Węgry uzależnione energetycznie od Rosji – czy nowa władza skończy z tym szkodliwym związkiem?

Nowa władza w Budapeszcie wchodzi do gry z jednym z najtrudniejszych tematów: uzależnieniem Węgier od rosyjskich surowców. To właśnie energetyka pokaże, czy polityczna zmiana oznacza także zmianę strategicznego kierunku państwa. Stawką jest bezpieczeństwo dostaw, relacje z UE i przyszłość nowych projektów jądrowych. Jak dzisiaj wygląda węgierska energetyka i co może się zmienić za nowych rządów?

- Energetyka ma dwa oblicza. Węgry produkują prąd w dużej mierze z atomu i OZE, osiągając około 60% źródeł niskoemisyjnych. Jednocześnie pozostają silnie uzależnione od importu energii i paliw.
- Rosja wciąż trzyma kluczowe zasoby. Około 80% gazu, 85% ropy i całe paliwo jądrowe pochodzi z Rosji.
- Zmiana będzie trudna i długotrwała. Nowy rząd może chcieć zbliżenia z UE i ograniczenia wpływów Rosji. Jednak kontrakty, infrastruktura i projekty takie jak Paks II sprawiają, że proces ten nie będzie szybki.
Zmiana władzy na Węgrzech
Niedzielne wybory na Węgrzech przyniosły polityczne trzęsienie ziemi. Viktor Orbán uznał porażkę, a wstępne wyniki dają partii Tisza Pétera Magyara wyraźną większość parlamentarną, kończąc 16 lat rządów Fideszu. Dla energetyki to nie jest tylko zmiana nazwisk. To może być pierwszy od dawna moment, w którym realnie wróci pytanie, czy Węgry zaczną ograniczać swoje silne powiązania z rosyjskimi surowcami.
Węgierski prąd wygląda dziś całkiem dobrze
Na pierwszy rzut oka węgierska elektroenergetyka wygląda dziś całkiem nowocześnie. Jak pokazuje miks energii elektrycznej w 2025 roku, 31,9% zużycia pokrywa atom, 22,3% fotowoltaika, a cały udział źródeł niskoemisyjnych sięga 60%. Jednocześnie Węgry nadal importują netto 21,1% energii elektrycznej, a gaz odpowiada za 16% krajowej konsumpcji prądu.

Atom i fotowoltaika budują dość korzystny obraz sektora elektroenergetycznego, ale nie pokazują całej sytuacji energetycznej kraju. Są jeszcze paliwa – ropa naftowa i gaz ziemny.
Rosja wciąż odgrywa kluczową rolę
Problem zaczyna się wtedy, gdy spojrzymy szerzej niż tylko na energię elektryczną. Rosja nadal odgrywa na Węgrzech bardzo dużą rolę, i to nie tylko w paliwach kopalnych, ale także w atomie. Według danych Rosja dostarcza Węgrom około 80% gazu, 85% ropy i 100% paliwa jądrowego.
Węgry działają dziś w dwóch równoległych rzeczywistościach. W elektroenergetyce mają mocny atom, szybko rosnącą fotowoltaikę i stosunkowo niski udział węgla. Ale w całym bilansie energetycznym państwo nadal opiera się na imporcie ropy i gazu, a do tego dochodzi pełna zależność od rosyjskiego paliwa jądrowego. Wszystko wskazuje na to, że ta zmiana może być końcem prorosyjskiej polityki energetycznej. Sami Węgrzy mówią, że to krok w stronę powrotu na drogę współpracy unijnej.
Uzależnienie od rosyjskich surowców to problem nie tylko gospodarczy, ale też strategiczny i moralny. Po agresji Rosji na Ukrainę widać wyraźnie, że energia może być wykorzystywana jako narzędzie nacisku politycznego, dlatego tak ważna jest dywersyfikacja dostaw i ograniczanie zależności od jednego kierunku.
Atom, gaz i ropa. Podwójna zależność Węgier
Właśnie dlatego pytanie o zmianę władzy na Węgrzech dotyczy tego, czy nowy rząd zacznie stopniowo przebudowywać model energetyczny kraju. Dziś ten model jest w pewnym sensie podwójny: z jednej strony niskoemisyjny prąd, z drugiej bardzo silne uzależnienie od rosyjskich surowców.
Nawet projekt Paks II (elektrowni jądrowej na Węgrzech) pozostaje mocno związany z Rosatomem. Rosyjskie wpływy nie kończą się na rurach z gazem i ropą, ale sięgają także strategicznej infrastruktury jądrowej. Jeśli nowy rząd będzie chciał realnie zmniejszać tę zależność, czeka go dużo trudniejsze zadanie niż tylko zmiana politycznych deklaracji. Aż 32% energii elektrycznej z atomu, to tak jakby w Polsce… cały węgiel kamienny do polskich elektrowni pochodził z Rosji.
Czy nowy rząd zmieni kurs?
Politycznie jest na to większa szansa niż kiedykolwiek za rządów Orbána. Nowe władze mogą przyjąć bardziej konstruktywne podejście do Unii Europejskiej i ograniczyć dotychczasową gotowość do blokowania wspólnych decyzji, także tych dotyczących Rosji i Ukrainy.
Nie znaczy to jednak, że Węgry z dnia na dzień odetną się od rosyjskiej energii. Infrastruktura, kontrakty i geografia nie znikają po wyborach. Dlatego bardziej prawdopodobny wydaje się stopniowy proces ograniczania zależności niż gwałtowne zerwanie z dotychczasowym modelem. Kwestią jest jak bardzo nowa władza na Węgrzech będzie zdeterminowana, a także jak do tego podejdzie Rosja.
Źródła: Time, Low Carbon Power.










