Anna Będkowska: Odnawialne źródła energii, które dostały w naszym kraju takie dość mocne zielone światło. Energetyka fotowoltaiczna prosumencka rozwija się bardzo dobrze, ale czy to jest dobry kierunek np. żeby fotowoltaikę i w ogóle odnawialne źródła energii kierować w stronę prosumentów, w rozproszoną formę?

Christian Schnell: Jeśli będziemy inwestować w sieci ze sztuczną inteligencją, żeby lepiej zarządzać generacją energii z OZE to operatorzy będą mieć ułatwione zadanie – dotyczy to zarówno dużych systemów jak i prosumentów.

Biorąc pod uwagę jednego prosumenta – nie jest on obiektem zainteresowania pod względem ilości wytwarzanej energii.

Jeśli pójdziemy w kierunku agregacji prosumentów – robi się bardzo ciekawie. W czasach digitalizacji nikogo nie dziwi, że można takim systemem zarządzać. Patrząc na szybki rozwój energetyki prosumenckiej, trzeba się przygotować na obciążenia sieciowe, na coraz więcej energii z OZE w sieci. Przykładem rozwiązania problemu zarządzania prosumentami przez agregację jest elektrownia Next w Niemczech, która ma w zarządzaniu w sumie kilka gigawatów mocy od mniejszych generatorów OZE.

Niemcy do 2030 roku będą w stanie pokrywać zapotrzebowanie szczytowe zarówno z energii wiatrowej i fotowoltaiki. Przekładając to na realia polskie w przeciągu najbliższej dekady powinniśmy móc pokrywać zapotrzebowanie szczytowe na energię z farm wiatrowych na lądzie i morzu oraz z farm fotowoltaicznych. Zapotrzebowanie szczytowe w Polsce w okresie zimowym może osiągnąć 27 GW i w okresie letnim 24 GW mocy. Może to brzmi dzisiaj rewolucyjne, ale za 10 lat w fotowoltaice możemy mieć w Polsce ponad 20 GW mocy.

Energetyka wiatrowa i fotowoltaiczna bardzo dobrze uzupełniają. Sporą część taniej energii może również produkować zielony wodór po akceptowalnych cenach.

Anna Będkowska: Właśnie chciałam zapytać o zielony wodór. Czy w Polsce mamy na to pieniądze, środki, technologie?

Christian Schnell: Proces elektrolizy nie jest niczym nowym, szczególnym. Produkcja elektrolizerów nie jest zbyt wymagającą technologią. Na razie przoduje w tej technologii Siemens, konkurencja z dalekiego wschodu rośnie. Aby technologia się opłacała, do procesu elektrolizy potrzebny jest dostęp do bardzo taniej energii elektrycznej znacznie poniżej 100 złotych/MWh. Tak taniego prądu w Polsce na razie jeszcze nie ma.

Ale kiedy w sieciach energii z OZE jest bardzo dużo, to ceny energii mogą być nawet ujemne – wtedy zielony wodór wchodzi w grę. Moim zdaniem zielony wodór w szerszym zastosowaniu zobaczymy wtedy, gdy uruchamiamy farmy wiatrowe na morzu.

Jest jeszcze jeden aspekt: budowa linii przesyłowych, które przetransportują energię z farm wiatrowych na morzu w głąb kraju trwa długo i jest kosztowna. Jednak energię z wiatraków na morzu można przy wybrzeżu konwertować za pomocą elektrolizy na zielony wodór i go przetransportować gazociągami. To jest scenariusz, który wydaje się bardzo prawdopodobny w lat 30-tych.

Anna Będkowska: Czy to oznacza, że wtedy powróci temat elektrociepłowni gazowych na wodorze?

Christian Schnell: Niekoniecznie, bo zielony wodór zawsze będzie kosztownym paliwem.
Zadajemy sobie więc pytanie – jakie źródła energii budować w celu zasilania systemów ciepłowniczych Czy budować i jak odpowiednio wymiarować miejską elektrociepłownię, która najpierw ma być zasilania gazem ziemnym, potem zielonym wodorem? Ładnie brzmi, ale w rzeczywistości to bardzo ryzykowna inwestycja.

Anna Będkowska: Cały czas mówimy o odnawialnych źródłach energii, o zielonym wodorze, o tych głównych sieciach ciepłowniczych. Nie uważa Pan, że bardzo mało się mówi Polsce o tych mniejszych lokalnych ciepłowniach? Czym one mogłyby być zasilane by były efektywne? Są w bardzo złym stanie. Co może je zastąpić: pompy ciepła? Biomasa?

Christian Schnell: Tak, o metropoliach już rozmawialiśmy. Ale miasta powiatowe są zazwyczaj zasilane są elektrociepłowniami, albo ciepłowniami węglowymi. Sieci ciepłownicze są wysokotemperaturowe i nieefektywne. Miasta poszukują rozwiązań, ale jeżeli ceny za ciepło będą zbyt wysokie, konsumenci masowo zaczną odłączać się od sieci.

Trzeba przyjąć do wiadomości, że wysokotemperaturowe sieci ciepłownicze nie są do odratowania – przyszłość należy do rozproszonych sieci niskotemperaturowych. Głównym źródłem będą pompy ciepła większej mocy. Widać to w dokumentach strategicznych Unii Europejskiej. Pompy ciepła bardzo dobrze uzupełniają się też z energetyką prosumencką.

Pompy ciepła są zasilane energią elektryczną i z powodów systemowych może pojawić się poważny problem w okresie zimowym bez generacji energii z farm wiatrowych. Konieczne jest więc magazynowanie energii cieplnej. Pyta Pani też o biomasę. Szczerze powiedziawszy jest to dla mnie droga donikąd.

Biomasy potrzebujemy w gospodarce do innych celów – nieenergetycznych. Biogazownie szczytowe mogą być dobrym uzupełnieniem miksu energetycznego, ale bloki spalające zrębki drzewne nie mają przyszłości w Polsce

Anna Będkowska: Pompy ciepła, fotowoltaika, biogazownie – wszystko sprowadza się do generacji lokalnej, do klastrów energii?

Christian Schnell: Tak.

Jednak energia elektryczna zasilająca pompy ciepła kosztuje. Dlatego trzeba oszczędzać na kosztach dystrybucji energii elektrycznej. Opłata mocowa będzie kosztować majątek. Czy trzeba ją pobierać od rozproszonych sieci ciepłowniczych zasilanych pompami ciepła? Dlaczego opłata jakościowa, która jest związana z sieciami przesyłowymi, więc dlaczego płaci się za nią na lokalnym poziomie? Mamy opłatę przejściową, czy opłatę OZE – po co wytwórcy mają zapłacić za OZE skoro sami produkują OZE?

Moim zdaniem trzeba ingerować w stronę regulacyjną, by w ramach klastrów energii opłacalna była lokalna generacja i dystrybucja.

Lokalnie zasilane obszary energią to jest to czego potrzebujemy, a kluczowym elementem jest dostęp do taniego prądu.

Ciąg dalszy nastąpi…

Dr

Christian Schnell

Radca prawny oraz starszy ekspert Instytutu Jagiellońskiego