URE kontra spółki energetyczne: spór o 1,5 mld zł

Prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE) wszczął postępowania wobec największych państwowych spółek obrotu, twierdząc, że w 2023 roku na Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny (FWRC) powinno trafić nawet 1,5 mld zł więcej. Spółki odpierają zarzuty i wskazują, że regulator inaczej rozumie przepisy ustawy o środkach nadzwyczajnych, która miała ratować odbiorców przed szokiem cenowym.

- URE zarzuca spółkom obrotu grup PGE, Enea, Energa, Tauron, że w 2023 r. nie wpłaciły na FWRC łącznie ok. 1,5 mld zł, które według regulatora powinny trafić do funduszu.
- Sednem sporu jest interpretacja przepisów: URE uważa, że odpis na FWRC powinien obejmować także rekompensaty za zamrożenie cen energii, a spółki twierdzą, że nie.
- Jeśli URE nakaże dopłaty i nada decyzjom rygor natychmiastowej wykonalności, spółki mogą zostać zmuszone do szybkiego znalezienia setek milionów złotych, co uderzy w ich finanse i kursy giełdowe.
Dlaczego URE wszczął postępowania wobec PGE, Enei, Energi i Taurona?
URE zakwestionował sposób, w jaki cztery największe spółki obrotu w Polsce obliczały odpisy na Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny. Chodzi o mechanizm wprowadzony ustawą z 2022 r., obowiązujący w latach 2023–2025, którego celem była redystrybucja nadzwyczajnych zysków sprzedawców energii w czasie kryzysu energetycznego. Regulator twierdzi, że spółki w 2023 r. nie przekazały na FWRC pełnych należnych kwot. Spółki otrzymały już protokoły kontroli i zapowiadają analizę oraz zastrzeżenia.
Czym jest Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny (FWRC)?
FWRC powstał jako finansowy bufor bezpieczeństwa w czasie kryzysu energetycznego. Mechanizm miał działać prosto:
- państwo zamroziło ceny energii dla gospodarstw domowych, samorządów i części firm,
- sprzedawcy energii dostawali rekompensaty za sprzedaż prądu poniżej ceny rynkowej,
- jednocześnie mieli oddawać do funduszu nadwyżkowe przychody wynikające z wysokich cen hurtowych.
W teorii system miał się sam bilansować. W praktyce okazało się, że diabeł tkwi w definicjach.
Sedno sporu: czy rekompensaty też są „przychodem”?
Najważniejsze pytanie, które dziś dzieli regulatora i spółki, brzmi: czy odpis na FWRC powinien obejmować również rekompensaty wypłacane spółkom z budżetu państwa za zamrożenie cen energii?
URE uważa, że tak, ponieważ są to realne środki pieniężne uzyskane przez spółkę w związku ze sprzedażą energii. Spółki obrotu twierdzą, że nie, ponieważ rekompensata nie jest klasycznym przychodem ze sprzedaży energii, tylko mechanizmem wyrównawczym narzuconym przez państwo. To klasyczny spór o interpretację.
Jakie kwoty zakwestionował regulator?
Wychodzi na to, że różnice między kwotami wpłaconymi przez spółki a wyliczeniami regulatora są ogromne. Według interpretacji urzędu spółki miały wpłacić za mało:
- PGE Obrót: ok. 605 mln zł
- Energa Obrót: ok. 551 mln zł
- Tauron Sprzedaż i Tauron Sprzedaż GZE: ok. 277 mln zł
- Enea: ok. 139,9 mln zł
Łącznie daje to niemal 1,5 mld zł.
Jak bronią się spółki energetyczne?
Spółki w reakcji na sytuację wystosowały komunikaty. Sygnalizują, że nie zamierzają przyjąć interpretacji regulatora bez walki. Enea zapowiedziała wniesienie zastrzeżeń do protokołu i analizę dalszych działań prawnych. Energa podkreśla, że jej metodologia była zgodna z prawem i nie widzi podstaw do tworzenia rezerwy na dodatkowe zobowiązania. PGE Obrót deklaruje, że w ustawowym terminie przeanalizuje protokół i może wnieść uwagi. Tauron również planuje złożenie wyjaśnień.
Co może zrobić URE i jakie będą konsekwencje?
URE może wydać decyzje administracyjne nakazujące dopłatę różnicy między kwotą wpłaconą a kwotą wyliczoną przez regulatora. Dla spółek byłby to realny cios w finanse, zwłaszcza że mówimy o setkach milionów złotych. Największą niewiadomą jest jednak coś innego: czy decyzje będą miały rygor natychmiastowej wykonalności. Jeśli tak, spółki musiałyby błyskawicznie znaleźć środki na dopłaty. Jeśli nie, prawdopodobnie utworzą rezerwy i będą czekać na rozstrzygnięcie sądowe. A to może potrwać długo, bo spór może trafić do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, gdzie takie sprawy potrafią ciągnąć się latami.
Skąd wzięło się zamieszanie?
Ten spór ma jeszcze jedno, bardziej gorzkie tło: ustawa była pisana w pośpiechu. Mechanizm FWRC uchwalano w ekspresowym tempie, a później wielokrotnie nowelizowano. W efekcie powstał przepisowy labirynt, w którym nawet doświadczeni prawnicy i regulatorzy mogą widzieć co innego. To klasyczny przykład sytuacji, w której kryzysowe prawo, zamiast stabilizować rynek, po latach generuje kolejny kryzys. Tym razem prawny i finansowy.
Analitycy zwracają uwagę, że już sama groźba wysokiej płatności może wywołać presję na kursy giełdowe spółek, szczególnie w kontekście ich wcześniejszych problemów i decyzji regulacyjnych.
Źródło: komunikaty spółek
Polecane
Pierwsza koncesja URE na magazynowanie energii. Kogo dotyczy obowiązek koncesyjny?

To magiczne hasło musisz znać przy rozmowie z dostawcą prądu. Możesz zapłacić mniej!









