Twarde lądowanie systemu prosumenckiego (RELACJA)

16 listopada podczas Trendów Energetycznych 2021 odbyła się debata na temat obecnie procedowanych zmian systemu prosumenckiego oraz o przyszłości prosumentów w Polsce. Eksperci i przedstawiciele branży OZE byli zgodni co do tego, że zmiana systemu prosumenckiego, jak i tryb jej wprowadzania, budzi wiele wątpliwości. Debatę moderował Grzegorz Burek, redaktor naczelny GLOBEnergia.pl.

Zdjęcie autora: Patrycja Rapacka

Patrycja Rapacka

Analityk i redaktor w GLOBEnergia. Transformacja energetyczna, OZE, offshore wind, atom

Bogdan Szymański, Prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej POLSKA PV, wyjaśnił na czym polegają proponowane zmiany systemu prosumenckiego. Wszyscy prosumenci, którzy złożą wnioski o przyłączenie instalacji fotowoltaicznej do 31 marca 2022 roku, zostaną objęci modelem opustowym (system ilościowy), z kolei po 1 kwietnia 2022 roku – modelem net-bilingowym o charakterze sprzedażowym (system wartościowy). Każdy właściciel PV będzie miał do dyspozycji depozyt prosumencki, który będzie zasilany finansowo wartością energii wprowadzoną do sieci, opartą o średniomiesięczne giełdowe ceny energii. Tu pojawią się dwa problemy. Giełdowa cena energii jest bardzo niestabilna. Jeśli ceny energii będą spadać, to system będzie wydawał się niesprawiedliwy.

- W zeszłym roku średnia miesięczna giełdowa wartość energii oscylowała na poziomie ok. 200 zł/MWh, w tym miesiącu cena giełdowa przebija 600 zł/MWh. Już teraz daje to obraz, jak bardzo cena jest niestabilna, i jak trudno będzie obliczyć prosumentowi korzyści finansowe – powiedział Szymański.

Po drugie, wartość energii wprowadzanej do sieci jest liczona po cenie netto. Z kolei osoba fizyczna niebędąca vatowcem, płaci rachunki ze wszystkimi opłatami plus VAT. Dla tych samych wartości cen netto, nowy system będzie o 30 proc. gorszy dla prosumenta - wskazał Szymański.

Pomysłodawcy zmian przytaczali dwa koronne argumenty mówiące o potrzebie zmiany systemu prosumenckiego. Pierwszmy z nich jest przewymiarowanie instalacji PV. Szymański stwierdził, że instalacje są dopasowane do sposobu rozliczenia i faktycznie nie są przewymiarowane. Rozwiązaniem byłby net-metering 1:1, ale nie został przyjęty. W nowym systemie prosument będzie całkowicie rozliczany po cenie rynkowej. Efektem czego większość przyszłych prosumentów nie będzie chciała być prosumentem ustawowym, a będzie szukała ofert odkupu energii, bez możliwości utracenia 80 proc. wyprodukowanego wolumenu. Skoro korzyści finansowe będą mniejsze (o około 60 proc.), to prosumenci będą instalować jeszcze większe instalacje - będzie coraz więcej prosumentów rynkowych, a nie ustawowych.

Kolejnym argumentem jest to, że sieć nie może być nieograniczonym magazynem energii. Szymański zgodził się z tym stwierdzeniem. Obecnie prosument wprowadza więcej energii w trakcie lata, którą będzie konsumował w zimie. Ten sam model będzie obowiązywał także w przypadku net-billingu, z tym że nie będzie rozliczany ilościowo, a wartościowo.

- Spodobało mi się sformułowanie (przez A. Gułę z Polskiego Alarmu Smogowego - przyp. red.) o zamknięciu drzwi do pociągu z fotowoltaiką. Dodałbym, że największym problemem jest to, że konduktor nie policzył, ile jest miejsc. Dwa lata temu podczas jednej z debat przedstawiciele spółek obrotu mówili o maksymalnie 2 GW w fotowoltaice. Dziś mamy 3 razy więcej, a pociąg dalej jedzie – powiedział Szymański.

Prezes SBF Polska PV wskazał, że prosument w nowym systemie jest rzucony na wolny rynek, który nie zawsze rozumie wszystkich elementów (np. Rynek Dnia Następnego). Nieuregulowano kwestii rozbudowy instalacji po 1 kwietnia 2022 roku w przypadku, gdy prosument jest już w systemie opustów. Szymański podkreślił, że nie ma w tym obszarze przepisów w nowelizacji.

Ponadto programy takie jak Mój Prąd 4.0 , jeśli nie będą powiązane z regulacjami, nie odnoszą sukcesu. Podkreślił, że fotowoltaika nie spowodowała problemu z sieciami, a  uwidoczniły problem rozwoju sieci XXI wieku, gdyż elektryfikacja wymaga przesyłu energii w dwóch energii.

System opustów wpłynął na rynek pomp ciepła

Bartłomiej Orzeł, pełnomocnik Premiera ds. Czystego Powietrza, przypomniał, że od początku postulował przedłużenie systemu opustowego, utrzymanie go być może dla osób, które będą chciały też zainstalować pompy ciepła, będące podstawą przyszłego ogrzewnictwa indywidualnego. Obecnie pompy ciepła wspierane są w programie Czyste Powietrze, ale będą także w programie Moje Ciepło oraz Mój Prąd 4.0, gdzie przewiduje się dopłaty do magazynów energii.

- Moje wątpliwości budzi czas przeprowadzania zmian, pierwotnie zapisy pojawiły się w czerwcu. Zmiany powinny być poprzedzone dużą debata społeczną. Spadające koszty technologiczne umożliwiają dostęp do nich osobom uboższym (…). Takie osoby wejdą do systemu demokratycznej energetyki, będą musiały budować „rzeczpospolitą fotowoltaiczną”. Nie może być tak, że ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej jest przerzucanie na indywidualne osoby  które nie są w stanie obliczyć stopy zwrotu. Jestem zwolennikiem szukania rozwiązania, które pozwoli już na samym początku instalacji obliczyć, kiedy inwestycja się zwróci – mówił Orzeł.

Paweł Lachman, Prezes Zarządu Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła, Koordynator POBE, powiedział, że dotychczasowy system był bardzo atrakcyjny i konkurencyjny do innych rozwiązań. System opustów jest też motorem napędowym rynku pomp ciepła. PORT PC był jednym z inicjatorów listu skierowanego do premiera RP odnośnie projektu zmiany systemu prosumenckiego, który sygnowało ponad 50 organizacji.

- Zwracam uwagę wręcz na kosmiczne tempo, w przypadku drugiego projektu regulacje były w sejmie niecałe 24 godziny. Po drugie należy wskazać na nienajlepszy styl prowadzenia przepisów. Projekt praktycznie jest bez okresu przejściowego, bez konsultacji społecznych i wysłuchań branżowych, bez analiz ekonomicznych np. w powiązaniu z programem Mój Prąd. Przyszłych prosumentów potraktowano jako dużych producentów energii, jeśli chodzi o podejście – powiedział Lachman.

Zauważył, że blisko 60 proc. właścicieli domów jednorodzinnych chce zainwestować w fotowoltaikę. Dosyć istotnym pytaniem jest, któremu każdemu się nasuwa – dlaczego tak się stało? Jest to dobry przyczynek do dyskusji – wskazał prezes PORT PC.

Idealna instalacja prosumencka w domu bez kopciucha

Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego, podkreślił, że jego organizacja nie neguje potrzeby zmian w systemie rozliczeń, jednak forma wprowadzania nowych regulacji jest skandaliczna. Nowy system z punktu widzenia prosumenta nie będzie korzystny. PAS apelował do premiera RP o wydłużenie okresu przejściowego do 2023 roku.  

- Prosiliśmy rząd o przedstawienie wyliczeń, jak nowy system będzie wyglądał. Rząd nie  przedstawił ich, więc my to zrobiliśmy. Zleciliśmy analizę porównującą dwa systemy prosumenckie. W przypadku instalacji na terenie południowym, czyli klientów Taurona,  okres zwrotu dla inwestycji w PV wynosi około 7 lat, ten proces wydłuży się dwukrotnie po przyjęciu zmian – powiedział Guła.

Zmiany mają na celu wyhamowanie dynamicznie rozwijającego się sektora energetyki obywatelskiej, który jest fenomenem w skali europejskiej. W Polsce jest już 700 tys. gospodarstw domowych będących prosumentami.

- Zaciąga się hamulec w momencie, kiedy do systemu chcą wejść gospodarstwa domowe, które nie zdążyły tego zrobić wcześniej, często mniej majętne, gdyż gromadziły środki na fotowoltaikę przez dłuższy czas. W dużej mierze są to mieszkańcy wsi i  polski powiatowej. System opustów był dotychczas dostępny dla uprzywilejowanej grupy ludzi. Jeżeli rząd wiedział, że pociąg z fotowoltaiką ma zamknąć drzwi, w momencie gdy pojawi się około 700 tys., to powinno się wówczas o tym zakomunikować społeczeństwu – tego nie zrobiono. To czego w tej chwili brakuje i niszczy się, to kwestia zaufania, które ma kluczowe znaczenie na rynku energetycznym – wyjaśniał Guła.

W jego ocenie wymarzona instalacja prosumencka uwzględnia panele fotowoltaiczne zamontowane w domu bez kopciucha. Taki model powinien pozostać w Polsce. Często panele fotowoltaiczne instalują użytkownicy tradycyjnych kotłów. Po drugie, model prosumencki powinien być przede wszystkim przewidywalny.

Czas na dyskusję o rozwoju sieci

Jadwiga Emilewicz, posłanka na Sejm obecnej kadencji oraz była wicepremier, zwróciła uwagę na dwa aspekty związane z energetyką prosumencką w Polsce, która rozwijała się dynamicznie w szczególności w ostatnich dwóch latach. Pierwszym z nich jest niebagatelny efekt promocyjny. Żaden z programów lub polityk energetycznych na rzecz promocji energetyki odnawialnej, nie zadziałał w taki sposób, jak zadziałały regulacje ułatwiające inwestycje w prosumpcję w Polsce. Kolejny aspekt dotyczy szerszego, gospodarczego spojrzenia na energetykę prosumencką. Mowa o 100 tys. specjalistów zatrudnionych w nowym sektorze PV w długim łańcuchu wartości. Rynek tworzą nie tylko montażyści z odpowiednimi certyfikatami, ale także hurtownicy, sprzedawcy i wreszcie producenci, w tym dwóch dużych, lokalnych producentów, którzy stawiają dzielnie czoła chińskim producentom – wskazała była wicepremier. Podkreśliła też rolę polskich informatyków, którzy programują systemy zarządzania energią z OZE. 

Emilewicz powiedziała, że duże systemy energetyczne zauważyły co się dzieje w sieciach w związku z tak gwałtownym wzrostem mikroinstalacji i postanowiły zaciągnąć hamulec ręczny. To, że OZE są wyzwaniem dla sieci jest truizmem, tego nie musimy mówić – podkreśliła. Pytanie dotyczy tego, czy Polska przyjmuje do wiadomości, że następują zmiany i że niestabilne źródła energii będą pojawiać się w sieci. W opinii Emilewicz szeroko rozumiany system elektroenergetyczny w Polsce powinien zaakceptować takie zjawisko.

Wyjaśniła, że poselski projekt zmiany systemu prosumenckiego, który procedowała w Sejmie (ostatecznie został wycofany – przyp. red.), brał po uwagę to, co się dzieje na rynku. Ludzie w wielu przypadkach przewymiarowywali instalacje fotowoltaiczne i zdecydowanie nie byli tylko prosumentami, ale producentami energii, którą magazynowali w sieci. Net-metering (1:1) przy jednoczesnym nałożeniu wszystkich opłat (dystrybucyjnej, OZE, kogeneracyjnej), zmitygowałby wielkości instalacji oraz sprawiłby, że inwestycje w fotowoltaikę byłyby dalej opłacalne. Inwestycja sięgałaby poziomu 30-40 tys. zł, w zależności od zapotrzebowania domu, i zwróciłaby się w horyzoncie około 8 lat. Całą wypowiedź Jadwigi Emilewicz możesz przeczytać TUTAJ.

Jadwiga Emilewicz zapowiedziała, że chce zorganizować dyskusję na temat rozwoju energetyki prosumenckiej i rozwoju sieci w Polsce podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. sprawiedliwej transformacji, na którą zaprasza już dziś. 

Zobacz również