Zapłacą prosumentom za wyłączenie fotowoltaiki. Lepsze to niż odgórna kontrola instalacji

Wyłączanie fotowoltaiki u prosumentów budzi w Polsce ogromne emocje, ale przykład Holandii pokazuje, że ten sam problem można rozwiązać zupełnie inaczej. Tam ograniczanie pracy domowych instalacji PV ma być dobrowolne, lokalne i wynagradzane, a prosument staje się partnerem systemu energetycznego, nie jego problemem. Czy model, w którym właściciel paneli dostaje pieniądze za czasowe ograniczenie produkcji, mógłby kiedyś zadziałać także w Polsce?

- W Holandii prosumenci mogą dobrowolnie ograniczać produkcję z fotowoltaiki. Za niewprowadzoną do sieci energię dostają wynagrodzenie.
- Wyjaśniamy, dlaczego w Polsce temat wyłączania fotowoltaiki budzi tak duże emocje. Kluczowe okazują się jasne zasady, dobrowolność i uczciwa zapłata dla prosumentów.
- Nadwyżki energii z PV będą coraz większym wyzwaniem dla sieci. Holenderski model pokazuje, że elastyczność prosumentów może być usługą, a nie przymusem.
Holendrzy płacą prosumentom za wyłączanie PV. W Polsce taki pomysł wywołałby burzę?
Wyłączanie domowej fotowoltaiki brzmi jak najgorszy sen prosumenta. Ktoś inwestuje własne pieniądze (no może z pomocą dotacji), montuje panele na dachu, produkuje energię, a potem słyszy, że w słoneczny dzień jego instalacja ma zostać ograniczona. W Polsce sama zapowiedź rozwiązań dających operatorom większe możliwości ingerencji w pracę mikroinstalacji wywołała ogromne emocje. Minister energii Miłosz Motyka sygnalizował później, że najbardziej kontrowersyjne przepisy nie zostaną wprowadzone. I dobrze, bo problem nie polega wyłącznie na tym, czy instalację można wyłączyć. Problem polega na tym, na jakich zasadach.
Holandia pokazuje, że da się o tym rozmawiać inaczej. Tam jeden z operatorów sieci dystrybucyjnych, Enexis, wyszedł do prosumentów z programem Zonnedimmer. To pilotaż dobrowolnego ograniczania pracy domowych instalacji PV w miejscach, gdzie sieć ma problem z przyjęciem energii. Nie chodzi więc o centralne, powszechne i automatyczne wyłączanie wszystkich instalacji, ale o lokalne działanie w konkretnych godzinach i konkretnych obszarach.
Dobrowolnie, z informacją i za pieniądze
Zasada jest prosta: prosument zgadza się na udział w programie, operator ogranicza produkcję tylko wtedy, gdy faktycznie występuje problem sieciowy, a właściciel instalacji otrzymuje wynagrodzenie za energię, której nie wprowadził do sieci. W pilotażu stawka wynosiła nawet 0,30 euro/kWh, czyli ponad 1,2 zł/kWh. W rozszerzonej wersji programu ma być niższa, ale nadal atrakcyjna: około 0,25 euro/kWh.
To zasadnicza różnica w porównaniu do tego, co zaproponowało Ministerstwo Energii w projekcie nowego rozporządzenia sieciowego. Tam operator miał mieć pełną możliwość sterowania fotowoltaiką, a także jej odłączenia w “skrajnych okolicznościach”. W Holandii prosument nie jest traktowany jak problem, który trzeba administracyjnie uciszyć, tylko jak uczestnik systemu, który może świadczyć usługę elastyczności. Operator nie mówi: “wyłączymy ci instalację, bo tak”. Mówi raczej: “mamy lokalny problem z siecią, pomożesz nam go rozwiązać, a my za to zapłacimy”.
Do tego dochodzi przejrzystość. Enexis informuje o planowanych ograniczeniach przez aplikację. Wyłączenia mają dotyczyć słonecznych dni, zwykle godzin 11-15, czyli okresu największej produkcji fotowoltaiki. Program był testowany w Helmond i Waalwijk, a teraz ma być rozszerzany na kolejne prowincje. Operator chciałby zachęcić do udziału około 55 tys. prosumentów.
- Zobacz również: Panele fotowoltaiczne znów drożeją. Czy o powrocie do niskich cen możemy tylko pomarzyć?
W Polsce zabrakło zaufania
W polskiej dyskusji problemem od początku była nie sama techniczna potrzeba zarządzania siecią, ale sposób komunikacji i konstrukcja przepisów. Gdy pojawił się pomysł większej kontroli nad falownikami i możliwością ograniczania pracy instalacji, wielu prosumentów odebrało to jako zamach na ich własność i na sens inwestowania w PV. Trudno się dziwić, jeśli przez lata słyszeli, że mają produkować własny prąd, a potem dowiadują się, że operator może dostać narzędzie do zdalnej ingerencji.
Gdyby jednak w Polsce zaproponowano model podobny do holenderskiego, protest prawdopodobnie wyglądałby inaczej. Dobrowolność, jasne reguły, lokalne ograniczenia, informacja z wyprzedzeniem i uczciwe wynagrodzenie całkowicie zmieniają odbiór sprawy. Prosument nie traci wtedy bez słowa, tylko zarabia na tym, że pomaga systemowi.
Elastyczność zamiast konfliktu
Polska będzie musiała nauczyć się zarządzać nadwyżkami energii z fotowoltaiki. Tego nie da się uniknąć. Im więcej instalacji PV, tym częściej sieć będzie miała problem w słoneczne dni przy niskim zapotrzebowaniu. I niestety pytanie brzmi nie “czy ograniczenia będą potrzebne?”, ale “czy będą wprowadzane z głową?”.
Holenderski przykład pokazuje, że wyłączanie fotowoltaiki nie musi oznaczać wojny z prosumentami. Może być usługą systemową, za którą właściciel instalacji dostaje konkretne pieniądze. I właśnie tu jest najważniejsza lekcja dla Polski: jeśli państwo chce elastyczności od obywateli, musi im za tę elastyczność zapłacić i jasno wyjaśnić zasady gry.
Bo prosumenci nie protestują przeciwko logice pracy sieci. Protestują wtedy, gdy czują, że po raz kolejny zmienia się im reguły po fakcie. Holenderski model pokazuje, że można inaczej: nie kijem, tylko umową.
Źródła: Enexis, Zonnedimmer, Solar Magazine, Solar365, Tweakers, Omroep Brabant, Rijksoverheid, IEA PVPS, SolarPower Europe.











