Zapomniani prosumenci, niewykorzystany budżet – pora na podsumowanie dotacji po programie Mój Prąd

Mój Prąd się skończył, ale prosumenci nie przestali inwestować – zmieniło się tylko pytanie. Coraz mniej chodzi o samo zakładanie paneli, a coraz bardziej o to, jak zatrzymać energię w domu i wykorzystać ją wtedy, gdy naprawdę jest potrzebna. Czy przejściowy program dotacji do magazynów energii dobrze wypełnił lukę po największym prosumenckim wsparciu? Czy to sukces, a może porażka? Zapraszamy na podsumowanie programu Przydomowe Magazyny Energii - część 1.

- Program Przydomowe Magazyny Energii wypełnił lukę po Moim Prądzie. Największe zainteresowanie dotyczyło magazynów energii elektrycznej.
- Pierwszy nabór przyciągnął zdecydowanie więcej prosumentów niż drugi. Dodatkowy nabór był potrzebny, bo część inwestorów wypadła z pierwotnych zasad.
- Program wsparł tysiące inwestycji, ale nie był wolny od błędów. Problemem były zbyt szeroka alokacja i zasady, które trzeba było później poprawiać.
Program Przydomowe Magazyny Energii – część 1 miał być pomostem po zakończeniu Mojego Prądu 6.0. I liczby pokazują, że taka luka rzeczywiście była na rynku. W obu naborach złożono łącznie 14 247 wniosków bez odrzuconych, na kwotę 251 034 705 zł. Średnia wartość dotacji wyniosła 17 620 zł.
Największe zainteresowanie dotyczyło magazynów energii elektrycznej. W statystykach pojawia się 12 862 takich urządzeń, na łączną kwotę 167 949 362 zł. Średnia dotacja do magazynu energii wyniosła 13 058 zł. To pokazuje, że po kolejnych edycjach Mojego Prądu prosumenci coraz częściej nie pytają już tylko o panele, ale o to, jak zatrzymać energię u siebie.
Pierwszy nabór zdecydowanie większy od drugiego
Program przejściowy po Moim Prądzie 6.0 został podzielony na dwa nabory. Pierwszy trwał od 30 marca do 8 maja 2026 r. i to właśnie on odpowiadał za zdecydowaną większość zainteresowania. W pierwszym naborze złożono 12 967 wniosków, a kwota dofinansowania wyniosła 229 445 010 zł. Średnio było to 17 695 zł na wniosek. Dotyczył on osób, których instalacje zostały zrealizowane i przyłączone od 1 sierpnia 2024 r. do 31 października 2025 r.
Drugi nabór, uruchomiony 8 czerwca i zaplanowany do 19 czerwca 2026 r., był już znacznie mniejszy. W jego ramach złożono 1 280 wniosków na kwotę 21 589 695 zł, przy średniej dotacji 16 867 zł. Tutaj sprawa była poważniejsza, a dlaczego? Dlatego, że dotacja tylko na magazyny energii, która ma ruszyć we wrześniu (Przydomowe Magazyny Energii – część 2) ma okres kwalifikowalności kosztów od 1 listopada 2025 r. Oznaczało to, że z pierwszej części programu wypadli prosumenci, którzy zainwestowali przed 31 października, ale przyłączenie nastąpiło po tej dacie. Te osoby trafiły do szarej strefy i nie byłoby dla nich dotacji. Po czasie — na szczęście – NFOŚiGW wsłuchał się w liczne głosy i uruchomił drugi nabór.
W statystykach pojawia się też 470 wniosków wycofanych. Ich łączna wartość wyniosła 8 590 746 zł, a średnia kwota dotacji 18 278 zł.
Która grupa była najbardziej oblegana?
Największym zainteresowaniem cieszyła się Grupa 1, czyli prosumenci rozliczający się w net-billingu, którzy wcześniej nie skorzystali z dofinansowania do mikroinstalacji fotowoltaicznej. W obu naborach złożyli oni 10 878 wniosków na kwotę 204 431 756 zł.
Dla porównania, Grupa 2, obejmująca osoby, które wcześniej otrzymały dofinansowanie do PV w programie Mój Prąd, złożyła 1 721 wniosków na kwotę 22 325 242 zł.
Najmniejsza była Grupa 3, czyli prosumenci, którzy dostali wsparcie do PV z innych środków publicznych, np. programu Czyste Powietrze albo programów gminnych. W tej grupie złożono 1 178 wniosków na kwotę 15 686 961 zł.
Różnica jest ogromna. Grupa 1 odpowiadała za blisko cztery piąte wszystkich wniosków przypisanych do grup dofinansowania. To jasny sygnał, że program najmocniej trafił do prosumentów, którzy dopiero teraz chcieli połączyć inwestycję w PV z magazynowaniem energii.

Magazyny energii zdominowały program
W programie można było ubiegać się o wsparcie nie tylko na magazyn energii elektrycznej, ale również na mikroinstalację PV i magazyn ciepła. Statystyki pokazują jednak, gdzie był główny ciężar naboru.
Najwięcej zgłoszeń dotyczyło magazynów energii elektrycznej – 12 862 urządzenia. Na drugim miejscu znalazły się mikroinstalacje PV – 10 729 zgłoszeń na kwotę 69 588 493 zł. Magazyny ciepła pojawiły się znacznie rzadziej – 2 011 zgłoszeń na kwotę 4 896 753 zł.
To nie jest zaskoczenie. Program miał zwiększać autokonsumpcję energii z fotowoltaiki, a magazyn energii elektrycznej jest dla prosumenta najbardziej bezpośrednim narzędziem. Pozwala ograniczyć oddawanie nadwyżek do sieci i lepiej wykorzystać własną produkcję.
Ile pieniędzy zostało z budżetu programu?
Budżet programu Przydomowe Magazyny Energii – część 1 wynosił 335 mln zł ze środków KPO. Po dwóch naborach łączna kwota dofinansowania wynikająca ze złożonych wniosków wyniosła 251 034 705 zł. To oznacza, że niewykorzystana część budżetu to około 83,97 mln zł.
Te środki nie mają jednak zostać przeznaczone na kolejny nabór dla prosumentów. Zgodnie z zapowiedziami niewykorzystane pieniądze mają trafić na modernizację sieci elektroenergetycznych. To ważny kierunek, bo rozwój magazynów energii i fotowoltaiki nie rozwiąże wszystkich problemów, jeśli sieci dystrybucyjne nie będą w stanie sprawnie przyjmować, bilansować i przesyłać energii z rozproszonych źródeł. W praktyce oznacza to, że część pieniędzy z programu prosumenckiego ma wesprzeć infrastrukturę, od której zależy dalszy rozwój energetyki rozproszonej.
- Zobacz również: Największy błąd przy magazynie energii? Traktowanie go jak zwykłego dodatku do fotowoltaiki
Czy program przejściowy spełnił swoją rolę?
Przydomowe Magazyny Energii – część 1 miały być rozwiązaniem przejściowym między Moim Prądem 6.0 a nowym programem magazynowym finansowanym z Funduszu Modernizacyjnego. Patrząc na liczbę wniosków, program faktycznie odpowiedział na realną potrzebę rynku. Ponad 12,8 tys. zgłoszonych magazynów energii elektrycznej pokazuje, że prosumenci chcą nie tylko produkować prąd, ale też zatrzymywać go u siebie i wykorzystywać wtedy, gdy jest im najbardziej potrzebny.
Nie oznacza to jednak, że program był dobrze zaprojektowany od początku do końca. Po pierwsze, alokacja okazała się zbyt duża względem rzeczywistego zainteresowania. Przez pewien czas istniało ryzyko, że środki po prostu nie zostaną wykorzystane w terminie. I przepadną.
Po drugie, problemem była sama konstrukcja zasad. W pierwszym podejściu pominięto grupę prosumentów, którzy zainwestowali w instalację i magazyn do 31 października 2025 r., ale ich przyłączenie do sieci nastąpiło dopiero później. To nie była niszowa sytuacja, tylko realny przypadek inwestorów uzależnionych od terminów operatorów sieci. Dopiero później doprecyzowano zasady i uruchomiono kolejny nabór, w którym istotne było zgłoszenie instalacji do przyłączenia do OSD do 31 października, a nie samo faktyczne przyłączenie w tym terminie.
I właśnie to powinno zostać uściślone od razu. Program przejściowy miał łatać lukę po Moim Prądzie 6.0, ale sam przez pewien czas stworzył kolejną lukę – dla osób, które wykonały inwestycję w wymaganym okresie, tylko nie zdążyły z przyłączeniem z powodów często niezależnych od siebie. Dlatego odpowiedź na pytanie, czy program spełnił swoją rolę, nie jest jednoznaczna. Tak – bo pieniądze trafiły do tysięcy prosumentów i wsparły rozwój magazynów energii. Ale nie w pełni – bo budżet był za duży, zasady wymagały korekty, a część beneficjentów musiała czekać na naprawienie problemu, który można było przewidzieć wcześniej.
Źródło: NFOŚiGW, GLOBENERGIA.











