Anna Będkowska: Podczas ostatniej rozmowy wspominał Pan, że w ciągu kolejnej dekady zapomnijmy o elektrociepłowniach węglowych. Czy widzi Pan miejsce dla węgla w energetyce w Polsce za 20 lat?

Christian Schnell: Popatrzmy co się dzieje za granicą. Nie szukajmy daleko – Niemcy. Niemiecki mechanizm wychodzenia z energetyki opartej na węglu zakłada odejście od węgla do 2038 roku. To odejście jest wspierane pomocą publiczną. Dla elektrowni opartych na węglu kamiennym funkcjonuje specjalny system wsparcia aukcyjnego – elektrownie deklarują, że do danego roku zrezygnują z węgla jako paliwa. Dla elektrowni opartych na węglu brunatnym są to indywidualnie negocjowane umowy. Moim zdaniem, ten system sprawia że na próżno trzeba szukać generacji z węgla w 2030 roku w Niemczech. Już wtedy może go w ogóle nie być w niemieckiej energetyce.

Anna Będkowska: Dlaczego? Niemcy bez węgla już za 10 lat?

Christian Schnell: Politycznie i wizerunkowo odchodzenie od węgla jest kwestią sporną, ale po analizie systemu wsparcia widać, że każdy kto wychodzi z generacji węglowej przed rokiem 2030 jest hojnie wynagradzany. Może nawet zbyt hojnie, ale potrzebna jest również motywacja ekonomiczna.

Wyłączenie bloków węglowych po 2030 roku się jednak nie opłaca. Nie będzie pomocy publicznej, a więc perspektywa dla tych jednostek na rynkach hurtowych jest mało ciekawa. Niemieckie koncerny energetyczne o tym wiedzą i robią moim zdaniem wszystko, by wygasić działalność do 2030 roku.

Anna Będkowska: Jak więc mamy dalej funkcjonować w Polsce, skoro wiemy jak to naprawdę wygląda?

Christian Schnell: Niemcy są ostatnim krajem, który ma porównywalną do naszej produkcję energii elektrycznej z węgla.

Pozostałe kraje wychodzą z energetyki węglowej w ciągu następnych lat. Zostajemy więc prawie sami żeby bronić energetykę węglową. Naszymi ostatnimi sojusznikami będą Grecja i Bułgaria, ten sojusz nie wystarczający żeby się bronić np. przed dalszym zaostrzeniem limitów szkodliwych emisji.

Z drugiej strony – ile mamy w Polsce zasobów przemysłowych krajowego węgla? Węgiel brunatny i tak zniknie do 2030 roku, a patrząc na kondycję wydobycia węgla kamiennego daję dekadę na likwidację tego sektora.

Anna Będkowska: Z Pana medialnych wypowiedzi wynika, że jest też Pan przeciwnikiem budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Dlaczego?

Christian Schnell: Krótko i na temat – bo ta technologia kosztuje zawsze kilkukrotnie więcej niż zakładano i uruchomienie trwa jedną czy nawet dwie dekady dłużej niż zakładano.

Mając do rozwiązania problem z wycofaniem jednostek węglowych do 2030 roku, wiedząc, że należy wymyślić coś, by je zastąpić do połowy lat 30-tych i patrząc na rynek mocy, potrzebne jest rozwiązanie od 2026 roku. Jeżeli nie wybrano jeszcze nawet lokalizacji elektrowni jądrowej, nie ma przeprowadzonych międzynarodowych postępowań planistycznych ani środowiskowych, uwzględniając oczekiwane protesty – wszyscy sąsiedzi będącymi członkami UE wycofują się z elektrowni jądrowych – to inwestycja w elektrownie jądrowe nie ma szansy się skończyć w tym horyzoncie czasowym.

Ciąg dalszy nastąpi…

 

Dr

Christian Schnell

Radca prawny oraz starszy ekspert Instytutu Jagiellońskiego