Czy porozumienie gigantów polskiego przemysłu w sprawie OZE ma szansę na powodzenie w praktyce?

To porozumienie jest raczej listem intencyjnym, stworzonym na potrzeby chwili, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Jeżeli uda się zebrać odpowiedni zespół z tych spółek – a wiadomo, że na średnim szczeblu menedżerskim jest tam wielu dobrze przygotowanych fachowców – to rozpoczną się uzgodnienia na poziomie operacyjnym. Miejmy nadzieję, że w ciągu paru miesięcy poznamy więcej szczegółów, które pozwolą ocenić wykonalność tego wstępnego porozumienia.

Czy potencjał energii fotowoltaicznej jest traktowany poważnie przez polskie koncerny?

To oczywiste, że większość menedżerów z dużym doświadczeniem w biznesie zdaje sobie sprawę z potencjału rozwojowego sektora OZE. To przecież jest widoczne na wielu rynkach. Dyskusje dotyczą przede wszystkim tego, czy większy jest potencjał fotowoltaiki, czy raczej energii wiatrowej.
Trudno na tym etapie przesądzać, czy rzeczywiście fotowoltaika okaże się najbardziej korzystna z punktu widzenia kosztów, czy może energia wiatrowa, szczególnie budowana na morzu. Ale niestety, w przypadku tego projektu nie chodzi o indywidualnych odbiorców, czystsze środowisko i strategiczną transformację polskiej energetyki.

Wiadomo, że na rynkach globalnych, tam gdzie prowadzi sprzedaż, KGHM jest rozliczane ze swojego śladu ekologicznego. Upowszechnienie Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDGs) ONZ czy Agendy 2030 spowodowało, że większość klientów korporacyjnych w swoich politykach zakupowych dotyczących surowców ma ścisłe wskaźniki pozwalające zbliżać się w perspektywie najbliższych lat do przyjętych strategii neutralności klimatycznej. KGHM nadal „zasilany” energią pochodzącą tylko z węgla może tracić rynek, a przecież w tym projekcie chodzi głównie o energię wytwarzaną na potrzeby KGHM.

Czy w kontekście unijnych porozumień nie jest już za późno, aby dopiero teraz stawić na fotowoltaikę?

Póki co nie jest jeszcze za późno na transformację energetyczną i każdy krok w tym kierunku należy powitać z radością, gdyż to oznacza zmniejszenie poziomu spalania węgla. Obyśmy jak najszybciej doszli do tego momentu, gdy węgiel będzie tylko marginalnym źródłem energii.
Warto też zwrócić uwagę na to, że w ciągu ostatnich 2-3 lat sprzedaż instalacji fotowoltaicznych dla gospodarstw domowych gwałtownie wzrosła. Widać to np. po wynikach sprzedaży takich usług przez Ikeę, czego nawet sama firma nie spodziewała się na etapie projektowania tego przedsięwzięcia. Pomagają tu programy rządowe, samorządowe, a także zwykła kalkulacja kosztów i poczucie bezpieczeństwa energetycznego.

Czy sektor prywatny interesuje się tematem zwiększenia udziału OZE w takim samym stopniu co przedsiębiorstwa państwowe? Czy rodzimy biznes staje się coraz bardziej odpowiedzialny w tym kontekście?

Wszystkie najnowsze badania pokazują, że w społeczeństwie polskim gwałtownie wzrasta zaniepokojenie, a nawet przerażenie nadciągającą nieuchronnie katastrofą klimatyczną. Coraz lepiej rozumiemy, że należy radykalnie ograniczyć poziom emisji CO2, powodowany spalaniem paliw kopalnych. Jest okres przedwyborczy, a to sprzyja odpowiadaniu na oczekiwania społeczne. Po drugie – jak wynika z zapowiedzi – zostaną uruchomione stosunkowo duże środki finansowe z przeznaczeniem na inwestycje w OZE. Skoro będą pieniądze, to trzeba je wykorzystać. Po trzecie, koszty energii ze źródeł odnawialnych spadają, a koszty energii ze spalania węgla rosną i będą rosnąc w związku z nowymi obciążeniami.
Można zatem uznać, że zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii w końcowym zużyciu energii wynika przede wszystkim z przesłanek czysto racjonalnych. Nie jest to wyraz powinności moralnej, społecznej odpowiedzialności czy troski o klimat. Rynek oczekuje transformacji w kierunku neutralności klimatycznej i jeżeli tylko przepisy nie utrudnią dalszego rozwoju energetyki odnawialnej – jak było to np. 2-3 lata temu – udział OZE zacznie się zwiększać. W tym wypadku odpowiedzialność społeczna będzie naturalną konsekwencją opłacalności i racjonalności ekonomicznej.

Redakcja GLOBEnergia