Weekendowy “alarm” w energetyce. Co było przyczyną problemów?

W minioną sobotę (11-go kwietnia), wieczorne wskazania Energetycznego Kompasu mogły zaniepokoić. Od godziny 19:00 pojawiła się rekomendacja “wymagane ograniczanie”. To dość nietypowa sytuacja w obliczu mniejszego poboru w weekendy. Problem, choć trwał krótko, przypomniał o opieszałości polskiej energetyki, bo fleksumenci choć chcieli pomóc to powstrzymało ich prawo. W sobotni wieczór 11 kwietnia pojawiło się nietypowe zalecenie ograniczenia poboru energii, mimo niższego weekendowego zapotrzebowania. Przyczyną była luka po spadku produkcji z fotowoltaiki, której przestarzałe bloki konwencjonalne nie były w stanie szybko uzupełnić. Sytuacja ujawniła ograniczenia systemu oraz fakt, że fleksumenci mogliby pomóc w bilansowaniu sieci, ale blokują ich obowiązujące przepisy.

W minioną sobotę (11-go kwietnia), wieczorne wskazania Energetycznego Kompasu mogły zaniepokoić. Od godziny 19:00 pojawiła się rekomendacja “wymagane ograniczanie”. To dość nietypowa sytuacja w obliczu mniejszego poboru w weekendy. Problem, choć trwał krótko, przypomniał o opieszałości polskiej energetyki, bo fleksumenci choć chcieli pomóc, to powstrzymało ich prawo. 

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

W minioną sobotę (11-go kwietnia), wieczorne wskazania Energetycznego Kompasu mogły zaniepokoić. Od godziny 19:00 pojawiła się rekomendacja “wymagane ograniczanie”. To dość nietypowa sytuacja w obliczu mniejszego poboru w weekendy. Problem, choć trwał krótko, przypomniał o opieszałości polskiej energetyki, bo fleksumenci choć chcieli pomóc to powstrzymało ich prawo. W sobotni wieczór 11 kwietnia pojawiło się nietypowe zalecenie ograniczenia poboru energii, mimo niższego weekendowego zapotrzebowania. Przyczyną była luka po spadku produkcji z fotowoltaiki, której przestarzałe bloki konwencjonalne nie były w stanie szybko uzupełnić. Sytuacja ujawniła ograniczenia systemu oraz fakt, że fleksumenci mogliby pomóc w bilansowaniu sieci, ale blokują ich obowiązujące przepisy.
  • W sobotni wieczór 11 kwietnia pojawiło się nietypowe zalecenie ograniczenia poboru energii, mimo niższego weekendowego zapotrzebowania.
  • Przyczyną była luka po spadku produkcji z fotowoltaiki, której przestarzałe bloki konwencjonalne nie były w stanie szybko uzupełnić.
  • Sytuacja ujawniła ograniczenia systemu oraz fakt, że fleksumenci mogliby pomóc w bilansowaniu sieci, ale blokują ich obowiązujące przepisy.

Wskazania Kompasu Energetycznego w weekend

Kompas Energetyczny wskazuje, kiedy zalecany jest pobór prądu z sieci, kiedy powinniśmy użytkować ją normalnie, a kiedy się z tym wstrzymać. W ten sposób możliwe jest aktywne sterowanie popytem na energię elektryczna po stronie gospodarstw domowych i łatwiejsze bilansowanie Krajowego Systemu Energetycznego. Oczywiście wskazania Kompasu są dla nas wszystkich jedynie sugestią, jednak warto do niego zaglądać i w miarę możliwości wdrażać do swojego życia. 

Operator systemu przesyłowego, planując pracę krajowej energetyki, musi działać trochę jak strateg przewidujący kilka scenariuszy naraz. Kluczowym elementem tej układanki jest utrzymanie odpowiedniego poziomu rezerw mocy, zarówno na wypadek nagłych niedoborów, jak i nadwyżek energii.

Z jednej strony chodzi o tzw. rezerwę dodatnią, czyli zapas mocy, który można szybko uruchomić, gdy wydarzy się coś nieprzewidzianego: nagły wzrost zapotrzebowania, spadek produkcji z OZE albo awaria dużej elektrowni. Z drugiej strony istnieje rezerwa ujemna. Jest mniej intuicyjna, ale równie istotna. Pozwala ona ograniczyć produkcję energii w sytuacji, gdy jest jej po prostu za dużo względem bieżącego zapotrzebowania.

Energetyczny Kompas wizualizuje tę dynamikę w prosty sposób. Ciemnozielone godziny oznaczają momenty, gdy system dysponuje dużą rezerwą ujemną – przekraczającą poziom -500 MW, co sygnalizuje nadwyżkę mocy. Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja w systemie zmienia się niemal z godziny na godzinę. Wraz z nią zmienia się poziom rezerw, a co za tym idzie, także oznaczenia poszczególnych godzin w ciągu doby.

Weekendowy paradoks – mniej zużycia, większy problem

Sytuacja, która miała miejsce w miniony weekend, zwróciła uwagę użytkowników Kompasu. Zasada jest prosta: w weekendy zużycie energii w Polsce spada. Fabryki pracują wolniej, biura pustoszeją, a profil zapotrzebowania wyraźnie się wygładza. Dlatego komunikat o konieczności ograniczania poboru energii w sobotni wieczór wzbudziła uzasadnione zdziwienie.

Jeszcze większe zaskoczenie przynosi na tle zestawienia danych z całego dnia. Przez większość soboty system funkcjonował w trybie „normalne użytkowanie”, a moment napięcia pojawił się dopiero po zachodzie słońca. Właśnie wtedy, gdy energetyka coraz częściej przechodzi swój codzienny test wytrzymałości. 

Wskazania Kompasu z dnia 11.04.2026. Źródło: Kompas Energetyczny 

Wskazania Kompasu z dnia 11.04.2026. Źródło: Kompas Energetyczny 

Wielu internautów zwróciło uwagę na pojawienie się tego komunikatu. Od razu pojawiły się teorie o wypadnięciu któregoś z bloków, a nawet cyberataku. Chcąc uciąć te spekulacje, zapytaliśmy PSE wprost o przyczyny takich wskazań w Kompasie Energetycznym. 

“W Energetycznym Kompasie jako czerwone oznaczane są te godziny, w których poziom rezerw spada poniżej wymaganego poziomu. Zachęcamy wówczas odbiorców do ograniczenia zapotrzebowania. W przypadku ostatniej soboty napięta sytuacja bilansowa wieczorem wynikała z konieczności szybkiego zwiększenia mocy w jednostkach konwencjonalnych, które nie pracowały lub pracowały z ograniczoną mocą w ciągu dnia, gdy był wysoki poziom generacji z fotowoltaiki. Udało się odbudować rezerwy i system przez cały czas pracował bezpiecznie.” – skomentował Maciej Wapiński, rzecznik prasowy PSE.

Prawdziwa przyczyna chwilowego problemu w KSE jest pewnie nudna z perspektywy dociekliwego internauty. Jednak to smutna rzeczywistość naszego miksu energetycznego. Kiedy zachodzi słońce i maleje udział fotowoltaiki, bloki konwencjonalne nie są w stanie szybko zapełnić luki generacyjnej. To w większości przestarzałe jednostki, które nie mogą pracować dynamicznie i nie da się nimi sterować tak szybko, jak wymagają realia nowoczesnego systemu energetycznego.  

Rynek mocy miał pomóc

W teorii takie sytuacje nie powinny budzić niepokoju. Polska od lat buduje mechanizmy zabezpieczające system, a najważniejszym z nich jest rynek mocy. To rozwiązanie, które kosztuje odbiorców miliardy złotych rocznie, ma gwarantować dostępność elektrowni wtedy, gdy są potrzebne. Problem w tym, że rzeczywistość nie zawsze nadąża za teorią.

Rynek mocy zapewnia „gotowość”, ale nie zawsze gwarantuje natychmiastową reakcję. Elektrownie, które zostały wygaszone lub pracowały z minimalną mocą, potrzebują czasu, by wrócić do pełnej pracy. A w dynamicznym systemie opartym o OZE liczy się szybkość, nie tylko dostępność.

Sobotni wieczór pokazał, że choć płacimy za bezpieczeństwo, to jego dostarczenie w praktyce bywa bardziej skomplikowane, niż wynikałoby to z założeń modelu. W tym miejscu do dyskusji musi wrócić również inny temat, istotny z punktu widzenia stabilnej pracy Krajowego Systemu. Oczywiście chodzi o fleksumentów. 

Fleksumenci na ławce rezerwowych

Jest jeszcze jeden element tej układanki, który szczególnie razi swoją niekonsekwencją. W Polsce rośnie liczba użytkowników posiadających mikroinstalacje OZE i magazyny energii – tzw. fleksumentów. To potencjalni „ratownicy systemu”, którzy mogliby w krytycznych momentach oddać energię do sieci i wesprzeć jej stabilność. Ale nie mogą tego zrobić w każdym przypadku. Dlaczego? Mamy małą armię, którą blokuje prawo.

Obowiązujące przepisy skutecznie blokują taką możliwość. Energia wprowadzana do sieci musi pochodzić bezpośrednio z instalacji OZE danego użytkownika. Jeśli więc ktoś zgromadził w magazynie prąd wyłącznie pobrany ze sieci energetycznej, nie ma prawa wykorzystać jej do wsparcia systemu - nawet w sytuacji krytycznej. System potrzebuje elastyczności, ale jednocześnie sam ją ogranicza. 

Źródła: PSE, KE

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia