Top 10 samochodów elektrycznych w Polsce! Zmiana na fotelu lidera

Rynek elektryków w Polsce wyraźnie przyspieszył, ale jeszcze ciekawsze od samego wzrostu są zmiany na szczycie. Klienci coraz częściej wybierają nie najtańsze modele, lecz auta droższe, lepiej wyposażone i oferujące większy zasięg. A liderem tego nowego rozdania nie została Tesla, co może być zaskoczeniem.

- BMW przejmuje prowadzenie. Marka zakończyła pierwszy kwartał jako lider rynku aut elektrycznych w Polsce, wyprzedzając Teslę i BYD. To wyraźny sygnał, że segment premium zaczyna nadawać ton całemu rynkowi.
- Tesla traci, choć rynek rośnie. Przy dynamicznym wzroście rejestracji elektryków to właśnie Tesla znalazła się wśród nielicznych marek, które zanotowały spadek. To pokazuje, że konkurencja robi się coraz mocniejsza.
- Klienci odchodzą od budżetowych modeli. Po wyczerpaniu dopłat popyt nie zniknął, ale przesunął się w stronę droższych aut z lepszymi parametrami. Dziś coraz częściej wygrywa nie najniższa cena, lecz całościowa jakość oferty.
Polski rynek samochodów elektrycznych wszedł w 2026 rok z mocnym przyspieszeniem. W pierwszym kwartale zarejestrowano 8841 nowych aut bateryjnych, wobec 5107 rok wcześniej. To wzrost o 73,1% rok do roku. Sam wynik robi wrażenie, ale jeszcze ciekawsze jest to, jak zmienia się sam rynek. Coraz wyraźniej widać, że klienci odchodzą od najtańszych modeli i częściej wybierają auta droższe, lepiej wyposażone i oferujące większy zasięg.
Dopłaty pomogły, ale potem rynek zmienił kierunek
Początek roku był jeszcze napędzany efektem programu NaszEauto. W styczniu korzystały na tym przede wszystkim marki i modele z niższej półki cenowej. W rejestracjach mocno zaznaczyły się wtedy m.in. BYD, Citroën, Fiat czy Leapmotor.
Sytuacja zmieniła się po wyczerpaniu budżetu programu. Luty przyniósł wyraźne spowolnienie, a marzec odbicie, ale już w innym układzie. Tym razem na czoło wysunęły się marki premium i droższe modele. To ważny sygnał – po zniknięciu impulsu dopłat popyt nie zgasł, tylko przesunął się w stronę aut, za które klienci są gotowi zapłacić więcej, jeśli dostają lepsze osiągi, większy zasięg i wyższy komfort.
BMW wygrywa kwartał, Tesla traci
Liderem rynku po pierwszym kwartale zostało BMW. Marka zarejestrowała 1431 aut i zdobyła 16,2% udziału. Rok wcześniej miała 270 rejestracji, więc wzrost sięgnął 430%.
Na drugim miejscu znalazła się Tesla z wynikiem 842 aut i udziałem 9,5%. To jednak jeden z nielicznych producentów, który zanotował spadek – o 6,3% rok do roku. Trzecie miejsce zajęło BYD z wynikiem 769 rejestracji i udziałem 8,7%. Marka urosła aż o 487%, choć jej mocna pozycja była w dużej mierze efektem bardzo dobrego początku roku.
Za podium uplasowały się Mercedes-Benz, Škoda, Volkswagen, Audi, Leapmotor, Ford i Hyundai. Na tle stawki szczególnie wyróżnia się Leapmotor, który przy 368 rejestracjach urósł o 557,1% – najmocniej w całym top 10.

Droższe auta nadają ton rynkowi
Najważniejsza zmiana dotyczy jednak nie samych marek, lecz preferencji kupujących. Jeszcze na początku roku dużą rolę odgrywały modele budżetowe. Z miesiąca na miesiąc rynek coraz mocniej przesuwał się jednak w stronę segmentu premium.
To nie jest już wyłącznie kwestia logo na masce. Kluczowe okazują się parametry – zasięg, osiągi i codzienna użyteczność. Elektryk coraz rzadziej jest traktowany jako miejski kompromis, a coraz częściej jako pełnoprawny samochód do regularnej jazdy, także na dłuższych trasach. To sprzyja modelom droższym i bardziej dopracowanym.
BMW iX1 przed Teslą i Škodą
Zmianę trendu dobrze widać w rankingu modeli. Liderem pierwszego kwartału zostało BMW iX1 z wynikiem 659 rejestracji. Drugie miejsce zajął BMW iX2, który znalazł 519 nabywców. Dopiero za nimi uplasowała się Tesla Model Y z wynikiem 451 sztuk. W czołówce znalazły się też Škoda Elroq, Tesla Model 3, Mercedes-Benz EQA, Volvo EX30 i Citroën C3. Dwa pierwsze miejsca dla BMW pokazują jasno, że dziś rynek premiuje nie tylko cenę, ale całościową ofertę produktu.

Czy dopłaty trzeba pisać od nowa?
Dane z pierwszego kwartału stawiają też pytanie o sens dalszego wspierania zakupu drogich elektryków. Skoro po wyczerpaniu budżetu klienci nadal kupują auta za 170, 200 czy 300 tys. zł, to trudno bronić szerokich dopłat w dotychczasowej formule.
Jeśli wsparcie ma być kontynuowane, bardziej logiczne wydaje się skierowanie go do aut tańszych, tam gdzie dopłata realnie obniża barierę wejścia. Coraz większy sens ma też wspieranie nie samego zakupu, ale kosztów użytkowania i infrastruktury ładowania.
Źródło: PZPM, Motoenergia










