Dlaczego zdecydowano się na wprowadzenie nowego podatku? Jak będzie liczony?

– Być może będzie to zaskoczeniem, bo od 8 października 2020 r. projekt ustawy, w wersji złożonej do prac w Komisji Prawniczej, nie przewiduje już podatku od morskich farm wiatrowych. Przynajmniej nie pod tą nazwą. Aktualnie zamiast podatku mamy w projekcie dodatkową opłatę koncesyjną od morskich farm wiatrowych. Uzasadnienie wprowadzenia tej opłaty jest identyczne jak wcześniej planowanego nowego podatku – a mianowicie obowiązujący w naszym porządku prawnym podatek od nieruchomości nie obejmie morskich farm wiatrowych (poza nadającą się do opodatkowania infrastrukturą znajdującą się na lądzie) – wyjaśnia Wajs.

Ekspert wskazuje, że zgodnie z przepisami, stawki podatku od nieruchomości określa rada gminy w drodze uchwały, zaś taka uchwała obowiązuje tylko w ramach jednostki samorządu terytorialnego. Żadna z gmin swoim zasięgiem nie obejmuje wyłącznej strefy ekonomicznej. Nie znając stawki, nie jest możliwe obliczenie podatku i nie może skutecznie powstać zobowiązanie podatkowe. Lata temu zauważył to jeden z przedstawicieli doktryny. Dlatego rząd musiał wymyślić nowy podatek. Wajs tłumaczy, że nowa opłata będzie kalkulowana jako iloczyn mocy (wyrażonej w MW) zainstalowanej elektrycznej morskiej farmy wiatrowej wynikającej z koncesji na wytwarzanie energii elektrycznej oraz odpowiedniego współczynnika określonego rozporządzeniem Rady Ministrów.

– Nie wiem jaka myśl przyświecała zmianie charakteru należności publicznoprawnej z podatku na opłatę. Przyznam się, że w pierwszej kolejności wpadło mi do głowy, że łatwiej będzie taką należność podwyższać, ponieważ wydanie rozporządzenia jest łatwiejsze niż zmiana ustawy. Jednak ustawodawca w ustawie zamierza wprowadzić maksymalną wysokość współczynnika – 23 000 zł – tłumaczy w rozmowie z GLOBEnergia.pl Wajs.

Ekspert uważa, że wprowadzenie takiej zmiany na „ostatniej prostej” rządowego procesu legislacyjnego nie jest dobrym pomysłem. Wprowadza się dodatkową część opłaty koncesyjnej tylko dla morskich farm wiatrowych, której zasady obliczania są praktycznie identyczne jak dla dotychczas planowanego podatku, ponadto uzasadniając potrzebę jej wprowadzenia tym, że morskie farmy wiatrowe nie mogą zostać objęte podatkiem od nieruchomości. Wobec tego pojawia się pytanie – czemu należność publicznoprawną mającą podatkowy charakter, a ponadto mającą niejako zastąpić innego rodzaju podatek, nazywa się opłatą? – zastanawia się ekspert. Jak wskazuje, w dniach 16 -21 października trwały prace w Komisji Prawniczej, więc w najbliższych dniach powinniśmy mieć więcej informacji.

Kto jest beneficjentem nowej opłaty? 

Jest nim Skarb Państwa, natomiast gminy nie będą miały swojej partycypacji w tym dochodzie. Ekspert wskazuje, że mimo, iż nie jest zwolennikiem nakładania nowych ciężarów publicznoprawnych, to wydaje się rozsądne, by inwestycja o takiej skali generowała wpływy do Skarbu Państwa.

– Z tego co wiem nawet sami interesariusze nie protestowali przeciwko opodatkowaniu. W trakcie konsultacji społecznych mieli różne zastrzeżenia, również w kwestii podatkowej, ale samej potrzeby opodatkowania nikt nie negował. Korzyść jest taka jak w przypadku innych podatków – zasilenie budżetu państwa. Tylko w pierwszej fazie wsparcia mają powstać elektrownie o łącznej mocy 5,9 GW, co daje ok. 135.700.000 zł wpływu z nowego podatku (teraz opłaty) rocznie, a zgodnie z szacunkami resortu docelowo 283.000.000 zł rocznie. Mówimy więc o niebagatelnych sumach – tłumaczy Wajs.

Jak wygląda opodatkowanie w innych krajach?

Czy jest to odpowiedni model opodatkowania takich projektów jak morskie farmy wiatrowe? Czy doświadczenia innych krajów pokazują także inne modele?

Wajs tłumaczy, że planowany do niedawna model w Polsce jest na pewno niespotykany. Stanowi hybrydę podatku przychodowego oraz podatku majątkowego typu nominalnego. Jednak jest dość przejrzysty, łatwy do obliczenia, a przez to łatwy do ujęcia w budżecie. Na pewno są to plusy. Ustalona stawka, według mojej wiedzy i przewidywanej rentowności wiatraków na morzu, również oceniana jest jako rozsądna. Spotyka się nawet obliczenia, z których wynika, że podatek, w przeliczeniu na 1 MW mocy zainstalowanej, od morskiego wiatraka może być nawet niższy niż podatek od wiatraka na lądzie.

Jeśli chodzi o minusy, ekspert zauważa, że jednak rozsądne byłoby, by ustawodawca wziął pod uwagę sytuację, gdy produkcja energii będzie dużo niższa niż zakładana albo wręcz dojdzie do zaprzestania produkcji (np. na skutek awarii). W takich sytuacjach obciążenie podatkowe, zgodnie z dotychczasowymi przepisami, nie miało ulegać obniżeniu. Teraz mówimy o dodatkowej opłacie koncesyjnej, ale powyższe uwagi zasadniczo pozostają aktualne.

Wajs tłumaczy, że w przypadku elektrowni znajdujących się poza strefą 12 mil morskich, państwa takie jak Niemcy, Holandia, Dania czy Wielka Brytania, nie nakładają na morskie farmy wiatrowe podatku od nieruchomości albo podobnego. Francja ma podatek liczony podobnie jak u nas – od mocy zainstalowanej.

– Może dlatego nasz ustawodawca zrezygnował z nazywania wprowadzanej daniny podatkiem. Mogłoby to stawiać nas w niekorzystnym świetle względem innych państw. Choć nie wykluczam, że przyczyna jest bardziej racjonalna. Nie doszukałem się jednak jej wyjaśnienia w dokumentach towarzyszących nowemu projektowi (uzasadnieniu lub ocenie skutków regulacji) – tłumaczy Wajs.

Czy ustawa przewiduje innego rodzaju podatki związane z budową morskich farm wiatrowych? Projekt ustawy offshore nie przewiduje dodatkowych rodzajów podatków związanych z budową morskich farm wiatrowych, ale oczywiście pozostałe podatki, takie jak CIT, VAT czy akcyza też wystąpią w ramach realizowania i eksploatowania morskich farm wiatrowych.

Redakcja: Patrycja Rapacka

Jakub Wajs

Radca prawny i doradca podatkowy w Kancelarii RÖDL & PARTNER