Węgry uniezależnią się od surowców z Rosji? To może okazać się za drogie [VIDEO]

Zmiana władzy w Budapeszcie rozpala wyobraźnię całego regionu. Nowy premier zapowiada energetyczne uniezależnienie od Rosji do 2035 roku, ale za politycznymi deklaracjami kryją się twarde realia infrastruktury, kosztów i geopolityki. Czy Węgry rzeczywiście są w stanie przeprowadzić taką transformację? Do naszego Salonu Prasowego zaprosiliśmy dr inż. Pawła Poprawę z AGH w Krakowie, który na co dzień działa w Katedrze Surowców Energetycznych na Wydziale Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska. W ramach naszego cyklu mieliśmy okazję porozmawiać o perspektywach uniezależnienia Węgier od rosyjskich surowców oraz o tym, jak ta zmiana może wpłynąć na układ sił w energetyce Europy Środkowo-Wschodniej.

Zmiana władzy w Budapeszcie rozpala wyobraźnię całego regionu. Nowy premier zapowiada energetyczne uniezależnienie od Rosji do 2035 roku, ale za politycznymi deklaracjami kryją się twarde realia infrastruktury, kosztów i geopolityki. Czy Węgry rzeczywiście są w stanie przeprowadzić taką transformację?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Zmiana władzy w Budapeszcie rozpala wyobraźnię całego regionu. Nowy premier zapowiada energetyczne uniezależnienie od Rosji do 2035 roku, ale za politycznymi deklaracjami kryją się twarde realia infrastruktury, kosztów i geopolityki. Czy Węgry rzeczywiście są w stanie przeprowadzić taką transformację? Do naszego Salonu Prasowego zaprosiliśmy dr inż. Pawła Poprawę z AGH w Krakowie, który na co dzień działa w Katedrze Surowców Energetycznych na Wydziale Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska. W ramach naszego cyklu mieliśmy okazję porozmawiać o perspektywach uniezależnienia Węgier od rosyjskich surowców oraz o tym, jak ta zmiana może wpłynąć na układ sił w energetyce Europy Środkowo-Wschodniej.

Do naszego Salonu Prasowego zaprosiliśmy dr inż. Pawła Poprawę z AGH w Krakowie, który na co dzień działa w Katedrze Surowców Energetycznych na Wydziale Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska. W ramach naszego cyklu mieliśmy okazję porozmawiać o perspektywach uniezależnienia Węgier od rosyjskich surowców oraz o tym, jak ta zmiana może wpłynąć na układ sił w energetyce Europy Środkowo-Wschodniej.   

Ambitny plan: odejście od rosyjskich surowców

Nowy kurs polityczny Węgier zakłada ograniczenie zależności od rosyjskiej ropy, gazu i technologii jądrowych. Jak podkreśla dr inż. Paweł Poprawa z AGH, sama idea nie jest oderwana od rzeczywistości. Transformacja jest możliwa – dowodem jest choćby Polska, która w ciągu ostatnich lat zdołała niemal całkowicie uniezależnić się od rosyjskich dostaw surowców energetycznych . Jednak kluczowe jest tempo i determinacja polityczna. Nie mówimy o procesie liczonym w latach, lecz raczej w dekadach.

Gaz, ropa i atom: trzy filary zależności

Węgierski system energetyczny opiera się na trzech głównych obszarach, które dziś silnie związane są z Rosją. To gaz ziemny, ropa naftowa i energetyka jądrowa. Każdy z nich wymaga osobnej strategii transformacji.

W przypadku gazu kluczowe są nowe kierunki dostaw. W grze znajdują się trzy scenariusze, które wymienia nasz rozmówca:

  • kierunek zachodni (Austria i hub Baumgarten),
  • południowy (terminal LNG Krk w Chorwacji),
  • północny (Polska przez Słowację)

Technicznie wszystkie opcje są możliwe, ale wymagają rozbudowy infrastruktury przesyłowej. A to oznacza czas, pieniądze i współpracę międzynarodową.

Infrastruktura to maraton, nie sprint

Największym wyzwaniem nie są same pomysły, lecz ich realizacja. Projekty energetyczne o charakterze transgranicznym to procesy, które potrafią trwać nawet dekadę od decyzji do pełnej operacyjności. W warunkach Unii Europejskiej, gdzie każda inwestycja wymaga uzgodnień między państwami, tempo realizacji dodatkowo spowalnia. To właśnie dlatego deklaracje o szybkim uniezależnieniu – w perspektywie kilku lat – brzmią bardziej jak polityczny slogan niż realny plan działania.

Przeczytaj także: Gdy Ormuz stoi, Ameryka rusza: 120 tankowców płynie po „najsłodszą” ropę i gaz

Cena niezależności: rachunek, którego nie da się uniknąć

Najbardziej niewygodna prawda jest prosta: alternatywa dla rosyjskich surowców będzie droższa - ocenia dr Poprawa. Nowe źródła dostaw oznaczają wyższe koszty dla gospodarki i konsumentów. Węgry stoją więc przed fundamentalnym wyborem – bezpieczeństwo energetyczne czy tania energia.To dylemat, który może zdecydować o powodzeniu całej transformacji.

Polska jako energetyczny partner regionu

W układance regionalnej coraz wyraźniej rysuje się rola Polski jako potencjalnego hubu energetycznego. Dzięki inwestycjom ostatnich lat Polska już teraz dysponuje terminalem LNG w Świnoujściu czy gazociągiem Baltic Pipe oraz interkonektorami, m.in. ze Słowacją. To otwiera drogę do dostaw gazu i ropy na południe Europy, w tym na Węgry. Jak ocenia pytany przez nas ekspert - dla Polski oznacza to konkretne korzyści, zarówno finansowe (opłaty tranzytowe), jak i strategiczne, wzmacniające pozycję w regionie.

Polityka kontra infrastruktura

Choć techniczne możliwości współpracy istnieją, największym ryzykiem pozostaje polityka. Projekty energetyczne wymagają stabilności na lata, a relacje międzynarodowe w Europie Środkowej bywają zmienne. Każda zmiana rządu czy kierunku politycznego może wpłynąć na realizację inwestycji. To sprawia, że decyzje podejmowane dziś będą testowane przez przyszłość, której kształt trudno przewidzieć.

Deklaracje czy realna zmiana?

Zapowiedzi nowego premiera Węgier wpisują się w szerszy europejski trend odchodzenia od rosyjskich surowców. Jednak – jak pokazuje doświadczenie ostatnich lat – między deklaracją a inwestycją rozciąga się długa droga. Ostatecznie nie słowa, lecz podpisane kontrakty i rozpoczęte budowy pokażą, czy Budapeszt rzeczywiście zmieni energetyczny kurs. Na razie Węgry stoją na rozdrożu, a każda ścieżka prowadzi przez kosztowną i wymagającą transformację.

Źródło: Salon Prasowy Globenergia

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia