Zakaz chińskich falowników? Europa i USA coraz ostrożniej patrzą na sprzęt z Chin

USA i Europa coraz ostrożniej podchodzą do chińskich falowników, traktując je nie tylko jako element instalacji PV, ale też część bezpieczeństwa energetycznego. Wyjaśniamy, dlaczego cyberbezpieczeństwo, dane i zdalne aktualizacje mogą coraz częściej decydować o wyborze urządzeń.

Falownik przestaje być tylko technicznym elementem instalacji PV, a staje się częścią bezpieczeństwa energetycznego. USA rozważają ograniczenia dla chińskich urządzeń, a Europa już zaostrza podejście do dostawców wysokiego ryzyka. Czy o wyborze falownika coraz częściej będzie decydować nie tylko cena i sprawność, ale też kontrola nad danymi i oprogramowaniem?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

USA i Europa coraz ostrożniej podchodzą do chińskich falowników, traktując je nie tylko jako element instalacji PV, ale też część bezpieczeństwa energetycznego. Wyjaśniamy, dlaczego cyberbezpieczeństwo, dane i zdalne aktualizacje mogą coraz częściej decydować o wyborze urządzeń.
  • USA mogą ograniczyć stosowanie chińskich falowników w projektach energetycznych. Powodem są obawy o cyberbezpieczeństwo sieci.
  • Falownik nie jest już tylko elementem instalacji PV. To urządzenie z oprogramowaniem, zdalnym dostępem i przepływem danych.
  • Zakaz kraju pochodzenia nie rozwiąże całego problemu. Kluczowe będą audyty, kontrola aktualizacji i jasne standardy bezpieczeństwa.

Administracja Donalda Trumpa ma przygotowywać ograniczenia dotyczące chińskich falowników stosowanych w projektach energetycznych w Stanach Zjednoczonych. Według doniesień Reutersa projekt opracowuje Federalna Komisja Łączności, a uzasadnieniem są obawy o cyberbezpieczeństwo sieci elektroenergetycznej. To nie jest jeszcze obowiązujące prawo, ale sygnał dla rynku jest czytelny: falownik przestaje być traktowany jak zwykły komponent instalacji PV.

Do tej pory spór o chińską fotowoltaikę koncentrował się głównie na cenach, cłach, nadpodaży modułów i dominacji przemysłowej. Teraz coraz mocniej wchodzi drugi wymiar – bezpieczeństwo. Nie chodzi już tylko o to, kto produkuje taniej. Chodzi o to, kto kontroluje urządzenia podłączone do sieci, kto aktualizuje ich oprogramowanie i gdzie trafiają dane z instalacji.

Dlaczego akurat falowniki?

Falownik nie tylko zamienia prąd stały z modułów PV na prąd przemienny. Nowoczesne urządzenia komunikują się z aplikacjami, serwerami producentów, systemami monitoringu, magazynami energii i coraz częściej z systemami zarządzania instalacją. W dużej skali taki sprzęt staje się elementem infrastruktury energetycznej, a nie tylko urządzeniem wiszącym na ścianie albo pracującym w kontenerze technicznym.

To właśnie ta komunikacja budzi największe obawy. Zdalna aktualizacja, połączenie z chmurą, możliwość zmiany parametrów pracy i integracja z magazynami energii są wygodne dla użytkownika i serwisu. Jednocześnie zwiększają powierzchnię potencjalnego ataku. Im więcej takich urządzeń pracuje w systemie, tym bardziej cyberbezpieczeństwo staje się sprawą energetyki, a nie tylko działów IT.

Europa też ogranicza sprzęt wysokiego ryzyka

Stany Zjednoczone nie są w tym podejściu odosobnione. Komisja Europejska nie wprowadziła prostego zakazu sprzedaży chińskich falowników na rynku UE, ale ogranicza możliwość finansowania projektów wykorzystujących inwertery od dostawców z krajów wysokiego ryzyka. Dotyczy to m.in. projektów fotowoltaicznych, wiatrowych i magazynów energii finansowanych ze środków unijnych oraz instrumentów EBI i EFI.

To rozwiązanie jest mniej spektakularne niż zakaz importu, ale może działać równie skutecznie w projektach publicznych i dużych inwestycjach. Jeżeli bank, fundusz albo instytucja publiczna nie chce ryzykować utraty finansowania, zaczyna wpisywać wymagania dotyczące dostawców już na etapie przetargu.

Czy dowody są jednoznaczne?

Tu potrzebna jest ostrożność. W 2025 r. Reuters informował o wykryciu nieudokumentowanych urządzeń komunikacyjnych w części chińskich falowników i systemów bateryjnych. Późniejsza analiza amerykańskich instytucji, opisywana przez media branżowe, nie znalazła jednak definitywnych dowodów na złośliwe funkcje w badanej próbce. Wskazano rozbieżności względem dokumentacji, ale nie potwierdzono celowego mechanizmu sabotażu.

To nie zamyka tematu. Cyberbezpieczeństwo nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś znajdzie cyfrową broń w urządzeniu. Ryzykiem są także złożone łańcuchy dostaw, zamknięte oprogramowanie, brak audytu kodu, niejasne procedury aktualizacji i zależność od zewnętrznej chmury producenta.

Zakaz kraju pochodzenia to za mało

Najprostsza odpowiedź brzmi: wykluczyć dostawców z danego kraju. Problem polega na tym, że to nie zastępuje standardów technicznych. Potrzebne są wymagania dotyczące pracy bez chmury, kontroli aktualizacji, lokalizacji danych, audytów oprogramowania, certyfikacji cyberbezpieczeństwa i procedur reagowania na incydenty.

Dla rynku oznacza to większe znaczenie falowników europejskich, amerykańskich, koreańskich czy japońskich, ale też presję na ceny i dostępność urządzeń. W przetargach coraz częściej mogą pojawiać się pytania nie tylko o sprawność, gwarancję i cenę, ale też o pochodzenie komponentów, serwery danych i możliwość zdalnego dostępu.

Polska też powinna patrzeć na falownik inaczej

Polska fotowoltaika również opiera się na urządzeniach komunikujących się z chmurą producentów. Dotyczy to farm PV, magazynów energii, instalacji C&I i prosumentów. Nawet jeśli nie będzie krajowego zakazu, unijne finansowanie, przetargi publiczne i wymagania cyberbezpieczeństwa mogą stopniowo zmieniać listę akceptowanych dostawców.

Spór o chińskie falowniki pokazuje, że transformacja energetyczna wchodzi w nowy etap. Nie wystarczy pytać, ile kosztuje urządzenie i jaką ma sprawność. Coraz ważniejsze będą pytania: kto kontroluje oprogramowanie, kto może zdalnie aktualizować sprzęt, gdzie trafiają dane i czy instalacja może bezpiecznie pracować bez zewnętrznej chmury. Falownik staje się nie tylko sercem instalacji PV, ale też elementem cyberbezpieczeństwa systemu energetycznego.

Źródła: Reuters, pv magazine USA, Komisja Europejska, ESS News.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia