Rząd Wielkiej Brytanii zamierza zachęcać branżę oraz społeczeństwo do instalowania 600 tys. pomp ciepła rocznie do 2028 roku. Są one o wiele bardziej ekologicznym rozwiązaniem niż gaz, który do ogrzewania w kotłach wykorzystuje zdecydowana większość, bo aż 80 proc. Brytyjczyków. Według raportu Komitetu ds. Zmian Klimatu (CCC) przyspieszona elektryfikacja wymaga instalacji 2 milionów pomp ciepła do 2025 roku oraz wzrostu tej liczby do 15 milionów do 2035 roku. O wyzwaniach związanych z tak ambitnymi celami pisaliśmy wielokrotnie na łamach GLOBEnergia.pl. Już dziś jako główny problem wskazuje się niedobory kadrowe wśród instalatorów, z kolei producenci pomp ciepła martwią się o dostawy surowców i komponentów.

„Niemożliwe do opanowania obciążenie sieci”

Według najnowszych badań, w których wykorzystano dane z 6600 domów ogrzewanych gazem i 600 domów z pompami ciepła, wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną spowodowany przez pompy ciepła w przypadku przejścia milionów ludzi na tę formę ogrzewania, może stanowić „niemożliwe do opanowania obciążenie” sieci elektroenergetycznej, zwiększając ryzyko przerw w dostawach prądu. Bez dodatkowych inwestycji w sieci elektroenergetyczne i innowacji, przerwy w dostawach prądu będą bardziej prawdopodobne.

Za rozwojem pomp ciepła powinna iść modernizacja sieci

Pompy ciepła dają korzyści, ale i ryzyka w związku ze zwiększonym zapotrzebowaniem na energię elektryczną. Pewnym rozwiązaniem jest montaż fotowoltaiki. Nie jest to jednak docelowe rozwiązanie, gdyż pompy ciepła obsługują segment ogrzewania zimą, gdzie nasłonecznienie nie jest duże. Ponadto w przypadku Wielkiej Brytanii często występująca deszczowa pogoda nie jest  zachęcają do inwestycji w rozwiązania słoneczne. Eksperci przekonują, że w przypadku rozwoju pomp ciepła i sieci elektroenergetycznej potrzebne są zachęty finansowe oraz programy wsparcia.

W jednym z badań oszacowano, że 5,7 mln pomp ciepła zainstalowanych do 2035 roku wymagałoby wzmocnienia o 42 proc. sieci dystrybucyjnej, co kosztowałoby 40,7 mld funtów. To dość wysoka kwota stanowiąca 1500 funtów w przeliczeniu na każdego odbiorcę energii elektrycznej, a warto podkreślić, że obecnie to odbiorcy energii elektrycznej ponoszą koszty inwestycji w sieć.

Drugim poważnym wyzwaniem jest połączenie zwiększonego zapotrzebowania na energię elektryczną z nieelastycznym produkowaniem energii cieplnej. Zużycie ciepła zmienia się w zależności od pory dnia i roku, a zatem pompy ciepła nie tylko zwiększą zapotrzebowanie na energię elektryczną, ale także sprawią, że będzie ono rosło i spadało w bardziej gwałtowny sposób. Ponadto dochodzą także inwestycje w OZE i ich pogodozależności. Wielka Brytania chce postawić na morską energetykę wiatrową. Z drugiej strony rozwija stabilną energetykę jądrową. Już dziś koszty bilansowania systemu są ogromne. W latach 2019-2020 wyniosły prawie 1,3 mld funtów, co oznacza wzrost o 50 proc.  w stosunku do lat 2015-16 (867 mln funtów).

Eksperci dają kilka rozwiązań. Można przesunąć zużycie energii elektrycznej z okresów szczytowych na czas, gdy w całym kraju dostępny jest większy wolumen energii elektrycznej. Można to zrobić poprzez zachęcanie ludzi do ogrzewania domów wtedy, gdy jest to tanie, a nie tylko wtedy, gdy chcą mieć włączone ogrzewanie. Kluczowa jest także termomodernizacja budynków. Pompy ciepła mogą być zoptymalizowane poprzez inteligentne termostaty, aby zaoszczędzić pieniądze i energię.

Alternatywą byłoby poleganie na elektrowniach gazowych w przypadku skoków zapotrzebowania na energię elektryczną, gdy nie ma wystarczającej ilości energii odnawialnej, a zapotrzebowanie na ciepło jest wysokie. Oznaczałoby to jednak, że nadal Wielka Brytania będzie wykorzystywać gaz do ogrzewania domów, co mijałoby się z celem wdrażania pomp ciepła.

Redakcja: Patrycja Rapacka / Źródło: The Conversation/The Committee on Climate Change

Redakcja GLOBEnergia