Strajki w Australii i chińskie zakupy mogą namieszać w cenach LNG

Globalny rynek LNG dostał kolejny sygnał ostrzegawczy. Z jednej strony pracownicy australijskiego projektu Ichthys rozpoczęli strajki, z drugiej Chiny ponownie zwiększają import skroplonego gazu przed sezonem letnich upałów. W efekcie na rynku, który i tak reaguje alergicznie na każde zakłócenie podaży, znów robi się ciasno.

Cztery godziny strajku, globalne konsekwencje
Projekt Ichthys LNG w Australii nie jest lokalną ciekawostką energetyczną, lecz jednym z tych punktów na mapie świata, które potrafią poruszyć ceny i nastroje daleko poza własnym wybrzeżem. Instalacje należące do Inpex odpowiadają za około 2% globalnej produkcji LNG, a ich roczne zdolności eksportowe sięgają około 9,3 mln ton.
Dlatego informacja o rozpoczęciu strajków w trzech obiektach Inpex natychmiast trafiła na radar importerów, handlowców i analityków. Pracownicy zapowiedzieli codzienne, czterogodzinne przerwy w pracy oraz ograniczenia operacyjne. To nie musi od razu oznaczać zatrzymania eksportu, ale w przypadku LNG nawet częściowe spowolnienie może działać jak piasek wsypany w precyzyjny mechanizm dostaw.
Spór dotyczy podwyżek i warunków pracy. Związki zawodowe zarzucają spółce brak poważnego podejścia do negocjacji, które ciągną się już od ponad roku. Zapowiedziano też możliwość kolejnych akcji protestacyjnych w czerwcu.
Japonia, Tajwan i Korea patrzą na Ichthys szczególnie uważnie
Największym odbiorcą LNG z projektu Ichthys jest Japonia, do której trafia około 5 mln ton surowca rocznie. Kolejne znaczące wolumeny płyną na Tajwan, do Korei Południowej i Chin. Oznacza to, że ewentualne ograniczenia produkcji najmocniej odczuliby azjatyccy odbiorcy, dla których LNG jest jednym z filarów bezpieczeństwa energetycznego.
W praktyce strajki w Australii mogą zwiększyć konkurencję o ładunki spotowe. A to właśnie na rynku spot widać dziś coraz większą aktywność Chin.
Chiny znów kupują LNG przed gorącym latem
Po okresie mocnego ograniczenia importu Chiny wracają po LNG. W maju sprowadziły około 4,9 mln ton skroplonego gazu, czyli nieco więcej niż rok wcześniej. To istotna zmiana po kwietniu, kiedy import spadł do najniższego poziomu od ośmiu lat.
Powód jest prosty: lato. Wysokie temperatury oznaczają większe zużycie energii, szczególnie przez klimatyzację, a niższe zapasy gazu skłaniają chińskie spółki do uzupełniania portfela dostaw. Państwowy Cnooc kupował już ładunki na czerwiec, a Zhejiang Energy International zabezpieczył dostawę na lipiec.
Geopolityka dokłada swoje
Na chiński import wpływa również sytuacja wokół Zatoki Perskiej. Region ten zwykle odpowiada za około jedną trzecią dostaw LNG do Chin, a zakłócenia związane z wojną z udziałem Iranu ograniczyły wysyłki. Braki po mniejszych dostawach z Kataru miały być uzupełniane ładunkami z Kanady, Malezji, Omanu i Rosji.
To pokazuje, jak szybko globalny handel LNG zmienia trasy, gdy na jednej z nich pojawia się ryzyko. Gaz płynie tam, gdzie jest popyt, cena i możliwość dostarczenia ładunku bez nadmiernego ryzyka.
LNG wchodzi w dekadę wielkich napięć
Szerszy obraz rynku LNG pokazuje, że obecne zamieszanie wokół Australii i Chin nie jest jedynie chwilowym zgrzytem w handlu surowcem. Według Shell globalny handel LNG wzrósł w 2024 r. tylko symbolicznie, do 407 mln ton, co oznaczało najwolniejsze tempo przyrostu podaży od dekady. Jednocześnie spółka prognozuje, że do 2040 r. popyt na LNG może zwiększyć się o około 60%, głównie za sprawą Azji, przemysłu oraz rosnącego zapotrzebowania na energię m.in. ze strony centrów danych i sztucznej inteligencji. Międzynarodowa Agencja Energetyczna również wskazuje, że rynek gazu pozostaje kruchy: w 2025 r. równowagę mogą naruszać niższe przepływy gazu rurociągowego z Rosji do Europy, większe potrzeby zatłaczania magazynów oraz wolniejszy wzrost podaży LNG. To oznacza, że każdy problem w dużym projekcie eksportowym, od strajku po awarię terminala, może działać jak kamyk wrzucony do ciasnego akwarium: fala szybko dociera do importerów w Azji i Europie.
Europa może zapłacić za większy apetyt Azji
Większe zakupy Chin i niepewność wokół australijskiego eksportu mogą zacieśnić globalną podaż LNG. To ważne również dla Europy, nawet jeśli problemy rozgrywają się tysiące kilometrów dalej. Europejskie dostawy są obecnie słabsze niż rok wcześniej, a 30-dniowa średnia importu ma być niższa o 13% rok do roku.
Rynek LNG przypomina dziś system naczyń połączonych. Strajk w Australii, fala upałów w Chinach, napięcia w Zatoce Perskiej i słabszy popyt lub import w Europie układają się w jedną opowieść: gaz pozostaje paliwem globalnym, ale jego stabilność jest coraz bardziej zależna od polityki, pogody i napięć społecznych.
Dla odbiorców oznacza to jedno: sezon letni może być spokojny tylko na papierze. W rzeczywistości rynek LNG znów wchodzi w okres, w którym każdy statek, terminal i konflikt pracowniczy mogą mieć znaczenie.
Źródła: shell, iea, energy analytics institute, the guardian.










