Wielka Brytania zamknęła epokę węgla. Polska idzie tą drogą znacznie wolniej

Wielka Brytania była pierwszą gospodarką świata zbudowaną na węglu. To tam rewolucja przemysłowa dostała paliwo, które napędziło fabryki, kolej, hutnictwo i później elektrownie. Dlatego zamknięcie ostatniej elektrowni węglowej w kraju nie jest zwykłą zmianą w miksie energetycznym. To symboliczny koniec epoki trwającej 142 lata.

- Wielka Brytania zamknęła ostatnią elektrownię węglową Ratcliffe-on-Soar 30 września 2024 roku, kończąc 142-letnią historię produkcji energii elektrycznej z węgla.
- Polska jest na wcześniejszym etapie tej drogi: w 2024 roku węgiel nadal odpowiadał za 56,2% produkcji prądu, a OZE za 29,4%.
- Brytyjska lekcja jest prosta, ale trudna do skopiowania: odejście od węgla wymaga nie tylko zamykania bloków, lecz także nowych źródeł, sieci, elastyczności systemu i realnej alternatywy dla regionów węglowych.
Od Holborn Viaduct do Ratcliffe-on-Soar
Historia zaczęła się w 1882 roku, gdy w Londynie uruchomiono elektrownię przy Holborn Viaduct – uznawaną za pierwszą na świecie publiczną elektrownię węglową. W 1920 roku węgiel odpowiadał już za 97% brytyjskiej produkcji energii elektrycznej. Szczyt znaczenia węgla w elektroenergetyce przypadł na 1980 rok, gdy pokrywał około 76% zapotrzebowania na prąd.
Ostatnim punktem tej historii była elektrownia Ratcliffe-on-Soar w Nottinghamshire. Została zamknięta 30 września 2024 roku, kończąc brytyjską produkcję energii elektrycznej z węgla. Wielka Brytania stała się tym samym pierwszą dużą gospodarką i pierwszym państwem G7, które całkowicie wycofało węgiel z elektroenergetyki.

Źródło: Living London History

Fot. Alan Murray-Rust
Brytyjski zwrot nie wydarzył się sam
To nie był cud technologiczny z ostatnich kilku lat. Brytyjczycy odchodzili od węgla etapami. Najpierw znaczenie miały gaz z Morza Północnego, deindustrializacja i ograniczanie smogu. Potem doszły polityka klimatyczna, rozwój OZE, spadek kosztów energetyki wiatrowej oraz konkretne decyzje regulacyjne. W 2008 roku przyjęto Climate Change Act, w 2015 roku ogłoszono plan odejścia od węgla, a później termin przyspieszono do 2024 roku.

Ważne jest też to, że Wielka Brytania nie tylko wyłączyła elektrownie. Ona przebudowała system. W miejsce węgla weszły gaz, energetyka wiatrowa – szczególnie offshore – atom, import energii i coraz większa elastyczność systemu. To pokazuje, że odejście od węgla nie polega na samym zamknięciu bloków. Trzeba mieć czym je zastąpić.
Polska jest w innym miejscu
Dla polskiego czytelnika brytyjska grafika może wyglądać jak spojrzenie w przyszłość, ale bardzo odległą. Polska wciąż jest jednym z najbardziej węglowych systemów elektroenergetycznych w Europie. Według Forum Energii udział węgla w produkcji energii elektrycznej w 2024 roku spadł do rekordowo niskiego poziomu 56,2%, a OZE odpowiadały za 29,4% produkcji. To postęp, ale wciąż zupełnie inna skala niż w Wielkiej Brytanii.
Co więcej, dopiero w kwietniu 2025 roku miesięczny udział węgla w polskim miksie spadł poniżej 50% po raz pierwszy. To ważny sygnał, ale nie koniec epoki. Raczej pierwszy moment, w którym widać, że taki system bez dominacji węgla jest możliwy.
Lekcja z Wielkiej Brytanii
Najważniejsza lekcja brzmi: odchodzenie od węgla trwa dekady, ale przyspiesza wtedy, gdy polityka, rynek i technologia zaczynają działać w tym samym kierunku. Polska ma dziś fotowoltaikę, rosnący potencjał offshore, plany atomowe i coraz większą presję kosztów CO2. Ma też stare bloki węglowe, sieci wymagające modernizacji i regiony, które potrzebują realnej alternatywy gospodarczej.
Brytyjczycy zamknęli swoją epokę węgla. Polska dopiero uczy się, jak ją domknąć bez utraty bezpieczeństwa energetycznego. Idzie nam to coraz lepiej, dzięki rozwojowi OZE?










