Tak wysokich cen energii w Polsce nie było od kryzysu energetycznego! Niemcy mieli jeszcze drożej!

We wtorek (5 listopada) na Rynku Dnia Następnego Towarowej Giełdy Energii nastąpiła nagła eksplozja cenowa. Stawki za megawatogodzinę energii elektrycznej znacząco przekroczyły 2000 złotych, a w pewnym momencie było im nawet bliżej do 3000 zł. Co jest przyczyną takiego skoku? I jak wiąże się to z ostatnim wezwaniem PSE do przywołania na rynku mocy?

Zdjęcie autora: Maciej Bartusik

Maciej Bartusik

redaktor GLOBENERGIA
  • We wtorek, 5 listopada, ceny energii na Towarowej Giełdzie Energii gwałtownie wzrosły, osiągając nawet 2750 zł/MWh między 17:00 a 18:00, co przypomina kryzys energetyczny z 2022 roku.
  • Skok cen wynikał z braku mocy w systemie energetycznym oraz potrzeby sięgania po najdroższe źródła produkcji energii aby zapewnić płynność dostaw.
  • Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) ogłosiły przywołanie rynku mocy, co oznacza, że podmioty objęte obowiązkami mocowymi musiały dostarczyć dodatkową moc, aby pokryć wysokie zapotrzebowanie.

Blisko 3000 zł za megawatogodzinę – ceny prądu podskoczyły

Osoby śledzące ceny na Rynku Dnia Następnego TGE mogły mieć we wtorek nie lada niespodziankę – notowania stawek za energię elektryczną późnym popołudniem i wieczorem zdecydowanie poszły w górę. Jeszcze między 14:00 a 15:00 wynosiły 573,80 zł/MWh, ale w momencie, gdy zaczął się szczyt zapotrzebowania, sytuacja się zmieniła. Już między 15:00 a 16:00 cena skoczyła do 1165 zł/MWh, a przez kolejne godziny rosła. Między 17:00 a 18:00 osiągnęła zawrotne 2750 zł/MWh. Tak wysokich stawek w wymiarze godzinowym nie było na TGE od czasu kryzysu energetycznego w 2022 roku. Stawki spadły poniżej 2000 zł w okolicach godziny 20, by w późniejszych godzinach nocnych powrócić do poziomu ok. 500 zł. Szczegółowe zmiany cen ilustruje poniższy wykres. Linie przedstawiają kurs cen prądu, a słupki wolumen biorącej udział w transakcjach energii.

Rynek Dnia Następnego z 6 listopada również nie był szczególnie niski, chociaż brak tu już stawek zbliżających się do 3000 zł/MWh. Najwyższą wartość prąd osiągnął między 17:00, a 18:00, kiedy kosztował 2403 zł/MWh. W notowaniu ciągłym stawka ta została nieznacznie skorygowana do poziomu 2387,42 zł/MWh. Szczegóły są widoczne na poniższym wykresie.

Z czego wynika skok cen?

Sytuacja na TGE może być wytłumaczona w stosunkowo prosty sposób – to wszystko kwestia niewystarczających mocy w systemie energetycznym połączonych ze specyficznym sposobem ustalania ceny. Mechanizm wyznaczania ceny na giełdzie działa w taki sposób, że cenę w danej godzinie wyznacza najdroższe źródło niezbędne do zbilansowania popytu i podaży. W przypadku wysokiego zapotrzebowania na moc do produkcji wchodzą coraz droższe źródła wytwórcze, a to winduje cenę w górę. Stawka ustalana jest w takiej sytuacji przez koszty produkcji elektrowni, które dostarczają energię jako ostatnie, aby pokryć zapotrzebowanie. Są to zwykle drogie źródła, bowiem to właśnie po nie sięga się jako ostateczność w przypadku niedoboru mocy. Wypracowana w ten sposób cena jest przyjmowana dla wszystkich graczy na Towarowej Giełdzie Energii dla danego okresu rozliczeniowego. W momencie, w którym zaczyna brakować mocy, do systemu wchodzą źródła produkujące energię drożej. Sprawia to, że stawki giełdowe za energię szybują w górę.

Jest jeszcze jeden aspekt, który miał wpływ na ceny energii w Polsce – ceny u naszych sąsiadów. W Niemczech na przykład stawki na giełdzie energii skoczyły między 17:00 a 18:00 do 820,11 euro/MWh, czyli około 3500 zł/MWh. W Czechach w tym samym okresie pojawiła się wartość 780,33 euro/MWh, a więc blisko 3400 zł/MWh. Takie kwoty w krajach sąsiadujących oznaczają brak możliwości taniego importu energii.

PSE przywołuje rynek mocy. Czy grozi nam blackout?

Skąd możemy wiedzieć, że zapotrzebowanie na moc jest nadmierne? Wskazuje na to komunikat Polskich Sieci Elektroenergetycznych, które wczoraj (6 listopada) na godziny 16:00-19:00 ogłosiły przywołanie na rynku mocy. Oznacza to, że w tym okresie wszystkie podmioty, które są objęte obowiązkami mocowymi wynikającymi z umów zawartych na rynku mocy, musiały je w tych godzinach realizować – wytwórcy powinni przedstawić do dyspozycji operatora lub wprowadzić do sieci całą wytworzoną energię, a objęciami umowami mocowymi odbiorcy zredukowały swoje zapotrzebowanie.

Warto zaznaczyć, że mechanizm ten nie dotyczył tzw. “zwykłego Kowalskiego”, bowiem odbiorca indywidualny nie jest podmiotem zakontraktowanym na rynku mocy. Szczegółowo mechanizm ten tłumaczą PSE na swojej stronie internetowej:

- Praca systemu elektroenergetycznego jest planowana w taki sposób, by operator zawsze dysponował odpowiednią rezerwą mocy. Jest ona niezbędna, by możliwe było zaspokojenie zapotrzebowania, gdy np. dojdzie do awarii jednostek wytwórczych, generacja ze źródeł odnawialnych będzie mniejsza od planowanej lub zapotrzebowanie będzie większe od prognozowanego. Jeżeli odpowiednia rezerwa nie jest zachowana, konieczne jest wykorzystanie różnych narzędzi, którymi dysponuje operator. Są to m.in. zmiany grafiku remontów, polecenie zwiększenia generacji, praca elektrowni w przeciążeniu czy wykorzystanie elektrowni szczytowo-pompowych.

PSE zdają się reagować na ostatnie skoki cen na TGE spowodowane koniecznością użycia droższych źródeł energii. Przywołanie na rynku mocy wynika z dużego zużycia energii, remontów bloków węglowych i małej energii produkowanej przez fotowoltaikę. Jak wynika z informacji podanych przez PSE, średnie prognozowane zapotrzebowanie na moc miało w szczytowym momencie wynosić ponad 21 800 MW. To ponad 6000 MW mniej niż rekord, który został pobity w styczniu br. i wynosił przeszło 28 271 MW. Sytuacja, w której dochodzi do przywołania rynku mocy przy niskim w porównaniu z tegorocznym rekordem zapotrzebowaniu może napawać niepokojem. Warto też przy tym pamiętać, że w ostatnich latach rekord ten jest praktycznie w każdym sezonie grzewczym pobijany. Skoro rynek mocy jest przywoływany przy niższych niż rekordowe wartościach, na horyzoncie rysuje się ryzyko blackoutu.

Źródła: PSE, TGE, newtransparency.entsoe.eu

Zdjęcie autora: Maciej Bartusik

Maciej Bartusik

redaktor GLOBENERGIA