To koniec programu Moja Elektrownia Wiatrowa! Wnioski tylko do końca lutego

Program Moja Elektrownia Wiatrowa niebawem zostanie zamknięty – szybciej, niż zapowiadano i bez wyczerpania budżetu. Dla części prosumentów to zaskoczenie, dla rynku raczej potwierdzenie, że projekt od początku miał poważne problemy. Sprawdzamy, czy da się jeszcze złożyć wniosek i co tak naprawdę przesądziło o końcu programu.

- NFOŚiGW niespodziewanie poinformował o dacie zakończenia naboru w programie Moja Elektrownia Wiatrowa, mimo wcześniejszych zapowiedzi o jego ciągłości do 2028 roku.
- Na stronie programu jeszcze niedawno widniała informacja o trwającym naborze ciągłym. Decyzja więc z jednej strony może zaskakiwać, ale z pewnością wielu osób nie dziwi.
- Zamknięcie programu symbolicznie domyka projekt, który od początku budził sporo wątpliwości.
W poniedziałek 2 lutego 2026 roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej niespodziewanie poinformował o zamknięciu naboru w programie Moja Elektrownia Wiatrowa. Decyzja może zaskakiwać, bo jeszcze do niedawna na stronie programu widniała informacja o naborze prowadzonym w trybie ciągłym aż do 2028 roku. To symboliczne domknięcie projektu, który od początku budził więcej pytań niż entuzjazmu.
“W programie Moja Elektrownia Wiatrowa złożono 3 031 wniosków o dofinansowanie o wartości ponad 95 mln zł. Aplikowanie o środki z programu, który wspiera instalację prosumenckich turbin wiatrowych i magazynów energii, jest możliwe do końca lutego 2026 r.” – poinformował NFOŚiGW.
Nagłe zamknięcie naboru mimo zapisu o ciągłości
Program Moja Elektrownia Wiatrowa miał być jednym z filarów rozwoju mikroenergetyki wiatrowej w Polsce. Oficjalnie nabór wniosków miał być prowadzony od 17 czerwca 2024 roku do 31 grudnia 2028 roku lub do wyczerpania środków, w trybie ciągłym i wyłącznie elektronicznie poprzez GWD. Tymczasem decyzja NFOŚiGW o zakończeniu naboru z końcem lutego 2026 roku stoi w wyraźnej sprzeczności z komunikacją programu. Tym bardziej że – jak pokazują dane – budżet nie został nawet w połowie wykorzystany.
“Zarząd Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, w porozumieniu z Ministerstwem Klimatu i Środowiska, podjął decyzję o zmianie terminu naboru wniosków w ramach programu Moja Elektrownia Wiatrowa. Wynika to z dotychczasowego poziomu zainteresowania programem, który przełożył się na wykorzystanie budżetu 400 mln zł na poziomie około 20 proc.” – przekazał NFOŚiGW, nie mówiąc wprost o zamknięciu programu, ale na jedno wychodzi.
Program bez sukcesu
Choć Moja Elektrownia Wiatrowa była długo tak zapowiadana, nigdy nie stała się programem masowym. Mikroinstalacje wiatrowe pozostają niszowym segmentem rynku OZE, a bariery techniczne, lokalizacyjne i administracyjne skutecznie ograniczały zainteresowanie inwestorów indywidualnych. Branża od dawna zwracała uwagę, że program nie odpowiada realnym potrzebom prosumentów. Małe turbiny wiatrowe przegrywały z fotowoltaiką nie tylko ceną, ale i przewidywalnością, jak i samym wolumenem produkcji. Co więcej, z czasem coraz wyraźniej było widać, że wiatr przestaje być głównym bohaterem programu.
Furtka do dotacji na magazyn energii
W praktyce Moja Elektrownia Wiatrowa szybko została odebrana jako pośredni mechanizm wsparcia magazynów energii. Turbina wiatrowa była formalnym biletem wstępu, a prawdziwym celem inwestorów stawał się magazyn energii. Dziś, gdy zapowiadany jest osobny program dotacyjny dedykowany wyłącznie magazynom energii, sens istnienia Mojej Elektrowni Wiatrowej staje się wątpliwy. Skoro można będzie otrzymać wsparcie bez konieczności montażu turbiny wiatrowej, program w dotychczasowej formule traci rację bytu.
Dane, które uzyskaliśmy z NFOŚiGW pod koniec 2025 roku, już wtedy pokazywały, że program Moja Elektrownia Wiatrowa nie był bliski wyczerpania budżetu – przy 2557 złożonych wnioskach rozdysponowano niespełna 20 proc. z dostępnych 400 mln zł. Co więcej, struktura aplikacji jasno wskazywała, że kluczowym elementem inwestycji były magazyny energii, a nie same turbiny wiatrowe. Szczegółową analizę danych i wniosków publikujemy w osobnym materiale: Moja Elektrownia Wiatrowa: czy wiatr wciąż sprzyja dotacji? Mamy ciekawe statystyki
Koniec bez większej straty – ale z wyraźną rysą
Patrząc z perspektywy rynku, trudno uznać zamknięcie programu Moja Elektrownia Wiatrowa za realną stratę dla rozwoju OZE w Polsce. Program od początku miał ograniczone szanse na sukces i niewielkie perspektywy dalszego rozwoju – zarówno ze względu na niszowy charakter mikroenergetyki wiatrowej, jak i konstrukcję samego wsparcia, które rozmijało się z potrzebami prosumentów. W tym sensie jego wygaszenie można uznać za decyzję racjonalną, a nawet spóźnioną. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to porażka dotacyjna i komunikacyjna NFOŚiGW – program zapowiadany jako długofalowy filar transformacji energetycznej kończy się przedwcześnie, z niewykorzystanym budżetem i bez realnego wpływu na rynek. To niewątpliwie plama na ostatnich działaniach Funduszu i kolejny przykład, że dobre intencje nie zawsze idą w parze z trafnym projektowaniem instrumentów wsparcia.
Źródło: NFOŚiGW.
Polecane
Zabrakło pieniędzy dla prosumentów – co się stało z budżetem programu Moja Elektrownia Wiatrowa?

Koniec dotacji, początek problemów? Jakość małych turbin wiatrowych pod lupą









