Wiatraki nadal czekają na odblokowanie. Nowa ustawa o OZE zostawia limit 700 metrów

Lądowe turbiny wiatrowe w Polsce nadal czekają na realne odblokowanie, bo limit 700 metrów od zabudowy pozostaje bez zmian. Rząd proceduje nowelizację ustawy o OZE, ale bez najważniejszego dla branży zapisu. Co oznacza to dla cen energii i tempa transformacji?

Lądowe turbiny wiatrowe w Polsce nadal czekają na realne odblokowanie, bo limit 700 metrów od zabudowy pozostaje bez zmian. Rząd proceduje nowelizację ustawy o OZE, ale bez najważniejszego dla branży zapisu. Dla cen energii i tempa transformacji energetycznej to niezbyt dobra informacja.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Lądowe turbiny wiatrowe w Polsce nadal czekają na realne odblokowanie, bo limit 700 metrów od zabudowy pozostaje bez zmian. Rząd proceduje nowelizację ustawy o OZE, ale bez najważniejszego dla branży zapisu. Co oznacza to dla cen energii i tempa transformacji?
  • Nowelizacja OZE zostawia przepisy o wiatrakach, ale bez zmiany 700 na 500 metrów. Najważniejsze odblokowanie lądowego wiatru nadal więc nie nastąpi.
  • Prezydenckie weto zatrzymało najbardziej sporną część ustawy wiatrakowej. Rząd zostawił w projekcie głównie techniczne zmiany planistyczne.
  • Bez nowych farm wiatrowych transformacja będzie wolniejsza i droższa. Wiatr dobrze uzupełnia fotowoltaikę, zwłaszcza zimą i poza godzinami produkcji PV.

Polska potrzebuje nowych źródeł taniej energii, ale lądowa energetyka wiatrowa nadal czeka na realne odblokowanie. Po prezydenckim wecie wobec ustawy wiatrakowej rząd przygotował kolejną nowelizację ustawy o OZE, jednak bez najbardziej kontrowersyjnej zmiany – zmniejszenia minimalnej odległości turbin od zabudowy z 700 do 500 metrów.

Nie oznacza to, że wszystkie przepisy dotyczące wiatraków zostały usunięte z projektu. Pozostały w nim zmiany planistyczne, ale nie rozwiązują one głównego problemu branży. Granica 700 metrów nadal pozostaje.

Zmiana z 700 do 500 metrów zatrzymała się na prezydenckim wecie

Zawetowana ustawa wiatrakowa przewidywała możliwość lokalizowania elektrowni wiatrowych w odległości co najmniej 500 metrów od zabudowy mieszkaniowej. Obniżenie limitu miało zwiększyć liczbę terenów, na których gminy mogłyby planować nowe inwestycje.

Prezydent Karol Nawrocki odmówił podpisania ustawy 21 sierpnia 2025 roku. Argumentował, że możliwość budowania turbin 500 metrów od domów nie jest akceptowalna społecznie. W efekcie nadal obowiązuje granica 700 metrów. Dla pojedynczej inwestycji różnica 200 metrów może wydawać się niewielka, ale w skali kraju oznacza znaczące ograniczenie liczby dostępnych lokalizacji.

Wiatr pozostał w projekcie, ale bez przełomowej zmiany

Nowelizacja ustawy o OZE z 6 lipca 2026 roku zawiera przepisy dotyczące planowania inwestycji wiatrowych. Projekt przenosi część regulacji do ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz określa wymagania dla miejscowych planów przewidujących budowę turbin. Dokument nadal posługuje się jednak odległością 700 metrów. Gmina pobliska ma sporządzać plan miejscowy przynajmniej dla obszaru położonego w tej odległości od elektrowni wiatrowej.

Co więcej, jeżeli w sąsiedniej gminie nie powstanie odpowiedni plan albo dokument dopuści zabudowę mieszkaniową w promieniu do 700 metrów, organ będzie musiał odmówić pozwolenia na budowę turbiny. Mówienie, że wiatr został całkowicie usunięty z nowelizacji ustawy o OZE, byłoby więc nieprecyzyjne. Usunięto z niej polityczną bombę w postaci limitu 500 metrów, ale pozostawiono techniczne zmiany planistyczne utrzymujące obecny dystans.

Dlaczego bez lądowego wiatru będzie drożej?

Lądowe farmy wiatrowe mają ważną przewagę nad fotowoltaiką – mogą produkować dużo energii jesienią, zimą i w godzinach, w których instalacje słoneczne nie pracują. Nie zastępują magazynów energii ani źródeł sterowalnych, ale uzupełniają profil produkcji z PV.

Ograniczenie rozwoju wiatraków oznacza konieczność zastąpienia ich innymi źródłami, większą liczbą magazynów, importem energii albo dłuższym utrzymywaniem bloków gazowych i węglowych. Europejskie badania modelowe wskazują, że silne ograniczenie wykorzystania lądowego wiatru może podnosić całkowite koszty systemu elektroenergetycznego, ponieważ jego miejsce muszą zająć inne technologie.

Nowelizacja ustawy o OZE może przejść ścieżkę legislacyjną łatwiej, ponieważ nie zawiera najbardziej spornego limitu 500 metrów. Dzięki temu dalej mogą być procedowane rozwiązania dotyczące magazynów energii, biometanu czy rozliczeń prosumentów.

Problem lądowej energetyki wiatrowej jednak nie zniknął. Został jedynie odłożony do czasu przygotowania osobnej ustawy albo znalezienia nowego kompromisu między rządem, prezydentem, gminami, mieszkańcami i inwestorami.

Magazyny energii i biometan są potrzebne, ale bez nowych farm wiatrowych polska transformacja będzie wolniejsza i prawdopodobnie droższa. Wiatraki nie wypadły z debaty – nadal czekają w politycznej poczekalni.

Opracowano na podstawie projektu Ustawy o zmianie ustawy o odnawialnych źródłach energii oraz niektórych innych ustaw.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia