Rząd zablokuje tanią energię? Branża OZE bije na alarm

Nowe przepisy miały odblokować moce przyłączeniowe i uporządkować kolejkę projektów energetycznych. Branża OZE ostrzega jednak, że w obecnym kształcie mogą one zamrozić miliardy złotych prywatnych inwestycji i spowolnić rozwój najtańszej energii w Polsce. Czy próba naprawy systemu nie okaże się hamulcem dla transformacji?

Nowe przepisy miały odblokować moce przyłączeniowe i uporządkować kolejkę projektów energetycznych. Branża OZE ostrzega jednak, że w obecnym kształcie mogą one zamrozić miliardy złotych prywatnych inwestycji i spowolnić rozwój najtańszej energii w Polsce. Czy próba naprawy systemu nie okaże się hamulcem dla transformacji?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Nowe przepisy miały odblokować moce przyłączeniowe i uporządkować kolejkę projektów energetycznych. Branża OZE ostrzega jednak, że w obecnym kształcie mogą one zamrozić miliardy złotych prywatnych inwestycji i spowolnić rozwój najtańszej energii w Polsce. Czy próba naprawy systemu nie okaże się hamulcem dla transformacji?
  • W systemie funkcjonuje ok. 205 GW wydanych warunków przyłączenia, co według branży stanowi naturalny bufor inwestycyjny, a nie sztuczny nadmiar. Skrócenie terminów i podniesienie zabezpieczeń może wyeliminować projekty o mocy nawet 100 GW i oznaczać straty rzędu 10 mld zł.
  • OZE na lądzie produkują energię po 300–350 zł/MWh, czyli znacznie taniej niż źródła gazowe obciążone kosztami paliwa i CO2. Ograniczenie rozwoju tych inwestycji może przełożyć się na wyższe ceny energii dla przemysłu i gospodarstw domowych.
  • Skokowy wzrost zaliczek i zabezpieczeń finansowych najmocniej uderzy w małe i średnie firmy oraz sektor magazynowania energii. Organizacje branżowe deklarują poparcie dla reformy, ale apelują o proporcjonalne rozwiązania i ochronę projektów już będących w realizacji.

W Sejmie trwają prace nad projektem nowelizacji Prawa energetycznego (UC84, druk nr 2150). Celem zmian ma być uporządkowanie systemu przyłączeń do sieci i ograniczenie zjawiska „blokowania” mocy przyłączeniowych przez projekty, które nie są realizowane. Branża odnawialnych źródeł energii przekonuje jednak, że w obecnym kształcie ustawa może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych.

Organizacje reprezentujące sektor OZE i magazynowania energii – m.in. PIME, PIGEOR, PSFiME i PSES – ostrzegają, że proponowane przepisy wprowadzają nierealne harmonogramy realizacji inwestycji oraz skokowe obciążenia finansowe, także wobec projektów będących już w toku. W ich ocenie problem nie dotyczy wyłącznie branży, lecz całej gospodarki.

205 GW warunków przyłączenia – bufor czy problem?

W systemie funkcjonuje obecnie ok. 205 GW wydanych warunków przyłączenia dla OZE i magazynów energii. Zdaniem przedstawicieli sektora nie jest to „nadmiar mocy”, lecz naturalny bufor inwestycyjny – w praktyce realizowana jest jedynie część projektów, a część odpada na różnych etapach przygotowań. Administracyjne skrócenie terminów i podwyższenie zabezpieczeń finansowych może jednak – jak twierdzą – wyeliminować znaczną część prywatnych inwestorów.

“Te przepisy w kilku pozornie drobnych zapisach czynią sytuację inwestorów dramatyczną. W praktyce mogą zatrzymać rozwój projektów, na które rynek już wydał realne pieniądze. Mówimy o ryzyku zatrzymania rozwoju projektów rzędu 100 GW oraz o bezpośrednich stratach nawet 10 mld zł poniesionych nakładów na etapie rozwoju” – podkreśla prof. Henryk Majchrzak z Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej. 

Najtańsza energia pod presją

Branża wskazuje, że stawką jest nie tylko los poszczególnych projektów, lecz konkurencyjność całej gospodarki. Energia z lądowych farm wiatrowych i fotowoltaiki może być dziś wytwarzana po kosztach rzędu 300–350 zł/MWh. Dla porównania – produkcja energii z gazu, przy obecnych cenach paliwa i uprawnień do emisji CO2, bywa nawet kilkukrotnie droższa. Ograniczenie inwestycji w najtańsze źródła może więc przełożyć się na wyższe rachunki dla przemysłu i gospodarstw domowych.

“Jeżeli wyhamujemy rozwój OZE, rachunek zapłaci przemysł i konsumenci. To kwestia konkurencyjności Polski, a nie spór jednej branży z administracją” – przestrzega prof. Henryk Majchrzak.

Skokowe zabezpieczenia uderzą w MŚP

Kontrowersje budzą również proponowane zasady finansowe. Zgodnie z analizami branży nowe regulacje mogą wymagać znacznie wyższych zaliczek i zabezpieczeń w bardzo krótkim czasie, co szczególnie dotknie mniejsze podmioty.

“W najbardziej negatywnym scenariuszu przy dużych projektach z trzech milionów złotych robi się dwanaście – zaliczki i zabezpieczenia rosną skokowo i w bardzo krótkim czasie. To szczególnie uderza w polskie małe i średnie firmy. Jeżeli mówimy o wzmacnianiu krajowego kapitału, regulacje nie mogą działać w odwrotnym kierunku” – wskazuje Paweł Konieczny, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Słonecznej.

Podobnie sytuację ocenia sektor magazynowania energii, który w ostatnich latach dynamicznie się rozwija i jest kluczowy dla stabilizacji systemu elektroenergetycznego.

“Ustawodawca wytoczył wielką armatę i strzela do mrówek. Porządkowanie systemu jest potrzebne, ale naprawianie błędów nie może odbywać się kosztem inwestorów, którzy prowadzą realne projekty i finansują transformację prywatnym kapitałem” – ocenia Krzysztof Kochanowski, prezes Polskiej Izby Magazynowania Energii.

Branża: tak dla reformy, nie dla zamrożenia rynku

Organizacje branżowe deklarują, że nie sprzeciwiają się samej reformie systemu przyłączeń. Postulują jednak wydłużenie terminów realizacji projektów oraz wprowadzenie proporcjonalnych zasad finansowych, szczególnie dla inwestycji już rozpoczętych. W ich ocenie nowelizacja powinna eliminować patologie i fikcyjne projekty, ale nie może administracyjnie zamrażać miliardów złotych prywatnych nakładów ani hamować rozwoju najtańszych źródeł energii w Polsce.

Opracowano na podstawie wspólnego komunikatu prasowego PIME, PIGEOR, KIKE, KIGEIT, PSFiME, PSES i Zakładu Energetycznego.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia