Zmiany w F-gazach. Czego potrzebuje europejski rynek pomp ciepła?

Dynamiczne zmiany w przepisach F-gazowych stawiają europejskich producentów pomp ciepła w sytuacji, w której rozwój technologiczny przestaje nadążać za tempem regulacji. Robert Galara ostrzega, że bez przewidywalnych zasad europejska produkcja może zostać wyparta przez tańszy import.

- Kolejne aktualizacje F-gazów wymuszają kosztowne modyfikacje konstrukcji i nowe certyfikacje urządzeń. Dla wielu firm to procesy trwające miesiące lub lata, które spowalniają rozwój.
- Podczas gdy europejscy producenci inwestują w efektywność A+++, na rynek trafiają technologie B–D korzystające z takich samych form wsparcia. To – zdaniem Galary – zaburza równowagę i osłabia unijny przemysł.
- Nadmierne poleganie na komponentach spoza Europy może w sytuacji kryzysowej zatrzymać produkcję na długie miesiące. Dlatego branża potrzebuje stabilnych reguł gry i długofalowej polityki wspierającej lokalnych producentów.
Podczas debaty w trakcie Kongresu TRENDY 2025 Robert Galara, prezes firmy Galmet, podkreślał, że polscy producenci znajdują się dzisiaj w szczególnie wymagającej sytuacji. Odnosząc się do zmian wynikających z rozporządzenia F-gazowego, zaznaczył, że tempo wdrażania coraz bardziej rygorystycznych wymogów stawia przed rodzimymi firmami wyzwania, którym nie zawsze mogą sprostać. Nie pomaga to także konkurować na równych zasadach z potężnym importem z Dalekiego Wschodu. Jak mówił, choć wszyscy w branży zgadzają się, że trzeba nadążać za przepisami, realia produkcyjne w Polsce i Europie powodują jednak, że proces dostosowania do nowych norm staje się coraz bardziej obciążający dla budżetów rodzimych firm, które dopiero budują skalę produkcji pomp.
Czy pompy ciepła potrzebują zmian?
Pompy ciepła – technologia, którą Unia Europejska promuje jako kluczową dla dekarbonizacji – same w sobie są jednymi z najczystszych dostępnych systemów grzewczych. Jednocześnie to właśnie one są objęte najbardziej szczegółowymi i kosztownymi regulacjami, dotyczącymi m.in. zmian czynników chłodniczych, podwyższania klas efektywności czy konieczności dostosowania konstrukcji urządzeń do nowych limitów F-gazowych. Bo przypomnijmy – najbliższe poważne zmiany dotkną nas już w 2027 roku, kiedy to do obrotu nie będą mogły być dopuszczane pompy ciepła typu split na R32 o mocy poniżej 12 kW.
“Pompa ciepła sama w sobie jest najlepszym, czystym źródłem ciepła i uważam, że elementem niestabilności dla producenta jest to, że zmienić parametry pompy ciepła, zrobić nowe badania i nowe certyfikaty, to nie jest prosta sprawa. Co więcej, to nie jest sprawa tania” – wyjaśniał Robert Galara – prezes firmy Galmet.
Rozporządzenie F-gazowe vs. europejscy producenci
W ostatnich latach rozporządzenie F-gazowe było kilkukrotnie aktualizowane. Dla producentów pomp ciepła oznacza to konieczność przechodzenia na nowe czynniki chłodnicze – często palne, wymagające zmiany konstrukcji urządzeń, dodatkowych zabezpieczeń i zupełnie nowych badań certyfikacyjnych. Każda taka zmiana to miesiące, a nawet lata prac R&D, co generuje dodatkowe koszty i spowalnia produkcję. A kolejne zmiany już przed nami.
Na tym tle – jak wskazywał Galara – pojawia się fundamentalna nierówność. Podczas gdy europejscy producenci inwestują ogromne środki w spełnienie coraz wyższych norm, na rynku nadal funkcjonują technologie grzewcze o zdecydowanie niższych klasach energetycznych, które mogą liczyć na dofinansowanie jak pompy ciepła. W ocenie Galary takie zasady niszczą równowagę konkurencyjną i osłabiają europejskie firmy wobec producentów spoza Unii.
“My będziemy mieli w Europie bardzo czyste powietrze, tylko że nic się nie będzie produkowało. To ja się na to nie zgadzam i myślę, że europejscy producenci także. Warto o tym wspomnieć, bo bez stabilnych zasad nie da się rozwijać produkcji w sposób odpowiedzialny” – komentował Robert Galara z firmy Galmet.
Bez długofalowej wizji polityki energetycznej i stabilnych ram legislacyjnych branża nie będzie w stanie inwestować w rozwój technologiczny. Zmiana klasyfikacji, przejście na nowe czynniki chłodnicze, konieczność ciągłych modyfikacji urządzeń – te procesy są kosztowne i wymagają czasu. Jeśli regulacje będą zmieniały się zbyt szybko, firmy nie będą w stanie reagować adekwatnie, a rynek zacznie się kurczyć.
Wskazywał też na ryzyko nadmiernej zależności od komponentów spoza Europy. W sytuacji kryzysowej import części może zostać ograniczony, co zatrzyma produkcję na długie miesiące. Dlatego apelował, aby patrzeć szerzej: wspierać europejskich producentów, zamiast uzależniać rynek wyłącznie od importu najtańszych technologii.
- Zobacz również: Pompa ciepła czy inne urządzenie grzewcze? Jak inwestorzy podejmują decyzje o zakupie?
Koniec krótkowzroczności?
Galara uważa, że Europa nie może pozwolić sobie na politykę, w której dąży do czystości powietrza kosztem całkowitej utraty własnej produkcji. Pompy ciepła już dziś spełniają najwyższe standardy ekologiczne, a producenci inwestują w rozwiązania A++ czy A+++ podczas gdy niektóre sprowadzane technologie ledwo mieszczą się w klasach B–D, mimo to korzystają z równie atrakcyjnych programów wsparcia.
Jak zaznaczył ekspert, obecny model przypomina sytuację, w której regulator wysyła producentów na ring, nakazując walczyć zgodnie z zasadami, walczyć fair, ale jednocześnie wiąże im ręce. Właśnie tak opisywał aktualną rzeczywistość rynkową: wysokie wymagania wobec pomp ciepła zestawione z łagodnym traktowaniem mniej efektywnych, często importowanych rozwiązań. Istnieje więc ryzyko systemowe, które może doprowadzić do marginalizacji europejskiej produkcji.
Według Galary taka sytuacja jest nie do utrzymania. Jego apel jest jasny: regulacje muszą być spójne, przewidywalne i równoważne dla wszystkich technologii. Tylko wtedy branża pomp ciepła będzie mogła rozwijać się w tempie, jakiego oczekuje od niej europejska polityka klimatyczna.
Opracowanie własne na podstawie wystąpienia Roberta Galary – prezesa zarządu firmy Galmet – w trakcie Kongresu TRENDY 2025.










