Turbiny wiatrowe kontra renifery. Nietypowy spór w Norwegii

Czy zielona energia zawsze oznacza dobry wybór? W Norwegii pewna farma wiatrowa od lat budzi emocje, które wykraczają daleko poza sam prąd. W tle są renifery, rdzenna społeczność i pytanie o to, kto naprawdę płaci cenę transformacji.

Czy zielona energia zawsze oznacza dobry wybór? W Norwegii pewna farma wiatrowa od lat budzi emocje, które wykraczają daleko poza sam prąd. W tle są renifery, rdzenna społeczność i pytanie o to, kto naprawdę płaci cenę transformacji.

Czy zielona energia zawsze oznacza dobry wybór? W Norwegii pewna farma wiatrowa od lat budzi emocje, które wykraczają daleko poza sam prąd. W tle są renifery, rdzenna społeczność i pytanie o to, kto naprawdę płaci cenę transformacji.
  • Norweski Sąd Najwyższy uznał, że koncesje dla farm Roan i Storheia naruszały prawa Saamów. Chodziło o ochronę tradycyjnej hodowli reniferów jako elementu ich kultury.
  • Mimo wyroku turbiny nie zostały rozebrane i nadal pracują. Porozumienie z 2024 r. przewidziało rekompensaty oraz nowe pastwiska, ale nie zakończyło emocji wokół sprawy.
  • Spór dotyka także Monachium, bo Stadtwerke München ma udziały w farmie Roan. Saamowie przypominają, że zielony bilans miasta nie powinien powstawać kosztem społeczności żyjących setki kilometrów dalej.

Renifery kontra wiatraki

Energetyka odnawialna nie zawsze jest konfliktowa tylko z powodu krajobrazu, hałasu albo odległości od domów. W Norwegii spór o farmy wiatrowe w regionie Fosen dotyczy czegoś głębszego: prawa rdzennej społeczności Saamów do prowadzenia tradycyjnej hodowli reniferów. W maju przedstawiciele Saamów przyjechali do Monachium, aby przypomnieć, że tamtejsze przedsiębiorstwo komunalne Stadtwerke München ma udziały w farmie wiatrowej Roan, zlokalizowanej na terenach wykorzystywanych przez pasterzy reniferów.

Sprawa jest niewygodna dla miasta, które od lat buduje wizerunek ośrodka zasilanego zieloną energią. Monachium inwestowało w projekty OZE także poza Niemcami, bo lokalnie rozwój dużych źródeł wiatrowych jest trudny. Prąd z norweskiej farmy nie płynie bezpośrednio do Bawarii, ale produkcja odnawialna jest częścią strategii energetycznej Stadtwerke München. Sam operator informował wcześniej, że jego udział w Roan wynosi 29 proc. poprzez wspólną strukturę z norweskim partnerem Aneo.

Farma wiatrowa Roan
Źródło: Aneo

Sąd uznał naruszenie praw Saamów

Konflikt nie jest nowy. W 2021 r. Sąd Najwyższy Norwegii jednomyślnie uznał, że decyzje koncesyjne i wywłaszczeniowe dotyczące farm wiatrowych Roan i Storheia były nieważne, ponieważ naruszały prawa Saamów chronione przez art. 27 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych. Chodziło o prawo mniejszości do praktykowania własnej kultury, w tym tradycyjnej hodowli reniferów.

Wyrok nie oznaczał jednak natychmiastowej rozbiórki turbin. Farmy nadal pracowały, co wywołało kolejne protesty. Saamowie wskazują, że problemem nie jest tylko teren zajęty bezpośrednio przez fundamenty turbin. Renifery unikają szerszych obszarów wokół infrastruktury, a drogi, linie energetyczne i ruch serwisowy przecinają dotychczasowe szlaki migracyjne.

Porozumienie nie zamknęło emocji

W 2024 r. norweski rząd informował o porozumieniu, które pozwoliło utrzymać turbiny w pracy. Uzgodnienia obejmowały m.in. rekompensaty, udział w produkcji energii, nowe zimowe pastwiska oraz środki na wsparcie kultury Saamów.

Dla części społeczności to jednak nie kończy sporu. Jeżeli pastwiska zostają ograniczone, rośnie presja na inne tereny, zwiększają się koszty hodowli, a tradycyjny model życia staje się trudniejszy do utrzymania. Dlatego wizyta w Monachium miała wymiar symboliczny: Saamowie chcą pokazać, że transformacja energetyczna nie może opierać się na przerzucaniu kosztów społecznych poza granice miasta, które korzysta z zielonego bilansu.

Źródła: Sąd Najwyższy Norwegii, Associated Press, Business & Human Rights Resource Centre, Süddeutsche Zeitung, Stadtwerke München.