Haugwitz tłumaczy, że dotychczas europejskie podmioty z sektora OZE nie mogły sobie pozwolić na pełną obecność na rynku chińskim. Europejczycy współpracowali z lokalnymi firmami lub tworzyli celowe, zależne spółki w tym kraju. Realizowali częściowe zadania w łańcuchu wartości – od projektowania, po dostawę usług i produkcję. Wszystkie te działania były ograniczone przez krajowe regulacje, które wymagały, aby lokalna firma z Chin była większościowym udziałowcem w partnerstwach z zagranicznymi podmiotami. Rodzime podmioty były premiowane w programach wsparcia inwestycji, dotacji czy w samych przepisach administracyjnych.

Doradca AECEA wyjaśnia, że chiński sektor energii jest zdominowany przez koncerny i firmy z udziałem państwa, także w sektorze fotowoltaiki. Jest to spore wyzwanie dla zagranicznych inwestorów. Trudno Europejczykom wejść na rynek z projektami o mocach liczonych w gigawatch, podczas gdy łatwiej jest zrealizować o wiele mniejsze projekty. Trudno jest i będzie starać się o udział w projektach sieciowych ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Na rynku chińskim działa już Total, Engie lub Siemens, ale jak podkreśla ekspert, raczej w obszarze bliskim klientom i za pośrednictwem lokalnych przedsiębiorstw.

Europejska szansa na rynku chińskich mikroinstalacji PV

Najbardziej obiecującym dla europejskich firm będzie obszar mikroinstalacji fotowoltaicznych, czyli budownictwa prywatnego i biznesowego. Konkurencja jest duża. Haugwitz wskazuje, że na początku 2021 r.  w Chinach działało około 320 tys. firm działających w sektorze energetyki słonecznej. Tylko w zeszłym roku zarejestrowano kolejne 58 tys., co oznacza wzrost na poziomie 22 proc. w skali roku. Na terenie prowincji Shantung zainstalowano w zeszłym roku 4,57 GW mocy w mikroinstalacjach fotowoltaicznych. W tej samej prowincji zarejestrowano 48 tys. podmiotów z sektora energetyki słonecznej. W ocenie eksperta rynek mikroinstalacji domowych będzie pierwszym wyborem europejskich firm po wejściu w życie umowy CAI.

Ekspert przypomina, że  2021 r. to początek ery bez subsydiów na chińskim rynku OZE, co oznacza, że konkurencję będzie wyznaczał rynek. Jednostki rządowe na poziomie krajowym i wojewódzkim prowadzą już dziś aukcje, które są otwarte dla firm lokalnych, niezależnie od ich własności. Duże przedsiębiorstwa państwowe częściej oferują przetargi na zakup modułów i falowników i także są otwarte na zagranicznych dostawców.

Czy europejskie produkty będą konkurencyjne dla chińskich klientów? Przedstawiciel AECEA wskazuje, że mając na uwadze wyprodukowanie produktu bez śladu węglowego z tzw. “zieloną etykietą”, dla chińskiego kontrahenta może być bardzo atrakcyjne. Ma jednak wątpliwości co do ceny, gdyż w przypadku zakupu produktów UE, dochodzą koszty transportu. A przecież już dziś produkty chińskie są tańsze i nie odbiegają od norm jakościowych.

Chiny także skorzystają

Umowa inwestycyjna UE-Chiny daje także szansę firmom z Państwa Środka. W ciągu zaledwie 10 lat chińskim producentom sektora energetyki słonecznej udało się ugruntować pozycję czołowego dostawcy w UE. Można także zauważyć zainteresowanie chińskich podmiotów do nabycia aktywów OZE. Haugwitz zakłada, że w przyszłości przetargi unijne będą wygrywać głównie gracze z UE i odwrotnie w Chinach.

Na podstawie: PV Magazine 

Redakcja GLOBEnergia