Zostali z kredytem i bez dotacji! Skutki nagłego zamknięcia Mojej Elektrowni Wiatrowej

Program Moja Elektrownia Wiatrowa miał działać do 2028 roku, ale nabór zakończono wcześniej – i szybciej, niż wielu inwestorów się spodziewało. Dla części osób oznacza to inwestycje sfinansowane kredytem bez możliwości uzyskania zapowiadanej dotacji. Czy sposób komunikacji zmian nie podważa zaufania do publicznych programów wsparcia?

- Choć budżet programu wynosił 400 mln zł, nabór zamknięto po rozdysponowaniu 150 mln zł, a pozostałe środki mają trafić na inne cele ekologiczne. Dla inwestorów będących w trakcie realizacji projektów oznaczało to nagłą zmianę reguł gry.
- Przypadek Pana Tomasza pokazuje skalę problemu – 120 tys. zł zainwestowane w instalację wiatrową, kredyt i brak możliwości złożenia wniosku po niespodziewanym zamknięciu naboru. Decyzja inwestycyjna była podejmowana w oparciu o komunikowane wcześniej terminy.
- Choć program miał charakter niszowy, konsekwencje finansowe dla poszczególnych inwestorów są realne i dotkliwe. W kontekście transformacji energetycznej kluczowe pozostaje pytanie o stabilność zasad i przewidywalność wsparcia publicznego.
Program Moja Elektrownia Wiatrowa od początku był rozwiązaniem niszowym – skierowanym do osób gotowych ponieść wysokie koszty inwestycji w przydomowe turbiny. Skala nie była porównywalna z Moim Prądem, ale dla części inwestorów stanowił realne wsparcie przy projektach sięgających kilkudziesięciu lub ponad stu tysięcy złotych.
Pierwotnie program miał trwać do końca 2028 roku, a budżet wynosił 400 mln zł. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zapowiedział jednak, że nabór potrwa do końca lutego lub do wyczerpania alokowanych 150 mln zł. Co z resztą? Udało nam się ustalić, że pozostała część pieniędzy zostanie przetransferowana na inne ekologiczne cele.
Inwestycja w toku i zamknięty nabór w programie Moja Elektrownia Wiatrowa
Jednak pomimo tych zapowiedzi program został zamknięty 20 lutego. Dla osób będących w trakcie realizacji inwestycji oznaczało to nagłą zmianę sytuacji finansowej. Jednym z nich jest Pan Tomasz, który skontaktował się z naszą redakcją.
“Na przydomową instalację wiatrową przeznaczyłem około 120 tys. zł, finansując ją kredytem. Decyzję o inwestycji podjąłem w oparciu o komunikowane terminy oraz informacje o dostępności środków. Instalacja została wykonana profesjonalnie i zgodnie z wymaganiami programu. Zbierając dokumenty do wniosku, przyspieszyłem formalności, aby zdążyć przed końcem lutego” – przekazał naszej redakcji Pan Tomasz.
W jego przypadku inwestycja została zrealizowana zgodnie z założeniami programu. Decyzję o realizacji instalacji podjął w oparciu o informacje uzyskane telefonicznie jeszcze w grudniu 2025 roku, kiedy to nie było mowy o wcześniejszym zakończeniu naboru. Problem pojawił się na etapie składania wniosku o dofinansowanie.
“Niestety program został nagle zamknięty 20 lutego, co uniemożliwiło mi złożenie wniosku. W efekcie zostałem z kredytem na 98 tys. zł oraz zobowiązaniem finansowym, które podjąłem w przekonaniu, że dotacja będzie możliwa do uzyskania. Obecnie nie wiem, jakie kroki mogę podjąć i czuję się w tej sytuacji oszukany” – słusznie skarży się nasz czytelnik.
W kolejnej wiadomości Pan Tomasz doprecyzował, jak wyglądały jego założenia finansowe. Jak podkreśla, nie chodzi o symboliczne wsparcie, tylko o konkretną kwotę, która była elementem planu inwestycyjnego.
“Planując inwestycję, liczyłem na około 47 tys. zł zwrotu z dotacji i w oparciu o to układałem swój budżet oraz decyzję kredytową. Bez tego wsparcia wpadam w poważne problemy finansowe, ponieważ nie przewidziałem tak dużego obciążenia. Ta sytuacja realnie odbije się na mojej rodzinie – utrzymuję dwoje małych dzieci i każde dodatkowe zobowiązanie finansowe ma dla nas duże znaczenie" – mówi Pan Tomasz.
Problem szerszy niż jeden przypadek
To przypadek jednostkowy, ale trudno zakładać, że odosobniony. Przy projektach wymagających przygotowania technicznego, zamówienia urządzeń, uzyskania zgód i często finansowania kredytem decyzja inwestycyjna nie zapada z dnia na dzień. Proces trwa tygodnie, a czasem miesiące.
Co istotne – program nie wymagał obowiązkowych, długoterminowych pomiarów wiatru, choć przy tego typu inwestycjach są one standardem w profesjonalnym podejściu do projektowania. Część inwestorów prowadziła jednak własne analizy warunków wietrznych, przygotowując się do projektu z wyprzedzeniem. W sytuacji nagłego zamknięcia naboru zostają oni z poniesionymi kosztami i bez szans na dofinansowanie.
“Uważam, że sprawa może dotyczyć większej liczby osób, które podjęły inwestycje w dobrej wierze, w zaufaniu do zasad programu publicznego. Być może warto przyjrzeć się temu, jak komunikowane były zmiany i jakie skutki przyniosły dla inwestorów” – mówi Pan Tomasz.
Zaufanie jako fundament transformacji energetycznej
Trudno dziś oszacować, ile osób znalazło się w podobnej sytuacji – czy są to dziesiątki, czy setki przypadków. Przy mniejszej skali programu liczba ta zapewne nie jest duża w ujęciu ogólnokrajowym, ale dla każdego z inwestorów konsekwencje finansowe są bardzo konkretne.
“Zdecydowałem się na tę inwestycję, ponieważ uwierzyłem w ideę dbania o środowisko, rozwój odnawialnych źródeł energii oraz w program rządowy, który był szeroko promowany jako wsparcie dla takich działań. Dziś jednak czuję się wprowadzony w błąd i żałuję, że zaufałem tym zapewnieniom oraz obietnicom wsparcia” – dodaje Pan Tomasz.
Transformacja energetyczna opiera się na zaufaniu do stabilności reguł gry. Jeżeli inwestorzy indywidualni mają angażować własne środki – często kredytowe – muszą mieć poczucie, że komunikowane warunki programu nie zmienią się z dnia na dzień bez wyraźnego sygnału ostrzegawczego. Jesteś w podobnej sytuacji? Zostaw komentarz lub napisz na adres redakcja@globenergia.pl
Źródło: własne.










