Włosi chcą usunąć ETS z rachunków za prąd – czy to strzał w kolano?

Rzym postanowił rozbroić jedną z najbardziej zapalnych pozycji na rachunku za energię elektryczną. Rząd Giorgii Meloni chce usunąć koszty emisji CO₂ z cen prądu, co już wywołało gwałtowną reakcję rynków. Czy to realna ulga dla gospodarstw domowych i firm, czy ryzykowny eksperyment z europejskim systemem EU ETS?

- Włoski rząd chce obniżyć ceny energii, rekompensując elektrowniom gazowym koszty ETS pod warunkiem, że obniżą one swoje oferty na rynku hurtowym.
- Mechanizm może chwilowo zmniejszyć rachunki za prąd, ale rodzi ryzyko wzrostu generacji z gazu, większego zużycia uprawnień CO₂ i konieczności dalszego subsydiowania sektora z budżetu państwa.
- Plan budzi wątpliwości Komisji Europejskiej i wpisuje się w szerszą, narastającą w UE debatę o reformie lub ograniczeniu systemu EU ETS.
Na czym polega włoski plan usunięcia kosztów CO₂ z rachunków za prąd?
Włoski rząd przyjął dekret energetyczny o wartości ponad 3 mld euro, którego kluczowym elementem jest refundacja kosztów uprawnień do emisji CO₂ dla elektrowni gazowych. Obecnie producenci energii kupują uprawnienia w ramach Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS), a koszt ten wliczany jest w hurtową cenę energii. Nowe rozwiązanie zakłada, że koszty emisji nie będą przenoszone na odbiorców końcowych. W praktyce oznacza to usunięcie wpływu cen uprawnień do emisji CO₂ z rachunków za prąd.
Jak ma to działać?
Przyjęty 18 lutego Decreto Energia wprowadza skomplikowany, lecz sprytny mechanizm. Rząd sięga do wpływów z systemu EU ETS i z tych środków rekompensuje elektrowniom gazowym koszty zakupu uprawnień do emisji CO₂.
Warunek jest jeden: wytwórcy muszą odpowiednio obniżyć swoje oferty sprzedaży energii na rynku hurtowym. We Włoszech to właśnie gaz wyznacza cenę krańcową energii elektrycznej, więc tańsze oferty gazówek mają automatycznie obniżyć cenę dla całego rynku.
W praktyce oznacza to, że elektrownie najpierw sprzedają energię taniej, a następnie kupują mniej uprawnień do emisji. Efekt ma być prosty w odbiorze, choć oparty na bardzo złożonych wzorach matematycznych: niższe ceny energii elektrycznej bez formalnego demontażu ETS.
Budżet państwa dopłaci, ale nie za darmo
Aby ograniczyć ubytek dochodów publicznych, dekret przewiduje podwyższenie lokalnego podatku dochodowego dla elektrowni gazowych. Państwo z jednej strony rekompensuje koszty emisji, z drugiej próbuje część środków odzyskać.
To finansowa operacja przypominająca przesuwanie ciężarków na wadze. System ma działać tak długo, jak długo budżet będzie w stanie utrzymać równowagę między rekompensatami a dodatkowymi wpływami podatkowymi. Jednocześnie tym najbardziej pożądanym efektem ma być spadek cen prądu przez rekompensaty za koszt ETS.
Co to oznacza dla OZE i transformacji energetycznej?
Usunięcie kosztów emisji CO₂ z rachunków za prąd to sygnał, który może zostać odebrany jako osłabienie bodźców do dekarbonizacji. EU ETS miał działać jak kompas ekonomiczny, który stopniowo wypycha paliwa kopalne z rynku poprzez rosnący koszt emisji.
Jeśli elektrownie gazowe otrzymają refundację kosztów CO₂, ich produkcja stanie się relatywnie bardziej konkurencyjna. To rodzi pytania o tempo transformacji energetycznej oraz o długoterminową opłacalność inwestycji w odnawialne źródła energii.
Z drugiej strony, eksperci już zauważyli dziury w tym systemie:

Źródło: X
Tak pomysł Włochów na obniżenie cen energii skomentował Grzegorz Onichimowski, prezes PSE.
Czy plan Włoch jest zgodny z prawem UE?
Reforma budzi wątpliwości w Brukseli. Komisja Europejska analizuje, czy włoskie rozwiązanie jest zgodne z zasadami wspólnego rynku energii i regulacjami dotyczącymi EU ETS. System handlu emisjami stanowi jeden z filarów unijnej polityki klimatycznej i jego obchodzenie może wywołać poważne napięcia instytucjonalne. Ewentualny spór między Rzymem a Brukselą może mieć znaczenie nie tylko dla Włoch, lecz także dla innych państw członkowskich, które zmagają się z wysokimi cenami energii.
Burza wokół ETS
Wcześniej głos w sprawie przyszłości EU ETS zabrały także największe gospodarki UE. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz zasugerował, że jeśli system handlu emisjami zacznie realnie zagrażać konkurencyjności przemysłu, Berlin będzie otwarty na jego rewizję, a nawet czasowe zawieszenie, podobnie jak w przypadku ETS2. Wypowiedzi te wywołały natychmiastową reakcję rynku, a ceny uprawnień do emisji CO₂ w ciągu miesiąca spadły o ponad 20 euro za tonę, co było jednym z najsilniejszych ruchów od 2022 roku.
Jeszcze ostrzej wypowiedział się premier Czech Andrej Babiš, który uznał, że system wymknął się spod kontroli i zamiast stabilizować transformację, destabilizuje przemysł poprzez gwałtowny wzrost cen. Do krytyków dołączył również prezydent Francji Emmanuel Macron, ostrzegając, że wysokie ceny energii i CO₂ prowadzą do deindustrializacji, a nie dekarbonizacji Europy. Choć całkowite zawieszenie EU ETS pozostaje mało prawdopodobne, coraz więcej wskazuje na to, że system może wkrótce przejść głęboką reformę.
Źródła: Bloomberg, X, PAP










