USA zapłacą miliard dolarów za… brak farm wiatrowych

Administracja Donalda Trumpa zdecydowała się na bezprecedensowy ruch – zamiast wspierać inwestycje w energetykę odnawialną, zapłaci gigantowi energetycznemu za ich porzucenie. Francuski TotalEnergies otrzyma około 1 mld dolarów w zamian za rezygnację z budowy morskich farm wiatrowych u wybrzeży Stanów Zjednoczonych.

- USA zapłacą około 1 mld dolarów firmie TotalEnergies za rezygnację z budowy morskich farm wiatrowych o mocy ok. 4 GW. Porozumienie obejmuje także zobowiązanie do niewchodzenia w kolejne projekty offshore w Stanach Zjednoczonych.
- Decyzja wynika z wysokich kosztów inwestycji offshore oraz zmiany priorytetów polityki energetycznej USA. Administracja stawia na zwiększenie wydobycia ropy i gazu oraz szybkie obniżenie cen energii.
- Środki zostaną przekierowane na rozwój LNG i gazu łupkowego, co ma zwiększyć podaż energii w krótkim czasie. Krytycy wskazują jednak, że publiczne pieniądze ograniczają rozwój czystej energii i transformację energetyczną.
Państwo płaci za wycofanie inwestycji
Porozumienie zakłada zwrot niemal całej kwoty, jaką koncern zapłacił wcześniej za dzierżawę terenów pod farmy wiatrowe. Chodzi o dwa duże projekty – u wybrzeży Nowego Jorku i Karoliny Północnej – które miały osiągnąć łącznie około 4 GW mocy. Na tym jednak nie koniec. TotalEnergies zobowiązało się nie tylko do rezygnacji z tych inwestycji, ale także do niewchodzenia w kolejne projekty offshore w USA. To sygnał, że zmiana kursu ma charakter długoterminowy. Lub przynajmniej do końca kadencji republikańskiego prezydenta.
- Zobacz również: Cena ropy mocno w dół: Trump mówi o zakończeniu konfliktu
Koszty i polityka – dwa kluczowe powody
Oficjalnie decyzja wynika z wysokich kosztów realizacji projektów morskiej energetyki wiatrowej w Stanach Zjednoczonych. Rynek ten rozwija się wolniej niż w Europie, a inwestorzy wskazują na bariery administracyjne, drogie finansowanie i problemy z łańcuchami dostaw. W tle jest jednak polityka. Administracja Trumpa od początku swojej kadencji stawia na zwiększenie wydobycia ropy i gazu oraz szybkie obniżenie cen energii. W tym kontekście drogie i długoterminowe projekty offshore przegrywają z inwestycjami w paliwa kopalne.
Wojna i presja na tanią energię
Decyzja zapadła w momencie, gdy globalne rynki energii pozostają pod silną presją po wybuchu konfliktu z Iranem. Zakłócenia w dostawach ropy przełożyły się na wzrost cen paliw, a rządy zaczęły szukać sposobów na szybkie zwiększenie podaży energii. W USA odpowiedź jest jasna – większe wydobycie i rozwój infrastruktury gazowej. TotalEnergies ma skierować odzyskane środki m.in. na inwestycje w LNG i produkcję gazu łupkowego.
Kluczowym elementem porozumienia jest zmiana kierunku inwestycji. Zamiast rozwijać offshore, koncern skoncentruje się na projektach związanych z gazem, w tym na rozbudowie terminala Rio Grande LNG w Teksasie oraz zwiększeniu wydobycia w Zatoce Meksykańskiej. To inwestycje, które mają szybciej przełożyć się na podaż energii i odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie – zarówno w USA, jak i w Europie.
Decyzja wywołała duże kontrowersje. Krytycy wskazują, że publiczne pieniądze zostały wykorzystane do ograniczenia rozwoju czystej energii. Zwolennicy argumentują, że w obecnej sytuacji priorytetem jest stabilność rynku i dostępność taniej energii. Jedno jest pewne – to rzadki przypadek, gdy państwo nie subsydiuje inwestycji, lecz płaci za ich zatrzymanie.
Źródła: Washington Post, The Guardian, Reuters.










