USA: sąd mówi dość, miliardy dolarów na OZE wracają do gry

Decyzja administracji Donalda Trumpa o cofnięciu miliardów dolarów na projekty rozwoju generacji opartej o czyste źródła, właśnie zderzyła się z konstytucyjną ścianą. Sąd federalny w Waszyngtonie uznał, że selektywne cięcia dotacji, oparte na politycznym kluczu, były niezgodne z prawem. Spór o transformację energetyczną USA przeniósł się tym samym z gabinetów polityków wprost na salę sądową.

- Departament Energii anulował po wyborach w 2024 roku granty o wartości 7,6 mld dolarów.
- Większość cofniętych dotacji dotyczyła projektów realizowanych w stanach popierających Kamalę Harris.
- Sąd federalny w Waszyngtonie uznał, że cofnięcie dotacji na czystą energię było sprzeczne z konstytucją USA.
Polityczny filtr na granty energetyczne
Sedno sprawy dotyczy decyzji Departamentu Energii, który po wyborach prezydenckich w 2024 roku anulował granty o łącznej wartości 7,6 mld dolarów. Co istotne, niemal wszystkie dotknięte cięciami projekty realizowano w stanach, które w wyborach poparły Kamalę Harris.
Jak wykazało postępowanie sądowe, administracja Trumpa miała dobierać granty do skasowania już po ogłoszeniu wyników wyborów, kierując się nie oceną merytoryczną projektów, lecz polityczną mapą USA. To właśnie ten mechanizm stał się głównym przedmiotem krytyki ze strony sądu.
Sąd: konstytucja nie zna klucza wyborczego
Sędzia federalny jasno wskazał, że takie działania naruszają konstytucyjną zasadę równej ochrony prawa. Państwo, rozdysponowując środki publiczne, nie może karać beneficjentów tylko dlatego, że działają w politycznie nieprzychylnych regionach. W uzasadnieniu podkreślono, że administracja nie wykazała żadnego racjonalnego związku między deklarowanymi priorytetami energetycznymi a faktem, że cięcia objęły niemal wyłącznie stany rządzone przez Demokratów. Nawet krytyczna ocena projektów nie usprawiedliwia bowiem selekcji opartej na wyniku głosowania.
OZE, wodór i sieci to stawka wyższa niż polityka
Pod hasłem czystych mocy generacyjnych kryją się projekty kluczowe dla amerykańskiej transformacji energetycznej. Anulowane dotacje obejmowały nie tylko odnawialne źródła energii, lecz także:
- fabryki baterii i magazynów energii,
- centra produkcji czystego wodoru,
- modernizację sieci elektroenergetycznych,
- projekty wychwytu i składowania CO₂,
- ograniczanie wycieków metanu w sektorze ropy i gazu.
Największe kontrowersje wzbudziły planowane cięcia w projektach wodorowych. Media wskazywały m.in. na możliwość cofnięcia do 1,2 mld dolarów dla kalifornijskiego hubu wodorowego oraz blisko 1 mld dolarów dla projektu w regionie Pacyfiku Północno-Zachodniego. Jednocześnie podobne inicjatywy w Teksasie czy Wirginii Zachodniej, stanach kontrolowanych przez Republikanów, nie zostały znacząco ograniczone.
Administracja Trumpa nie składa broni
Departament Energii nie zgodził się z wyrokiem i zapowiedział dalszy przegląd wydatków, twierdząc, że projekty oceniano indywidualnie pod kątem opłacalności i potrzeb energetycznych kraju. Jednak równoległe komentarze szefa budżetu Białego Domu, Russella Voughta, który pisał o „wygaszaniu lewicowej agendy klimatycznej”, tylko wzmocniły przekaz, że decyzje miały wyraźny wymiar polityczny.
Kolejny cios sądu: morska energetyka wiatrowa wraca na kurs
To nie jedyna porażka administracji Trumpa w sądach. Tego samego dnia inny sędzia federalny uchylił decyzję o wstrzymaniu budowy morskiej farmy wiatrowej Revolution Wind o wartości 6,2 mld dolarów. Projekt, obejmujący 65 turbin, ma zasilać około 350 tys. gospodarstw domowych u wybrzeży Connecticut i Rhode Island. Sąd uznał argumenty rządu o zagrożeniu dla bezpieczeństwa narodowego za arbitralne, pozwalając na wznowienie inwestycji.
Źródło: politico, AP








