W ramach wzmocnienia europejskiego przemysłu motoryzacyjnego, Komisja Europejska funduje nam droższe samochody elektryczne

Karne cła nie przyniosły spodziewanych skutków, a na dodatek uderzyły rykoszetem w producentów ze Starego Kontynentu, dlatego też Komisja Europejska w ramach planu wzmocnienia rodzimej gospodarki, zaproponowała procedurę minimalnych cen importowych. Zamiast wysokich ceł, producenci chińscy będą zobowiązani do stosowania cen minimalnych. Rozmowy w tej kwestii rozpoczęły już między innymi Volkswagen i BMW, które swoje elektryki produkują w Chinach.

- Wysokie karne cła nie zadziałały, więc teraz Komisja Europejska wdraża minimalne ceny importowe.
- Producenci chińscy będą zachęcani do wyrównania cen swoich aut do poziomu równoważnych odpowiedników europejskich.
- Rozmowy w sprawie zniesienia karnych stawek celnych zakończył już Volkswagen dla marki Cupra, rozpoczęło BMW dla marki Mini.
Wysokie cła sposobem na wyeliminowanie konkurencji
Kiedy pod koniec 2024 roku, Komisja Europejska nakładała wysokie cła na samochody elektryczne produkowane w Chinach, wydawało się, że w ten sposób pozbędziemy się konkurencji z Państwa Środka, z którą europejskie marki nie były w stanie rywalizować w walce o pieniądze unijnych obywateli.
Chojnie subsydiowane chińskie koncerny, zaproponowały takie ceny, że praktycznie wszystkie najtańsze elektryki dostępne w Europie mają pochodzenie dalekowschodnie, nawet jeśli na Starym Kontynencie sprzedawane są pod europejską marką (np. Dacia Spring).
Prawie półtoraroczne doświadczenia z karnymi cłami pokazały, że walka za pomocą taryf granicznych była tylko pobożnym życzeniem ekipy kierowanej przez Ursulę von der Leyen. Chińskie marki - zapewne z pomocą chińskiego rządu - dalej oferowały najtańsze samochody elektryczne praktycznie we wszystkich segmentach, a różnice cenowe niejednokrotnie sięgały nawet 30 procent na korzyść aut zza Wielkiego Muru.
Europejscy producenci, wytwarzający swoje modele na terenie unii, odzyskali konkurencyjność dopiero po znaczących obniżkach cen, co od razu odbiło się na sprzedaży, która szybko wystrzeliła, poprawiając statystyki z końcem roku 2025. Ta sytuacja pokazuje, że mieszkańcy Europy chcieliby kupować europejskie auta, tylko że one w stosunku do chińskiej konkurencji są ich zdaniem mocno przewartościowane. Powszechne obniżki w salonach europejskich, japońskich czy koreańskich marek dawały nadzieję na tańszą elektromobilność w najbliższej przyszłości, jednak sygnały płynące z Komisji Europejskiej tą nadzieję zdają się gasić. I to dość skutecznie.
Nie cłami, a cenami minimalnymi
Ponieważ karne taryfy celne, wynoszące w przypadku niektórych chińskich marek łącznie nawet 45 procent, nie przyniosły skutku, w życie wdrażana jest procedura minimalnych cen importowych, które finalnie przełożą się na wyższe ceny niektórych nowych samochodów elektrycznych w europejskich salonach.
Zasada jest prosta. Komisja Europejska wezwała chińskie koncerny do rozmów na temat poziomu cen, konkretnych modeli i konfiguracji planowanych do sprzedaży na Starym Kontynencie, z uwzględnieniem między innymi potencjalnej liczby sprowadzonych w Europy egzemplarzy, kanałów dystrybucji, czy chociażby ewentualnych inwestycji na terenie unii.
Negocjacje z chińskimi koncernami dopiero się rozpoczęły, ale już dzisiaj można przewidzieć realny scenariusz wydarzeń, które najbardziej odczują unijni obywatele. Tanie elektryki z Chiń podrożeją, a te wytwarzane w Europie już bardziej nie potanieją, bo nasze rodzime koncerny nie będą musiały aż tak ostro walczyć z dalekowschodnią konkurencją. Finalnym efektem może być dalszy wzrost sceptycyzmu wobec elektromobilności unijnych klientów, którzy mogą wrócić do silników spalinowych, kosztem zeroemisyjnych modeli.
Cena minimalna i ograniczona liczba egzemplarzy
Pierwszymi osobami przy stole rozmów z Komisją Europejską byli reprezentanci koncernu Volkswagena, zabiegający o zwolnienie z podwyższonych stawek celnych modelu Cupra Tavascan, który na stary Kontynent przyĻlywa z Chin. Dzisiaj samochód ten obłożony jest stawką podstawową (10%) oraz taryfą karną w wysokości 10,7 %.
Obie strony uzyskały porozumienie, jednak kuriozalnym jest fakt, że Volkswagen musiał zgodzić się zarówno na cenę minimalną jak też i… ograniczenie liczby egzemplarzy dostępnych na terenie Unii Europejskiej.
Całkiem realna zatem jest sytuacja, że Cupra Tavascan stanie się towarem deficytowym, dostępnym dla niewielkiej grupy unijnych obywateli. Jeśli taki był plan urzędników pod wodzą Ursuli von der Leyen, to aż strach pomyśleć, co jeszcze nam szykują w brukselskich gabinetach.

Dokładnie z tym samym problemem mierzy się koncern BMW, który elektryczne Mini produkuje w Chinach. W cenie modeli Aceman oraz Cooper zawiera się taryfa celna w wysokości 30,7 %, na którą składają się stawka 10-procentowa składka podstawowa oraz 20,7 procentowa stawka karna. Powrót do cła na poziomie 10 procent jest możliwy, jeśli niemiecki producent zadeklaruje cenę minimalną oraz zgodzi się na limit egzemplarzy sprowadzonych do Europy. Na razie rozmowy trwają, a ich efekt spodziewany jest w połowie roku 2026.

Być może już niedługo przy stole negocjacyjnym zasiądą również przedstawiciele innych marek, produkujących swoje elektryki w Chinach. Z tym problem już w niedalekiej przyszłości będą musieli zmierzyć się między innymi Renault (Dacia Spring), Volvo, Polestar, Smart, Toyota (modele z rodziny bZ), Mazda (model 6e), Kia (EV5) oraz Citroen. Parafrazując księdza Jana Twardowskiego: spieszmy się kupować niektóre auta elektryczne, bo niedługo może ich zabraknąć w Europie.










