trudno się dziwić. Gdy napięcie rośnie wokół cieśniny Ormuz, rynek ropy niemal automatycznie zaczyna doliczać premię za ryzyko. To właśnie tam przebiega jeden z najważniejszych szlaków dla światowego handlu ropą i LNG. Międzynarodowa Agencja Energetyczna wskazuje, że przez Ormuz przepływa około 20 mln baryłek ropy dziennie, czyli około 25% światowego morskiego handlu ropą, a dodatkowo ponad 20% globalnego handlu LNG.
Jeden statek, a reakcja rynku naftowego oczywiście natychmiastowa
Nowa fala niepokoju przyszła po przejęciu irańskiego statku handlowego Touska przez siły USA. Donald Trump ogłosił, że jednostka próbowała przełamać amerykańską blokadę, a po operacji USA przejęły nad nią pełną kontrolę. Iran odpowiedział skargą do ONZ i Międzynarodowej Organizacji Morskiej, określając działania USA jako “nielegalne” i “barbarzyńskie”, a także sprzeczne z porozumieniem o zawieszeniu broni.
Rynek zareagował błyskawicznie. Po zajęciu statku Brent podskoczyła o około 5% do poziomu bliskiego 95 dolarów za baryłkę, bo inwestorzy uznali, że ryzyko zakłóceń dostaw z Zatoki Perskiej znowu rośnie. To nie jest jeszcze pełnoskalowy szok na miarę historycznych kryzysów naftowych, ale premia za ryzyko wyraźnie wróciła do cen.
Ormuz pozostaje najważniejszym punktem zapalnym
Największy problem polega na tym, że konflikt nie dotyczy tylko jednego statku. Cieśnina Ormuz pozostaje główną kartą przetargową w sporze z Iranem. W ostatnich dniach ruch w tym rejonie był poważnie ograniczony, a według Bloomberga przepływ statków spadł do zaledwie kilku jednostek dziennie, podczas gdy normalnie mówimy o ruchu rzędu około 135 statków. ONZ i IMO próbują organizować korytarz humanitarny dla jednostek uwięzionych na morzu, ale powodzenie takiego planu zależy od rozmów politycznych i zgody obu stron.
To dlatego rynek paliw patrzy dziś bardziej na mapę Zatoki Perskiej niż na klasyczne dane popytowo-podażowe. Jeżeli Ormuz działa normalnie, ceny mają szansę się uspokoić. Jeżeli jednak blokada będzie się utrzymywać albo dojdzie do kolejnych incydentów, ropa może znów szybko drożeć. Analitycy cytowani przez media ostrzegają nawet, że przy utrzymaniu obecnego napięcia ceny mogłyby wrócić w okolice 105-115 dolarów za baryłkę.
Co to oznacza dla paliw?
Dla kierowców w Europie, także w Polsce, taki scenariusz oznacza przede wszystkim presję na ceny hurtowe paliw. Nie dzieje się to zawsze natychmiast na pylonach stacji, ale przy dłuższym utrzymaniu wysokich cen ropy efekt zwykle zaczyna być widoczny także w benzynie i dieslu. Właśnie dlatego Biały Dom uruchomił w ostatnich dniach kolejne działania w ramach Defense Production Act, obejmujące m.in. krajową produkcję paliw, łańcuchy dostaw węgla, gaz ziemny, LNG i infrastrukturę sieciową. Waszyngton traktuje obecny kryzys nie tylko jako problem militarny, ale też jako zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego i kosztów energii.
Źródło: Bloomberg, PAP, Reuters, Trading Economics, The White House, Washington Post.









