Unia chce mocniej uderzyć w rosyjską ropę. Czy zablokuje zyski Kremla?

Unia Europejska przygotowuje kolejny pakiet sankcji gospodarczych wymierzonych w Moskwę. Brukselscy dyplomaci chcą przede wszystkim zatrzymać nagły wzrost zysków Kremla wynikający z zawirowań wojennych na Bliskim Wschodzie. Czy nowe ograniczenia cenowe i restrykcje okażą się wystarczająco skuteczne? Analiza nadchodzących propozycji pokazuje, że Europa próbuje radykalnie uszczelnić dotychczasowe przepisy, które były masowo omijane.

Kluczowe założenia nowych restrykcji
- Zamrożenie unijnego limitu cenowego na rosyjską ropę na dotychczasowym niskim poziomie.
- Objęcie sankcjami największych koncernów energetycznych oraz rosyjskiego przemysłu jądrowego.
- Zablokowanie zewnętrznych giełd kryptowalutowych, które pomagają w transferze nielegalnych funduszy.
Walka o limit cenowy ropy Urals
Komisja Europejska rozważa pozostawienie limitu cenowego na rosyjską ropę naftową na obecnym poziomie wynoszącym około 44 USD za baryłkę. Decyzja w tej sprawie ma zapaść podczas zaplanowanej na lipiec rewizji dotychczasowych przepisów. Istniejący mechanizm unijny zakłada automatyczne dostosowywanie limitu co sześć miesięcy tak, aby stawka była o 15% niższa od średniej ceny rynkowej rosyjskiej ropy Urals.
Jednak obecny konflikt na Bliskim Wschodzie i zamknięcie Cieśniny Ormuz zdecydowanie podniosły światowe ceny surowców. Gdyby nie interwencja Brukseli, automatyczna korekta podniosłaby unijny limit do co najmniej 65 USD za baryłkę, przez co przekroczyłby on pierwotny próg G7 ustalony na poziomie 60 USD. W ramach przygotowywanego dwudziestego pierwszego pakietu sankcji urzędnicy chcą zamrozić stawkę na poziomie 44 USD lub całkowicie wstrzymać automatyczne podwyżki do końca roku.
Czy Rosja skutecznie omija dotychczasowe blokady?
Wprowadzone limity od początku budzą sporo kontrowersji, a sama Moskwa oficjalnie zapowiedziała, że nie sprzeda surowca państwom stosującym te ograniczenia. Rosyjskie spółki radzą sobie z restrykcjami poprzez wykorzystywanie tak zwanej floty cieni. Są to tankowce pływające pod tanimi banderami i korzystające z usług niezachodnich firm ubezpieczeniowych.
Dzięki temu znaczna część rosyjskiej ropy trafia na rynki azjatyckie po cenach wyższych niż te wyznaczone przez Zachód. Z tego powodu grupa siedmiu państw unijnych domaga się teraz zdecydowanego rozszerzenia restrykcji wymierzonych bezpośrednio w te alternatywne kanały transportowe. Mimo tych problemów przedstawiciele G7 stoją na stanowisku, że dotychczasowa polityka spełnia swoje zadanie, ponieważ realnie ograniczyła zyski Kremla w porównaniu do okresu sprzed wojny.
Jakie sektory gospodarki mogą objąć kolejne unijne zakazy
Postulaty zaostrzenia kursu wobec Moskwy wykraczają daleko poza sam rynek paliw płynnych. Wspomniana grupa siedmiu krajów członkowskich domaga się nałożenia kompleksowych sankcji na kluczowe rosyjskie koncerny, w tym Łukoil oraz Rosnieft. Dodatkowe uderzenie ma objąć także podmioty i spółki handlowe powiązane z Gazpromem oraz Novatekiem. Plan zakłada również całkowite zerwanie umów handlowych z rosyjskim przemysłem jądrowym.
Nowe przepisy mają uderzyć w import rosyjskich metali, nawozów oraz surowców mineralnych. Projekt przewiduje też walkę z omijaniem sankcji w świecie cyfrowym, co ma się odbyć poprzez wprowadzenie zakazu transakcji z dostawcami usług kryptowalutowych działającymi poza granicami Unii Europejskiej.
Czego można się spodziewać w najbliższych miesiącach?
Wprowadzenie tak szerokich restrykcji gospodarczych będzie wymagało pełnej jednomyślności wszystkich państw członkowskich. Rozmowy na temat ograniczeń w imporcie surowców mineralnych, nawozów sztucznych czy współpracy w sektorze jądrowym tradycyjnie wywołują spore rozbieżności interesów wewnątrz Wspólnoty. Nadchodzące tygodnie pokażą, czy Bruksela zdoła utrzymać twarde stanowisko i skutecznie wdrożyć nowe mechanizmy kontrolne. Wynik tych negocjacji ostatecznie zdeterminuje strukturę globalnych przepływów handlowych w drugiej połowie roku.
Źródło: raport agencji Reuters oraz unijne dokumenty doktrynalne










