Tańsze paliwo wróci na stacje? Rząd nie wyklucza powrotu programu CPN 

Program CPN zniknął ze stacji, ale niekoniecznie z rządowych planów. Jeśli ceny paliw znów wystrzelą przez kryzys na Bliskim Wschodzie, państwo może wrócić do kosztownej tarczy dla kierowców. Czy tańsze tankowanie warte jest kolejnych miliardów z budżetu?

Program CPN zniknął ze stacji, ale niekoniecznie z rządowych planów. Jeśli ceny paliw znów wystrzelą przez kryzys na Bliskim Wschodzie, państwo może wrócić do kosztownej tarczy dla kierowców. Czy tańsze tankowanie warte jest kolejnych miliardów z budżetu?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Program CPN zniknął ze stacji, ale niekoniecznie z rządowych planów. Jeśli ceny paliw znów wystrzelą przez kryzys na Bliskim Wschodzie, państwo może wrócić do kosztownej tarczy dla kierowców. Czy tańsze tankowanie warte jest kolejnych miliardów z budżetu?
  • Program CPN zakończył się z początkiem lipca, ale może wrócić. Rząd rozważy to przy mocnym wzroście cen paliw przez sytuację na Bliskim Wschodzie.
  • CPN obniżał ceny na stacjach, ale był kosztowny dla budżetu. Według resortu finansów program kosztował około 4,7 mld zł.
  • Powrót programu nie ma dziś jasnego progu cenowego. To raczej awaryjne narzędzie na kryzys niż stały mechanizm obniżania cen paliw.

Program CPN, czyli Ceny Paliwa Niżej, zakończył się z początkiem lipca, ale rząd nie zamyka drzwi do jego powrotu. Wiceminister energii Konrad Wojnarowski przyznał, że resort analizuje sytuację na rynku paliw i może wrócić do podobnych rozwiązań, jeżeli konflikt na Bliskim Wschodzie ponownie mocno uderzy w ceny ropy i paliw.

To ważny sygnał dla kierowców, ale też dla budżetu państwa. CPN obniżał ceny na stacjach, lecz nie był darmowy. Według Ministerstwa Finansów koszt programu wyniósł około 4,7 mld zł. Dlatego ewentualny powrót pakietu nie byłby prostą korektą cenników, tylko decyzją o ponownym przejęciu przez państwo części ryzyka cenowego.

CPN się skończył, ale temat wraca

Pakiet CPN miał charakter czasowy. Był odpowiedzią na gwałtowny wzrost cen paliw po eskalacji sytuacji międzynarodowej i obejmował kilka mechanizmów naraz: obniżkę VAT na wybrane paliwa, czasową obniżkę akcyzy oraz maksymalną cenę detaliczną na stacjach. Rząd przedstawiał go jako rozwiązanie osłonowe dla gospodarstw domowych i firm.

Najpierw, w połowie czerwca, wygasły przepisy dotyczące obniżki akcyzy. Z końcem czerwca przestały obowiązywać także rozwiązania związane z niższą stawką VAT i ceną maksymalną. Od początku lipca rynek paliw wrócił więc do normalnych zasad, choć już wtedy było jasne, że temat może wrócić, jeśli ropa znów zacznie drożeć.

Rząd nie podaje automatycznego progu

Najważniejsze jest to, że powrót CPN nie ma dziś jasno określonego progu. Wypowiedzi przedstawicieli rządu wskazują raczej na obserwowanie rynku niż na automatyczny mechanizm. Nie wiadomo więc, przy jakiej cenie benzyny, diesla albo ropy państwo ponownie uruchomiłoby pakiet.

Minister energii Miłosz Motyka w ostatnich wypowiedziach podkreślał, że obecnie nie ma prac nad przywróceniem CPN, ale powrót działań osłonowych byłby możliwy przy nieprzewidzianej eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie i gwałtownym wzroście cen paliw. To oznacza, że CPN jest dziś raczej narzędziem awaryjnym niż stałą częścią polityki paliwowej.

Dlaczego CPN działał na kierowców?

Mechanizm był prosty. Podatki są dużą częścią ceny paliwa, więc ich czasowe obniżenie szybko widać przy dystrybutorze. Do tego cena maksymalna ograniczała przestrzeń do podwyżek detalicznych. Dla kierowców, firm transportowych i części przedsiębiorców efekt był bezpośredni: tankowanie było tańsze albo drożało wolniej, niż wynikałoby to z samego rynku.

Problem polega na tym, że taka tarcza nie usuwa przyczyn kryzysu. Nie zwiększa podaży ropy, nie stabilizuje Bliskiego Wschodu, nie obniża globalnych notowań surowca i nie rozwiązuje problemu kursu dolara. Łagodzi skutek, ale nie leczy źródła. To może być sensowne w nagłym kryzysie, ale trudno utrzymywać taki mechanizm długo bez dużego kosztu dla finansów publicznych.

Niższe ceny na stacjach, niższe wpływy do budżetu

Koszt około 4,7 mld zł pokazuje skalę decyzji. Niższy VAT i niższa akcyza oznaczają mniejsze dochody państwa. Jeżeli CPN miałby wrócić, Ministerstwo Finansów musiałoby odpowiedzieć na proste pytanie: z czego pokryć kolejny ubytek wpływów?

To dlatego powrót programu nie zależy wyłącznie od resortu energii. Potrzebna byłaby zgoda fiskalna, decyzja polityczna i ocena, czy sytuacja na rynku paliw rzeczywiście wymaga ponownej interwencji. Im dłużej trwałby taki program, tym trudniej byłoby go później wycofać bez widocznego wzrostu cen na stacjach.

Dlaczego ceny paliw szybciej rosną, niż spadają?

W tle jest jeszcze jeden problem: sposób, w jaki ceny hurtowe i detaliczne reagują na zmiany na rynku ropy. Kierowcy dobrze znają ten mechanizm. Gdy ropa drożeje, ceny na stacjach często rosną szybko. Gdy ropa tanieje, spadki przy dystrybutorach przychodzą wolniej. Minister energii zapowiadał już dyskusję o rozwiązaniach, które miałyby skłaniać koncerny do szybszego przenoszenia obniżek cen na kierowców.

To może być dla rządu wygodniejszy kierunek niż ponowne obniżanie podatków. Zamiast finansować tańsze paliwo z budżetu, państwo może próbować zwiększać presję na przejrzystość rynku i szybsze reakcje cen detalicznych. Pytanie, jak taki mechanizm miałby wyglądać i czy nie skończyłby się kolejną formą regulowania cen.

CPN może wrócić, ale nie powinien być traktowany jak zwykły przycisk do obniżania cen paliw. To kosztowna interwencja w rynek, która pomaga kierowcom w kryzysie, ale nie usuwa przyczyn wzrostu cen. Dla gospodarstw domowych oznacza niższy rachunek przy dystrybutorze. Dla budżetu – miliardowe koszty. Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi tylko, czy CPN da się przywrócić. Ważniejsze jest to, kiedy państwo powinno znów zapłacić za amortyzowanie cen paliw.

Źródła: Ministerstwo Energii, Ministerstwo Finansów, PAP, własne.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia