Więcej elektryków, więcej infrastruktury, czyli polska elektromobilność na lekkiej fali wznoszącej

Rozwój elektromobilności w Polsce potrzebuje systemowego wsparcia. Jak bardzo ta część motoryzacyjnego rynku zależna jest od rządowej kroplówki, pokazała konferencja prasowa z udziałem Krzysztofa Bolesty, sekretarza stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska oraz Doroty Zawadzkiej-Stępniak, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, w której miałem okazję uczestniczyć. Aktualnie realizowanych jest kilka programów dotacyjnych, które w zamierzeniu mają zmniejszyć emisyjność transportu. Jednak to wsparcie liczone jest w miliardach złotych, a spora część z tych środków trafia do Chin. Oto kluczowe wnioski z tejże konferencji.

- Szacowane wydatki z publicznych środków na pierwsze 100 tysięcy aut elektrycznych przekraczają 1 miliard złotych.
- W programie NaszEauto złożono prawie 20 tysięcy wniosków o dofinansowanie, przy czym połowa z nich dotyczy chińskich elektryków.
- Dobre wykorzystanie środków w programie „Zielony transport publiczny”, słabe w dotacjach dla aut ciężarowych.
- Długie i skomplikowane procedury utrudniają rozwój sieci ładowarek, rząd rozważa deregulacje.
- Ambitny cel – 87 tysięcy punktów ładowania do 2030 roku.
Co by było, gdyby…
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałaby polska elektromobilność, gdyby nie było żadnych programów dotacyjnych? Aby przekonać się jak zeroemisyjny transport startował nad Wisłą, wystarczy cofnąć się do roku 2019, kiedy to o tego typu inicjatywach dopiero rozmawiano. Na początek trochę liczb. W grudniu 2018 roku w Polsce zarejestrowanych było około 2800 elektryków. Rok później, czyli w grudniu 2019 roku nadwiślański park liczył sobie już 5091 egzemplarzy, co oznaczało około 80 procentowy wzrost liczony rok do roku.
Pierwszy program dotacyjny, nazwany „Zielony samochód”, ruszył w 2020 roku. Późniejsze edycje przemianowano na „Mój elektryk”, a tegoroczny to już NaszEauto, który wystartował 3 lutego. Istotny wpływ na liczebność zeroemisyjnych pojazdów programu „Zielony samochód” jasno pokazują dane. W grudniu 2020 roku, jak informuje Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności, mieliśmy już ponad 10 tysięcy bateryjnych elektryków, które w dużej części dofinansowane zostały z publicznych pieniędzy.
W dalszych latach rządowe wsparcie, z wykorzystaniem środków unijnych, było nie mniej ważne i w ostatnim dniu września bieżącego roku w Polsce zarejestrowanych było 102 567 osobowych samochodów elektrycznych, a jeśli doliczymy do tego również auta dostawcze, ciężarowe i autobusy, wtedy dostaniemy liczba zeroemisyjnych pojazdów wzrośnie do 112 478 sztuk.
Szacowane wydatki z publicznych środków na pierwsze 100 tysięcy aut elektrycznych przekraczają 1 miliard złotych.
Szeroka fala dotacji dla elektromobilności
Podczas spotkania z dziennikarzami zarówno minister Bolesta, jak też i prezes Zawadzka-Stępniak przedstawili obecny stan programów wspierających rozwój elektromobilności w Polsce. Z wykorzystaniem środków polskich, ale w większości jednak unijnych, aktualnie dofinansowywane są zakupy, leasingi lub najmy długoterminowe elektrycznych samochodów kategorii M1, M2, N1, N2 oraz N3, a także zeroemisyjnych autobusów dla firm obsługujących komunikacje zbiorową w miastach.

W ramach programu NaszEauto dotowane są zakupy osobowych aut elektrycznych (kat. M1), a do końca października Polacy złożyli prawie 20 tysięcy wniosków. Miesięczny udział elektryków w rejestracjach nowych aut osobowych przekroczył 9 procent, a w ujęciu rocznym dochodzi do 8. Co ważne – połowa dotacji w tym programie dotyczy zakupu chińskich elektryków, więc jeżeli sumarycznie od początku roku w Polsce przybyło ponad 30 tysięcy nowych osobowych aut zeroemisyjnych, z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że w przypadku około 33 procent publiczne środki popłynęły do kasy producentów z Państwa Środka.
Tempo napływu wniosków jest bardzo dobre, jeśli chodzi o auta osobowe. Część programu NaszEauto przeznaczona dla wsparcia zakupu lub leasingu pojazdów kategorii M2 (busy do 5t) nie cieszy się zainteresowaniem do tej pory do NFOŚiGW nie wpłynęła ani jeden aplikacja. Podobnie jest z dotacjami dla elektrycznych dostawczaków i tu wniosków jest dosłownie kilka.
Jeśli taka sytuacja się utrzyma, pieniądze przeznaczone na dotacje dla aut kategorii M2 oraz N1, w razie niewykorzystania zostaną przesunięte do wsparcia zakupu pojazdów kategorii M1.
Transport ciężki to ciężki temat
Uruchomione w tym roku nabory w ramach programu wsparcia zakupu pojazdów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5t cieszy się – delikatnie mówiąc – umiarkowanym zainteresowaniem. Do 12 listopada, NFOŚiGW przyjął 28 wniosków, na łączną kwotę 10,5 milionów złotych, a cały budżet programu to 2 miliardy złotych.
Prezes Zawadzka-Stępniak małą liczbę wniosków tłumaczy czasem, którego przedsiębiorcy potrzebują, aby przeanalizować potrzebę zakupu elektrycznych ciężarówek i liczy na znaczące przyspieszenie wnioskowania w następnych miesiącach. W tym programie, finansowanym z Funduszu Modernizacyjnego, nabór odbywa się w trybie ciągłym i trwać będzie do 30 czerwca 2029 roku.
Z drugiej strony słychać głosy z branży transportowej, podkreślające duże skomplikowanie procedury dotacyjnej, zniechęcające przedsiębiorców do składania wniosków.
- W ramach dotowania branży transportowej do tej pory wpłynęło 28 wniosków, na dofinansowanie 38 pojazdów, na łączną kwotę 10,5 milionów złotych. Aktualnie oceniana jest poprawność złożonych wniosków, a kilka innych zostało odrzuconych – mówi prezes Dorota Zawadzka-Stępniak.
Zielone miasta, bo zielone autobusy
Dużo lepiej wygląda sytuacja w programie „Zielony transport publiczny”, w którym dofinansowywane są zakupy lub leasingi zeroemisyjnych autobusów do miejskich zakładów komunikacyjnych. Do tej pory na takie pojazdy wydano prawie 4 miliardy złotych, z czego 3,3 mld pochodziło ze środków KPO.
Za tą kwotę 114 polskich miast zakupiło blisko 1500 pojazdów zeroemisyjnych, w następujących rodzajach:
- 1239 bateryjnych elektrycznych autobusów,
- 214 autobusów wodorowych,
- 33 trolejbusy.
W ramach tego programu dotowane są również montaż punktów ładowania 91063 sztuk) oraz budowa stacji tankowania wodoru (1).
Co było pierwsze jako czy kura, czyli najważniejsza jest infrastruktura
- Elektromobilność nie może funkcjonować bez odpowiedniej infrastruktury, zatem w tym obszarze konieczne są duże inwestycje – stwierdził podczas spotkania z dziennikarzami wiceminister Krzysztof Bolesta.
Reprezentujący Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Krzysztof Bolesta przypomniał, iż Rada Ministrów przyjęła Krajowe Ramy Polityki dla Paliw Alternatywnych, a w nich znalazł się niezwykle ambitny cel zakładający budowę 87 tysięcy publicznych punktów ładowania samochodów elektrycznych do 2030 roku.
Przypomnijmy, iż dzisiaj w Polsce mamy 11 173 takich punktów, a patrząc na roczne tempo stawiania nowych, krajowy cel wydaje się… nieosiągalny w przyjętej perspektywie. Na rozbudowę sieci przeznaczono budżet w wysokości 2 miliardów złotych (z Funduszu Modernizacyjnego), a beneficjenci złożyli wnioski obejmujące około 1700 punktów.
Dzisiaj największą przeszkodą w szybkiej rozbudowie sieci publicznych ładowarek, są przewlekłe procedury. Dość powiedzieć, że ładowarki które pojawiają się w ostatnim czasie, uzyskały promesę dofinansowania przed nawet dwoma laty (2 lata!).
Minister Bolesta przyznał, że w ramach prac rządowych analizowane są rożne opcje deregulacji mogących przyspieszyć powstawanie punktów ładowania, zwłaszcza w budynkach wielorodzinnych oraz przy najważniejszych korytarzach transportowych.
- Niektóre procedury rzeczywiście można uprościć, jednak nie kosztem bezpieczeństwa – tłumaczy minister Bolesta, zwracając przykładowo uwagę na wymogi straży pożarnej.
Co będzie, jak skończą się dotacje
To pytanie najczęściej pojawia się zarówno u przedstawicieli branży motoryzacyjnej, jak też i w gronie potencjalnych użytkowników aut elektrycznych, którzy zakup lub leasing takiego pojazdu rozważają w perspektywie najbliższych lat. Dzisiaj, kiedy elektromobilność zasilana jest rządową kroplówką, mamy niewielkie, ale jednak stabilne wzrosty. Zakończenie wszelkich programów wsparcia planowane jest w latach 2026-2029 i aktualnie nie wiemy, czy do tego czasu zdążymy zbudować solidne podstawy do naprawdę szybkiego rozwoju zeroemisyjnego transportu.
Kwestia zakończenia programów wsparcia z perspektywy rządu nie wydaje się problemem, bo do popularyzacja elektromobilności wydatnie może się przyczynić… wojna cenowa, jaką marki produkujące auta w Europie będą musiały stoczyć z chińskimi koncernami. Na razie beneficjentami wzrostów są producenci z Chin.
Czy tak rzeczywiście będzie, to już zagadnienie na zupełnie inną konferencję i zupełnie inny artykuł.
Polecane
NaszEauto – zostało 40% budżetu! Sprawdź czy zdążysz złożyć wniosek

Jeśli Polak kupuje auto elektryczne, to przede wszystkim nowe









