Trójkąt absurdu w Czystym Powietrzu: kto z kim zawiera umowę?

Program Czyste Powietrze miał być remedium na smog i energetyczne zacofanie polskich domów. Przez lata program przypominał konstrukcję, która sama siebie podkopuje. W centrum tej historii stoi tzw. „trójkąt absurdu” – mechanizm, który zamiast chronić beneficjentów, wciągał ich w szkodzące praktyki.

- W programie Czyste Powietrze powstał tzw. trójkąt absurdu, w którym wykonawca otrzymuje środki publiczne, mimo że formalnie nie jest stroną umowy z funduszem.
- Wprowadzenie prefinansowania umożliwiło wypłatę nawet 50% środków z góry bez zabezpieczeń, co otworzyło pole do nadużyć i działalności nieuczciwych firm.
- Największe ryzyko ponosi beneficjent, który w przypadku problemów z realizacją inwestycji musi zwracać dotację, nawet jeśli padł ofiarą wykonawcy lub błędów systemu.
Fundament problemu: kto z kim zawiera umowę?
Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda logicznie. Beneficjent podpisuje umowę z wykonawcą na realizację prac, a jednocześnie zawiera umowę o dofinansowanie z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska. Problem zaczyna się tam, gdzie kończy się zdrowy rozsądek: wykonawca – choć otrzymuje pieniądze – formalnie nie jest stroną relacji z funduszem.
To właśnie ta luka tworzy trójkąt:
- beneficjent ↔ wykonawca (umowa o wykonanie),
- beneficjent ↔ fundusz (umowa o dotację),
- fundusz → wykonawca (przelew środków… bez formalnej relacji).
Efekt? System przypomina układ, w którym każdy patrzy na innego uczestnika jak na właściwy adres odpowiedzialności.

Czyste Powietrze i prefinansowanie: paliwo dla patologii?
Sytuację dodatkowo skomplikowało wprowadzenie prefinansowania w 2022 roku. Wykonawca mógł otrzymać nawet 50% wartości inwestycji jeszcze przed rozpoczęciem prac, bez realnych zabezpieczeń.
To rozwiązanie, które w teorii miało przyspieszyć inwestycje, w praktyce otworzyło drzwi dla nadużyć. Powstał mechanizm, w którym nieuczciwe firmy mogły inkasować środki i znikać, pozostawiając beneficjenta z problemem i długiem.
Beneficjent – najsłabsze ogniwo
Najbardziej paradoksalne jest to, że w całym układzie to beneficjent ponosi największe ryzyko. Jeśli wykonawca nie wywiąże się z umowy lub fundusz zakwestionuje część kosztów, odpowiedzialność spada właśnie na niego. W praktyce oznacza to sytuacje, w których:
- wykonawca znika z pieniędzmi,
- fundusz żąda zwrotu dotacji,
- beneficjent zostaje sam między młotem a kowadłem.
Taki labirynt ciężko jest nawet nazwać systemem wsparcia.
Więcej na temat błędów w programie Czyste Powietrze możecie posłuchać w Energetycznym Talk Show Globenergia:
Pełnomocnicy i chaos proceduralny
Dopełnieniem tej konstrukcji jest skomplikowanie programu. Regulaminy, interpretacje i procedury sprawiły, że przeciętny obywatel nie był w stanie samodzielnie przejść procesu. W efekcie pojawiła się cała warstwa pośredników – pełnomocników, często powiązanych z wykonawcami. Zamiast uproszczenia, do łańcucha dochodziło dodatkowe ogniwo. Zamiast przejrzystości i prostej dotacji, pojawiało się jeszcze więcej zależności.
System, który wymaga resetu?
Trójkąt absurdu to określenie, które chyba najlepiej obrazuje mechanizm fundamentalnych błędów konstrukcyjnych programu. Brak bezpośredniej relacji między funduszem a wykonawcą, ryzykowne prefinansowanie i przerzucenie odpowiedzialności na beneficjenta stworzyły środowisko podatne na nadużycia.










