Wprowadzona w czerwcu 2016 roku ustawa odległościowa wprowadziła restrykcyjne zasady minimalnej odległości  farm wiatrowych od zabudowań. To własnie m. in ten przepis spowodował wyraźne zahamowanie rozwoju branży wiatrowej. Teraz pojawiła się szansa, że zasada 10H zostanie zniesiona w efekcie zmian w zapisach ustawy nad którą obecnie trwają ministerialne prace.  Sytuacja na rynku cen energii elektrycznej jest niepewna. Trudno jest też wierzyć, że uciekniemy przed długoterminowym wzrostem cen energii z elektrowni konwencjonalnych. Czy zniesienie zasady 10H dla turbin wiatrowych może być szansą na rozwój energetyki wiatrowej i nowe źródła tańszej energii elektrycznej?

Chętnych mnóstwo, tylko miejsca brak

Zasada 10H jest istotna przede wszystkim dla największych odbiorców przemysłowych, bo oni poszukują oszczędności również na taryfie dystrybucyjnej. Chodzi tu głównie o przyłączenie wiatraków do zakładu produkcyjnego, a teraz jest to niemożliwe.

Parę dni temu zwolniono z Ministerstwa Energii dyrektora Kaźmierskiego, który obiecywał branży, że zasada 10H zostanie w jakiś sposób ograniczona. Teraz słyszymy, że ma być ograniczona do projektów społecznie akceptowalnych. Pojawia się pytanie, co to znaczy. Wszystko będzie kwestią konkretnych zapisów w ustawie, bo jak najbardziej dla polskiego przemysłu ten zapis byłby dobry. Sam znam klientów którzy chętnie na nieużytkach postawiliby duży wiatrak, dlatego zmiana ustawy odległościowej jest tak ważna. Pozostaje nam czekać na decyzje rządu, komentuje Marek Przychodzeń, prezes EIDOS.

Kto pierwszy, ten lepszy

Zmiany w ustawie są potrzebne, szczególnie teraz, kiedy widać jak ceny energii szybują w górę, a Polski nie stać żeby budować wiatraki w taki sposób, jaki wymaga ustawa. Jeśli ustawa się zmieni, to można przypuszczać, że na energetyce wiatrowej mają szansę skorzystać duzi odbiorcy energii, którzy są chętni żeby u siebie takie wiatraki instalować. Poza tym zwiększy to możliwość generacji energii z tych farm wiatrowych ponieważ na chwilę obecną, każdy producent mówi, że “kto pierwszy, ten lepszy”. Powodem jest ograniczona ilość wolnych spotów w Polsce. Sytuacja wygląda inaczej niż w przypadku energii konwencjonalnej. W przypadku energetyki wiatrowej w Polsce, kto pierwszy zakontraktuje się na sprzedaż na 15 lat, “ten lepszy”. Reszta będzie skazana na energię z emisją CO2.

Generalnie zasada 10H była absurdalna, bo na przykładzie 3 czy 4 złych farm ograniczono w całym kraju rozwój farm. Należało to zrobić lokalnie, wyłączyć te, które były niezgodne z zasadami etyki branżowej, a zostawić resztę. Niestety populistycznie wycięto wszystkie projekty które były bliżej niż te 10H. – sytuację komentuje Marek Przychodzeń.

Co z cenami energii z wiatrówki?

Wszystkie wybudowane farmy, mają już odbiorców. Ceny energii z energetyki wiatrowej na lądzie będziemy mogli znać dopiero od roku 2021, ewentualnie od drugiej połowy 2020, kiedy pierwsze nowe farmy wiatrowe zaczną dostarczać energię. Nie jest pewne, czy wytwórcy dostarczą energię po cenie z aukcji, na którą rzuciły się firmy.

Do cen z aukcji trzeba mieć lekki dystans. De facto w jedynej takiej ofercie, która miałem na 2019 rok z farm wiatrowych dla odbiorcy przemysłowego, cena była w okolicach 280-290 zł/MWh. To i tak bardzo nisko – jakieś 30-40 zł poniżej rynku!

Jest duża szansa na to, że już w tym roku przekonamy się, jakie przełożenie na realne ceny energii z wiatraków mają ceny energii jakie projekty wiatrowe wynegocjowały na aukcjach  chociażby z 2018 roku. Jeśli dodatkowo ustawa zmieni się na korzyść branży i uwolni dodatkowe obszary pod turbiny wiatrowe może się okazać, że szansa na uniezależnienie się od wzrastających cen energii leży własnie w energetyce odnawialnej! To byłby dobry i namacalny przykład oraz argument za tym, by dać szansę energii z OZE. Czekamy na efekty!

Redakcja GLOBEnergia