Tesla przygotowała limitowane edycje pożegnalne i zakazała ich odsprzedaży

Amerykański producent postanowił zakończyć produkcję modeli S oraz X. Taka decyzja nie może dziwić, albowiem w ostatnich latach dochody Tesli generowały przede wszystkim wolumenowe modele 3 oraz Y. Ostatnimi egzemplarzami, które zjadą z linii produkcyjnej zakładu Fremont w Kalifornii, będą auta z limitowanej serii Signature Edition.

- Na zakończenie produkcji modeli S oraz X, Tesla przygotowała limitowaną edycję.
- Signature Edition sprzedana będzie wyselekcjonowanym klientom.
- Łącznie powstanie jedynie 350 egzemplarzy modeli S oraz X.
Signature Edition dostępna, ale nie dla każdego
Komunikat o zakończeniu produkcji modeli S oraz X wywołał w środowisku fanów marki spore zamieszanie. Większość spodziewała się prezentacji kolejnych generacji, przynajmniej głębokich modernizacji, tymczasem Tesla postanowiła przekierować zasoby kalifornijskiego zakładu w stronę pojazdów autonomicznych oraz humanoidalnych robotów.
Decyzja Tesli z biznesowego punktu widzenia jest jak najbardziej uzasadniona. W ostatnich latach sprzedaż modeli S oraz X systematycznie spadała, a w roku 2025 stanowiła niecałe 2 procent globalnych dostaw i zamknęła się w liczbie około 30 tysięcy sztuk (światowa sprzedaż to 1,585 mln egzemplarzy).
Pożegnalna edycja nie będzie dostępna dla każdego i nie znajdziecie jej w oficjalnych konfiguratorach. Specjalny link otrzymali wyselekcjonowani klienci, którzy wcześniej kupili już kilka e-Sek lub X-ów, wykazując się przy tym nie tylko przywiązaniem, ale i lojalnością względem marki.
Chociaż pierwotnie model X była zawsze droższy od limuzyny z linii S, w limitowanej edycji ich ceny zostały zrównane. Każdy egzemplarz oznaczony jako Signature Edition, kosztować będzie 159 420 dolarów, a do sprzedaży trafi 250 sztuk limuzyny S oraz 100 pojazdów SUV z serii X. Tak ustawione ceny (znacznie powyżej specyfikacji Plaid, na której limitowana edycja bazuje) oraz liczba dostępnych egzemplarzy to świadomy zabieg, mający podkreślić wyjątkową ofertę Tesli.

Signature Edition z pakietem bonusów, ale nie dla każdego
Mechanicznie modele S oraz X nie różnią się niczym od specyfikacji Plaid, dostępnej w jeszcze kilka tygodni temu oficjalnych cennikach. W obu autach napęd przekazywany będzie na koła obu osi, z wykorzystaniem trzech silników. Generowana moc w szczytowym momencie sięga 1020 koni mechanicznych, prędkości grubo przekraczają 250 km/h, a sprint do setki trwa poniżej 2 sekund (dokładnie 1,99 s) dla modelu S oraz 2,5 sekundy dla X-a.
Sprawdź także: 7 minut i po sprawie. Oto nowe baterie do elektryków
Oprócz znakomitych parametrów trakcyjnych, każdy nabywca limitowanej edycji dostanie również pakiet usług. W cenie pojazdów oznaczonych Signature Edition zawarte są między innymi bezterminowe i darmowe ładowanie na SuC (Super Charger), dożywotni abonament na jazdę autonomiczną (FSD) oraz łączność premium, również bez żadnych dopłat i ograniczeń.
Co istotne - ten pakiet usług dotyczy tylko i wyłącznie pierwszych właścicieli modeli S oraz X z limitowanej edycji. Każdy następny, straci te bonusy, a taka polityka ma teoretycznie ograniczyć obrót na rynku wtórnym, pozwalając tym samym zachować wysokie ceny serii Signature Edition.
A ten rynek wtórny będzie można bardzo łatwo kontrolować, dzięki między innymi specjalnym tabliczkom z wygrawerowanym numerem seryjnym każdego egzemplarza.
Aby nie popełnić błędu jak w przypadku modelu Cybertruck, starannie wyselekcjonowani nabywcy limitowanych eSek oraz Igreków będą mieli całkowity zakaz sprzedaży swoich egzemplarzy przed upływem 12 miesięcy. Ten zapis obwarowany został sporymi karami finansowymi, co ma zapobiec sytuacji jaka miała miejsce w 2023 roku, kiedy Tesla rozpoczęła sprzedaż elektrycznego pick-up’a.
Wtedy też pierwsi nabywcy mieli zakaz sprzedaży swoich aut w ciągu 12 miesięcy od momentu zakupu, jednak poprzez nieostre zapisy w umowach, wielu z nich zbyło swoje Cybertrucki wcześniej, psując plan amerykańskiego producenta.
Signature Edition w kolorze czerwonym, ale nie dla każdego
Auta z serii Signature Edition dostępne będą jedynie w kolorze Garnet Red, który nigdy wcześniej nie był oferowany zarówno w modelu S, jak i X. Ta barwa nadwozia ma podkreślić wyjątkowość każdego egzemplarza, podobnie jak i złocone dodatki: logo na przednim pasie, zaciski ceramicznych hamulców (S), czy kilka detali we wnętrzu. Tym najbardziej charakterystycznym elementem, jest pozłacana tabliczka, z numerem seryjnym limitowanej edycji, umieszczona z prawej strony deski rozdzielczej.
Jeśli przez twój garaż przewinęło się kilka egzemplarzy modeli S lub X (przynajmniej 5), jeśli stać cię na płatność gotówką, jeśli jesteś naprawdę lojalnym wielbicielem marki, być może na twój adres mailowy przyjdzie zaproszenie do konfiguracji jednego z wyjątkowych egzemplarzy limitowanej edycji, kończącej serie S oraz X.
Jeśli nie spełniasz powyższych warunków, kup coś normalnego, zwyczajnego, przeciętnego, w postaci modeli Plaid. Osiągi będą te same, ale prestiż znacznie mniejszy. Nie będziesz jednym z 350 obywateli tego świata, którzy będą mogli kupić ostatnie egzemplarze modeli S oraz X.
Historia marki Tesla napisana została tak naprawdę sześcioma modelami. Pierwszy, w 2007 roku był sportowy i niesamowicie drogi, Roadster, czyli tak naprawdę elektryczna odmiana Lotusa Elise.
W roku 2012 pojawiła się elegancka limuzyna serii S, trzy lata później ekstrawagancki SUV z linii X. Ten model wyróżnia się drzwiami otwieranymi do góry i obszernym wnętrzem, mieszczącym nawet 7 osób.
Rok 2017 stał pod znakiem premiery najtańszej w ofercie “trójki”. Dwa lata później na rynku pojawił się model Y i właśnie te dwa auta dzisiaj stanowią o sile Tesli. Dość powiedzieć, że łączna sprzedaż modeli S, X oraz Cybertruck w 2025 roku nie przekroczyła w skali globalnej 3 procent.
Żegnaj “esko”, żegnaj “igreku”, a co fani marki dostaną w zamian? Kalifornijski zakład dostosowany będzie do produkcji robotów humanoidalnych Optimus, a w przyszłości również być może autonomicznych taksówek Cybercab. Te drugie na razie są w fazie rozwojowej, a bardziej realne jest pojawienie się modelu tańszego, kosztującego w okolicach 20 tysięcy dolarów. Czekamy.
Źródło: Tesla.










