Zabraknie paliwa lotniczego? Czy to już koniec taniego latania i czas na wakacje w kraju?

Wszystkie 20 największych linii lotniczych świata ścięło swoją siatkę połączeń z powodu niedoborów paliwa lotniczego i jego rosnących cen. Międzynarodowa Agencja Energii podała w połowie kwietnia, że Europie starczy paliwa lotniczego na około 6 tygodni. Sprawdziliśmy czy naprawdę jest aż tak źle i czeka nas kolejny kryzys na rynku lotniczym.

- W maju należy się spodziewać ścięcia siatki połączeń o około 3%.
- Obecny kryzys pokazuje, że wycofanie się lotnictwa z rozwoju zrównoważonego paliwa lotniczego było błędem, bo ma ono potencjał stabilizacji rynku.
- Kluczowe połączenia dla transportu lotniczego zostaną zachowane.
Po ataku USA i Izraela na Iran i zamknięciu Cieśniny Ormuz cena ropy Brent gwałtownie skoczyła do 100 dolarów za baryłkę na początku marca, a następnie spadła poniżej tego poziomu po rozpoczęciu rozmów o zawieszeniu broni w miesiącu. Jednak ceny paliwa lotniczego wzrosły jeszcze szybciej - do prawie 200 dolarów za baryłkę.
W maju siatka połączeń się skurczy
Cirium, globalna firma analityczna badająca rynek lotniczy ocenia, że w maju przepustowość może spaść o około 3%. Willie Walsh, dyrektor generalny Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA), organizacji zrzeszającej linie lotnicze, potwierdził te prognozy. Zapowiedział, że pod koniec maja zaczniemy obserwować odwołane loty w Europie z powodu braku paliwa lotniczego, co już się dzieje w niektórych częściach Azji.
Jednak komisarz Unii Europejskiej ds. transportu, Apostolos Tzitzikostas, zaprzeczył, jakoby kontynent był bliski wyczerpania zapasów paliwa lotniczego. W jego ocenie odwołane loty to skutek wysokich cen paliwa, a nie jego niedoborów.
Paraliżu lotniczego nie będzie
Czy więc w tym roku raczej musimy pożegnać się z wakacjami za granicą? Eryk Kłopotowski, ekspert ds. lotnictwa uspokaja, że aż tak źle nie będzie.
-Nie spodziewałbym się paraliżu lotniczego, o ile nie dojdzie do szerokiej eskalacji konfliktu zbrojnego. Obecne dane pokazują, że skala realnych zakłóceń w europejskiej siatce połączeń lotniczych jest ograniczona. Mówimy o zniknięciu kilku procent połączeń, głównie regionalnych i wewnątrzeuropejskich, które już wcześniej były słabo wypełnione i generowały wysokie koszty operacyjne – ocenił Kłopotowski.
Jak dodał nie są to połączenia kluczowe dla funkcjonowania systemu transportowego ani dla masowej turystyki, a koniec końców cięcie niektórych połączeń może wyjść lotnictwu na dobre.
-W praktyce część linii lotniczych wykorzystuje dzisiejszą sytuację jako pretekst do porządkowania siatki połączeń: konsolidowania rejsów, redukcji nierentownych tras czy podnoszenia cen tam, gdzie popyt i tak przewyższa podaż – komentuje ekspert.
Brak inwestycji w SAF było błędem
Rozwiązaniem na ten i podobne kryzysy mogłoby być częściowo SAF, a więc zrównoważone paliwo lotnicze. Jednak na razie mamy go za mało, aby wypełnić lukę po ropie. Zrównoważone paliwo lotnicze przez ostatnie lata zeszło na drugi, a nawet trzeci plan, głównie z powodów politycznych i kosztowych – szczególnie w okresie powrotu do tanich paliw kopalnych i presji na krótkoterminową rentowność.
-Obecna sytuacja przypomina jednak, jak delikatny i podatny na szoki jest system oparty niemal wyłącznie na jednym źródle energii i jednej geografii dostaw. SAF nie rozwiąże problemu braku paliwa jutro, ale wzmocni dywersyfikację źródeł, zmniejszy geopolityczną wrażliwość sektora i może stabilizować koszty w dłuższym okresie. Ten kryzys bardzo wyraźnie pokaże, że odkładanie SAF-u na później było błędem – przekonuje Kłopotowski.
Wydaje się więc, że zamknięcia całego sektora, jak za czasów COVID nie będzie, jednak lotnictwo czekają lekkie turbulencje. Z odwoływaniem wakacji za granicą można się wstrzymać, ale nie można wykluczyć, że będzie trochę drożej.










