Zostali z kredytem i bez dotacji! Skutki nagłego zamknięcia Mojej Elektrowni Wiatrowej

Tylko u nas
Program Moja Elektrownia Wiatrowa miał działać do 2028 roku, ale nabór zakończono wcześniej – i szybciej, niż wielu inwestorów się spodziewało. Dla części osób oznacza to inwestycje sfinansowane kredytem bez możliwości uzyskania zapowiadanej dotacji. Czy sposób komunikacji zmian nie podważa zaufania do publicznych programów wsparcia?

Program Moja Elektrownia Wiatrowa miał działać do 2028 roku, ale nabór zakończono wcześniej – i szybciej, niż wielu inwestorów się spodziewało. Dla części osób oznacza to inwestycje sfinansowane kredytem bez możliwości uzyskania zapowiadanej dotacji. Czy sposób komunikacji zmian nie podważa zaufania do publicznych programów wsparcia?

Zdjęcie autora: Michał Jakubiec

Michał Jakubiec

Redaktor GLOBENERGIA
Tylko u nas
Program Moja Elektrownia Wiatrowa miał działać do 2028 roku, ale nabór zakończono wcześniej – i szybciej, niż wielu inwestorów się spodziewało. Dla części osób oznacza to inwestycje sfinansowane kredytem bez możliwości uzyskania zapowiadanej dotacji. Czy sposób komunikacji zmian nie podważa zaufania do publicznych programów wsparcia?
  • Choć budżet programu wynosił 400 mln zł, nabór zamknięto po rozdysponowaniu 150 mln zł, a pozostałe środki mają trafić na inne cele ekologiczne. Dla inwestorów będących w trakcie realizacji projektów oznaczało to nagłą zmianę reguł gry.
  • Przypadek Pana Tomasza pokazuje skalę problemu – 120 tys. zł zainwestowane w instalację wiatrową, kredyt i brak możliwości złożenia wniosku po niespodziewanym zamknięciu naboru. Decyzja inwestycyjna była podejmowana w oparciu o komunikowane wcześniej terminy.
  • Choć program miał charakter niszowy, konsekwencje finansowe dla poszczególnych inwestorów są realne i dotkliwe. W kontekście transformacji energetycznej kluczowe pozostaje pytanie o stabilność zasad i przewidywalność wsparcia publicznego.

Program Moja Elektrownia Wiatrowa od początku był rozwiązaniem niszowym – skierowanym do osób gotowych ponieść wysokie koszty inwestycji w przydomowe turbiny. Skala nie była porównywalna z Moim Prądem, ale dla części inwestorów stanowił realne wsparcie przy projektach sięgających kilkudziesięciu lub ponad stu tysięcy złotych.

Pierwotnie program miał trwać do końca 2028 roku, a budżet wynosił 400 mln zł. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zapowiedział jednak, że nabór potrwa do końca lutego lub do wyczerpania alokowanych 150 mln zł. Co z resztą? Udało nam się ustalić, że pozostała część pieniędzy zostanie przetransferowana na inne ekologiczne cele. 

Inwestycja w toku i zamknięty nabór w programie Moja Elektrownia Wiatrowa

Jednak pomimo tych zapowiedzi program został zamknięty 20 lutego. Dla osób będących w trakcie realizacji inwestycji oznaczało to nagłą zmianę sytuacji finansowej. Jednym z nich jest Pan Tomasz, który skontaktował się z naszą redakcją.

“Na przydomową instalację wiatrową przeznaczyłem około 120 tys. zł, finansując ją kredytem. Decyzję o inwestycji podjąłem w oparciu o komunikowane terminy oraz informacje o dostępności środków. Instalacja została wykonana profesjonalnie i zgodnie z wymaganiami programu. Zbierając dokumenty do wniosku, przyspieszyłem formalności, aby zdążyć przed końcem lutego” – przekazał naszej redakcji Pan Tomasz.

W jego przypadku inwestycja została zrealizowana zgodnie z założeniami programu. Decyzję o realizacji instalacji podjął w oparciu o informacje uzyskane telefonicznie jeszcze w grudniu 2025 roku, kiedy to nie było mowy o wcześniejszym zakończeniu naboru. Problem pojawił się na etapie składania wniosku o dofinansowanie.

“Niestety program został nagle zamknięty 20 lutego, co uniemożliwiło mi złożenie wniosku. W efekcie zostałem z kredytem na 98 tys. zł oraz zobowiązaniem finansowym, które podjąłem w przekonaniu, że dotacja będzie możliwa do uzyskania. Obecnie nie wiem, jakie kroki mogę podjąć i czuję się w tej sytuacji oszukany” – słusznie skarży się nasz czytelnik.

W kolejnej wiadomości Pan Tomasz doprecyzował, jak wyglądały jego założenia finansowe. Jak podkreśla, nie chodzi o symboliczne wsparcie, tylko o konkretną kwotę, która była elementem planu inwestycyjnego.

“Planując inwestycję, liczyłem na około 47 tys. zł zwrotu z dotacji i w oparciu o to układałem swój budżet oraz decyzję kredytową. Bez tego wsparcia wpadam w poważne problemy finansowe, ponieważ nie przewidziałem tak dużego obciążenia. Ta sytuacja realnie odbije się na mojej rodzinie – utrzymuję dwoje małych dzieci i każde dodatkowe zobowiązanie finansowe ma dla nas duże znaczenie" – mówi Pan Tomasz.

Problem szerszy niż jeden przypadek

To przypadek jednostkowy, ale trudno zakładać, że odosobniony. Przy projektach wymagających przygotowania technicznego, zamówienia urządzeń, uzyskania zgód i często finansowania kredytem decyzja inwestycyjna nie zapada z dnia na dzień. Proces trwa tygodnie, a czasem miesiące. 

Co istotne – program nie wymagał obowiązkowych, długoterminowych pomiarów wiatru, choć przy tego typu inwestycjach są one standardem w profesjonalnym podejściu do projektowania. Część inwestorów prowadziła jednak własne analizy warunków wietrznych, przygotowując się do projektu z wyprzedzeniem. W sytuacji nagłego zamknięcia naboru zostają oni z poniesionymi kosztami i bez szans na dofinansowanie.

“Uważam, że sprawa może dotyczyć większej liczby osób, które podjęły inwestycje w dobrej wierze, w zaufaniu do zasad programu publicznego. Być może warto przyjrzeć się temu, jak komunikowane były zmiany i jakie skutki przyniosły dla inwestorów” – mówi Pan Tomasz.

Zaufanie jako fundament transformacji energetycznej

Trudno dziś oszacować, ile osób znalazło się w podobnej sytuacji – czy są to dziesiątki, czy setki przypadków. Przy mniejszej skali programu liczba ta zapewne nie jest duża w ujęciu ogólnokrajowym, ale dla każdego z inwestorów konsekwencje finansowe są bardzo konkretne.

“Zdecydowałem się na tę inwestycję, ponieważ uwierzyłem w ideę dbania o środowisko, rozwój odnawialnych źródeł energii oraz w program rządowy, który był szeroko promowany jako wsparcie dla takich działań. Dziś jednak czuję się wprowadzony w błąd i żałuję, że zaufałem tym zapewnieniom oraz obietnicom wsparcia” – dodaje Pan Tomasz.

Transformacja energetyczna opiera się na zaufaniu do stabilności reguł gry. Jeżeli inwestorzy indywidualni mają angażować własne środki – często kredytowe – muszą mieć poczucie, że komunikowane warunki programu nie zmienią się z dnia na dzień bez wyraźnego sygnału ostrzegawczego. Jesteś w podobnej sytuacji? Zostaw komentarz lub napisz na adres redakcja@globenergia.pl

Źródło: własne.

Zdjęcie autora: Michał Jakubiec

Michał Jakubiec

Redaktor GLOBENERGIA