Świrski: To system opustów rozbudził rynek fotowoltaiczny w Polsce, a nie dotacje

Gdy zasady gry zostaną zmienione w trakcie jej trwania, w głowie pojawiają się pytania “po co?” lub “z jakiego powodu?”. Takie pytania zrodziły się też w mojej głowie w temacie podniesienia dotacji w ramach trwającego naboru wniosków do programu Mój Prąd 4.0. Dzisiaj, 15 grudnia ruszają wyższe dotacje w tym programie - rozpoczyna się właśnie edycja z numerem 4.1. Program cieszy się ewidentnie mniejszą popularnością niż poprzednie edycje. Wyższymi dotacjami rządzący chcą rozpędzić realizację tego programu, być może chcą spotęgować przechodzenie prosumentów z net-meteringu na net-billing, a może odmrozić nieco schłodzony i spowolniony rynek instalacji prosumenckich. Dlaczego Polacy nie korzystają z programu Mój Prąd? Może dotacje nie są już potrzebne? Może dla inwestorów zupełnie co innego ma dzisiaj znaczenie? O tych tematach rozmawiam z prof. Konradem Świrskim z Politechniki Warszawskiej.

Zdjęcie autora: Anna Będkowska

Anna Będkowska

Redaktor prowadzący GLOBEnergia
licznik, dom, pieniądze

Anna Będkowska: Dlaczego Pana zdaniem decydenci zdecydowali się na większe dotacje w ramach Mój Prąd 4.1? Co jest Pana zdaniem powodem tej "zmiany zasad w trakcie gry"?

prof. Konrad Świrski: Tu trudno mi się wypowiedzieć – na pewno programy „Mój Prąd” są dość atrakcyjne informacyjnie jako zaangażowanie decydentów w rozwój nowych technologii (ale także są korzystne). Zwiększone dofinansowanie ma pewnie sprawić, aby więcej indywidualnych osób zdecydowało się na inwestycje – co pokazuje, że zaplanowane środki są niewykorzystane i na chwilę obecną więcej osób mogłoby inwestować w indywidualne instalacje fotowoltaiczne i domowe magazyny energii.

prof. Konrad Świrski
prof. Konrad Świrski

A.B.: No właśnie, dlaczego Pana zdaniem zainteresowanie programem Mój Prąd 4.0 jest tak małe w porównaniu z pierwszymi edycjami?

K.Ś.: Mój Prąd dotyczy dofinansowania inwestycji w domowe instalacje fotowoltaiczne. Pierwszym problemem jest nie sam poziom dotacji, a zmiana sposobu rozliczania prosumenta (inwestora). Mowa o rezygnacji z systemu „opustów” – zamiana „net- balancingu” na „net-billing”. Właśnie „opusty” były bardzo atrakcyjne, proste w zrozumieniu korzyści i wygodne dla generacji PV w naszej strefie klimatycznej (wygodne użycie wyprodukowanych w lecie nadwyżek energii na pokrycie konsumpcji nocnej lub w miesiącach jesienno-zimowych). 

Tak naprawdę to ten system (a nie nawet same dotacje w Mój Prąd) rozbudził rynek i wygenerował rekordową liczbę instalacji PV i słonecznych megawatów na polskich domach.

A.B.: No tak, zdecydowanie mniej “czujemy” nowy system, inwestorzy ciągle podchodzą do niego ostrożnie, bo go nie znają. 

K.Ś.: „Net-billing” jest nieprzejrzysty – i przede wszystkim zależy od ceny energii. Im cena energii jest wyższa, tym system fotowoltaiczny bardziej opłacalny. Wiemy, co stało się w tym roku – kompletne zatrzymanie wolnego rynku, właściwie wprowadzenie cen urzędowych (zamrożenie do 2 MWh i ceny maksymalne na wyższą konsumpcję). W sposób oczywisty zmiana systemu była też ukłonem dla spółek dystrybucyjnych, które wobec lawinowego wzrostu domowych instalacji zaczęły mieć problemy ze stanem sieci. Warto też przeanalizować bardzo duży wzrost liczby odmów przyłączenia nowych prosumentów do sieci dystrybucyjnych – niektóre źródła podają, że może to być nawet 60-80% w niektórych rejonach – a więc techniczne zablokowanie inwestycji. W ten sposób, poprzez kombinację zdarzeń – brak wolnego rynku, mniej korzystny (a może raczej mniej wygodny) system rozliczeń i ograniczenia techniczne dystrybutorów - rynek naturalnie się schłodził, a sam poziom dotacji (który moim zdaniem zawsze był drugorzędny) nie ma na niego wpływu.

A.B.: Czy małe zainteresowanie obecnym programem może oznaczać, że dotacje są dla fotowoltaiki w tym momencie już niepotrzebne? A może nie są wystarczające?

K.Ś.: Osobiście uważam, że dotacje do PV są już niepotrzebne i nie odgrywają decydującej roli dla inwestorów. Jeśli ceny energii odpowiadałyby realnym kosztom (widzimy co się dzieje na giełdzie energii), to fotowoltaika byłaby naturalnie o wiele bardziej opłacalna niż poprzednio. Nawet przy obecnym systemie rozliczeń i bez dotacji – w przybliżeniu okres zwrotu skróciłby się z 12-15 lat (realny wynik poprzednio), do nawet okresów poniżej dekady, co jest niesłychanie opłacalne. Ważniejsze są jasne reguły rozliczeń (wygodniejsze dla inwestorów) i stan techniczny sieci umożliwiający inwestycje.

A.B.: Jeśli mogę zadać osobiste pytanie - czy jest Pan prosumentem? Co Pana przekonało do inwestycji? Jakimi argumentami przekonałby Pan potencjalnego zainteresowanego do inwestycji we własną elektrownię?

K.Ś.: Tak, mam domową instalację fotowoltaiczną o mocy 8 kWp (pracująca jeszcze w systemie opustów), całkowicie pokrywającą moje zużycie energii w domu jednorodzinnym. Moje całkowite rachunki oscylują w okolicach kilkuset złotych rocznie (tylko opłaty stałe). Dodatkowo korzystam z elektrycznego samochodu (i nie wiem już jak wygląda stacja benzynowa, bo ładuję go z domowej stacji ładowania). Realnie okres zwrotu to właśnie ok. 12 lat. Przy powrocie do wolnego rynku cen energii prawdopodobnie skróciłby się do poniżej dekady. Mój system (a zachęcam zawsze do kupowania modułów i sprzętu lepszej jakości) działa niezawodnie i dobrze od kilku lat. Na razie nie inwestuję w magazyn energii, ale przygotowuję się do wprowadzenia pompy ciepła, która obniży mój przyszły rachunek za ogrzewanie gazowe. Wciąż mam pewne nadwyżki energii do rozliczenia. 

A.B.: W przestrzeni eksperckiej pojawia się teza, że aby system elektroenergetyczny zachował stabilność, to co trzecia, co czwarta elektrownia prosumencka powinna być wyposażona w magazyn energii. Czy Pana zdaniem popularyzacja magazynów energii w naszym kraju jest możliwa? 

K.Ś.: Jestem dużym zwolennikiem magazynów energii (rozumiem, że mówimy tu o bateryjnych magazynach), ale dla stabilizacji sieci, dla większych instalacji, dla przemysłu i klastrów oraz dla ewentualnego w przyszłości „wirtualnego prosumenta”. Korzystam z magazynu w domu w innym obszarze geograficznym (Grecja) i jest to świetne rozwiązanie, ale na dziś dla obszarów gdzie są dobre warunki słoneczne (dla generacji PV) w całym roku. Z moich doświadczeń – domowy magazyn energii doskonale się sprawdza w cyklach dobowych (ładowanie nadwyżką z paneli i rozładowywanie kiedy nie ma już słońca). W praktyce może to prowadzić do czegoś w rodzaju „off gridu” – korzystanie z energii z sieci tylko w wyjątkowych okazjach.

A.B.: Mówimy cały czas o warunkach greckich?

K.Ś.: Niestety nie jest to możliwe w warunkach polskich – nawet w lecie nie wszystkie dni dają wystarczającą ilość słońca dla naładowania magazynu, a okresy jesienno-zimowe to już zupełny brak nadwyżek (nie mówiąc o pokryciu dziennego zapotrzebowania). Magazyn pracuje więc tylko część roku. Alternatywne rozwiązania – np. ładowanie magazynu z sieci i korzystanie z różnic cen (noc – dzień) – na dziś jest niemożliwe (bo nie ma rynku i wolnych cen). Zresztą dla opłacalności tego rozwiązania spread (rozpiętość cen) musiałoby być bardzo duże. Inna popularyzowana opcja, w której magazyn daje niezawodność zasilania (kompensacja ewentualnych przerw w dostawach) na razie nie jest tak atrakcyjna. Po pierwsze, nie ma obecnie dużych problemów z zasilaniem z sieci (przynajmniej w obszarach silniej zaludnionych), a poza tym jeśli ma być awaria sieci to tańszą opcją rezerwową jest zwykły agregat prądotwórczy (z dieslem lub benzyną) – w końcu to może działać wiele godzin, a nawet dni.

A.B.: W jakim kierunku Pana zdaniem powinien podążać rozwój rynku magazynów energii?

K.Ś.: Wolałbym żeby inwestować w sieci dystrybucyjne i tam znosić ograniczenia dla prosumentów (łatwiej to zrobić w większej skali, a nie w poszczególnych domach). Magazyny idealnie sprawdzą się też dla przemysłu lub klastrów przy kombinowanej generacji wiatrowo- słonecznej. Wreszcie widziałbym właśnie “wirtualnych prosumentów” - możliwość inwestycji w udziały dużej elektrowni odnawialnej uzupełnionej o magazyn i tylko rozliczanie zużytej energii. To wymaga jednak zmiany paradygmatu myślenia o systemie energetycznym, w którym istnieją tylko wielkie koncerny energetyczne. Zacznijmy więc od magazynów w większej skali i generalnie większej przejrzystości rynku dla inwestycji w energetykę odnawialną.

Zobacz również