Czy Unia Europejska potrzebuje leasingu socjalnego dla samochodów elektrycznych?

Jednym ze sposobów na ożywienie sprzedaży samochodów elektrycznych w Unii Europejskiej jest leasing socjalny, z sukcesem realizowany już we Francji. Według raportu instytutu Transport & Environment, w perspektywie 2032 roku pozwoliłoby to na szybką przesiadkę do pojazdów zeroemisyjnym 3 milionom gospodarstw domowych w pięciu największych unijnych państwach. Autorzy raportu wskazują również na sposób finansowania leasingu socjalnego.

Zdjęcie autora: Marek Wicher

Marek Wicher

Redaktor GLOBENERGIA
  • W strukturach unijnych raz po raz dyskutowany jest pomysł uruchomienia leasingu socjalnego samochodów elektrycznych w pięciu największych krajach UE.
  • Do programu kwalifikowałyby się jedynie modele elektryków w cenie do 25 tysięcy euro.
  • Cel programu to zapobieżenie wykluczeniu komunikacyjnemu, którym w niedalekiej przyszłości zagrożone są gospodarstwa o niskich dochodach.
  • Tanie i masowe elektryki w języku księgowych oznaczają małe marże, a co za tym idzie również niższe dywidendy na zamknięcie roku obrachunkowego.

Leasing socjalny – co to za pomysł?

Wielkim problemem elektromobilności – nie tylko w Europie – są wysokie ceny nowych samochodów. Kiedy proces dekarbonizacji transportu rozpoczął się na dobre, większość producentów oferowała modele, które śmiało można byłoby nazwać drogimi, albo nawet bardzo drogimi. Ceny najtańszych wtedy modeli rozpoczynały się w okolicach 170-180 tysięcy złotych, a mówimy w tym momencie o latach 2018-2019, kiedy najtańsze auta benzynowe (kompaktowe, czyli segmentu C) kosztowały około 40-50 tysięcy złotych.

Przy tak wysoko określonym progu wejścia do świata elektromobilności, nie dziwi słabe tempo przesiadki Europejczyków do samochodów zeroemisyjnych, którego nie poprawiły nawet sowite dopłaty w wielu krajach członkowskich.

Aby radykalnie poprawić sytuację w zakresie wdrażania elektromobilności, w strukturach unijnych raz po raz dyskutowany jest pomysł uruchomienia leasingu socjalnego samochodów elektrycznych w pięciu największych krajach UE (Niemcy, Polska, Włochy, Francja, Hiszpania).

Na czym miałby on polegać? Do programu kwalifikowałyby się jedynie modele elektryków w cenie do 25 tysięcy euro (choć rozważany jest też próg 20 tysięcy euro), które wynajmowane byłyby w cenie od 130 do 215 euro miesięcznie, na okres 5, a nawet sześciu lat.

Ta forma użytkowania pojazdu zeroemisyjnego dostępna byłaby jedynie dla rodzin o niskich, co najwyżej średnich dochodach, które dzięki temu mogłyby zrezygnować z użytkowania samochodu spalinowego.

Co istotne – leasing socjalny nie wymagałby żadnej wpłaty własnej, a więc z racji stosunkowo niskich miesięcznych kosztów użytkowania, według szacunków instytutu T&E, byłby dostępny dla około 3 milionów gospodarstw domowych.

A to z kolei pozwoliłoby – w perspektywie 2032 roku – zwiększyć liczbę elektryków w Polsce o prawie 600 tysięcy pojazdów.

Leasing socjalny to nie nowy pomysł

Gdyby ktoś w tym miejscu chciał się zapytać, czy ten pomysł ma sens, spieszę z kategoryczną odpowiedzią, że tak.

Najlepszym dowodem na słuszność kierunku promocji elektromobilności, jest program, który od początku ubiegłego roku funkcjonuje we Francji i który okazał się tak ogromnym sukcesem, że nabór zakończył się w ciągu miesiąca od jego uruchomienia.

Na początku 2024 roku Francuzi rzucili się na leasing socjalny elektryków, który dostępny był dla rodzin o niskich dochodach. Miesięczny czynsz za jazdę pojazdem zeroemisyjnym zbliżony był do 100 euro (w zależności od modelu), a program przewidywał udostępnienie w tej formie około 20 tysięcy aut.

Mimo początkowego sceptycyzmu, Francuzi masowo składali wnioski, a dostępna pula aut wyczerpała się już po miesiącu. W 2024 roku program zawieszono, a w tym sezonie liczbę elektryków finansowanych w tym programie zwiększono do 40 tysięcy sztuk.

Leasing socjalny – czy jest nam potrzebny?

Tu odpowiedź jest bardziej niż oczywista: zdecydowanie tak, a najlepszym dowodem jest liczba bateryjnych elektryków zarejestrowanych w Polsce. W kraju, który liczy ponad 38 milionów obywateli, stan parku elektrycznych samochodów osobowych liczy nieco ponad 81 tysięcy pojazdów.

Ta liczba nie daje żadnej nadziei na 1,5 miliona elektryków jeżdżących po polskich drogach w 2030 roku (zapowiedź premiera Donalda Tuska), ani nawet 700 tysięcy jak ostrożnie szacuje Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności. Przy czym prognozy te obejmują wszystkie bateryjne elektryki, a więc osobówki, dostawczaki, ciężarówki oraz autobusy.

Co ciekawe, według autorów raportu, leasing socjalny miałby spełnić dwa cele. Jednym z nich jest przyspieszenie dekarbonizacji transportu, jednak dużo ważniejszym wydaje się być zapobieżenie wykluczeniu komunikacyjnemu, którym w niedalekiej przyszłości zagrożone są właśnie gospodarstwa o niskich dochodach.

Mimo zapewnień unijnych leaderów, elektryczne samochody wcale tak szybko nie taniały, aby stać się naprawdę popularnymi środkami transportu na Starym Kontynencie. W tym miejscu pochylić można byłoby się nad swego rodzaju naiwnością brukselskich komisarzy, którzy liczyli, że branża motoryzacyjna obok drogich modeli szybko wdroży do produkcji również te tańsze, bardziej dostępne.

Nie wiem, z czego wynikało takie przekonanie, wszak koncerny motoryzacyjne nastawione są przede wszystkim na zyski, a te – i to bardzo sowite – zapewniała sprzedaż tylko tych najdroższych elektryków. Tanie i masowe w języku księgowych oznaczają małe marże, a co za tym idzie również niższe dywidendy na zamknięcie roku obrachunkowego.

Z czego finansować leasing socjalny?

Autorzy raportu z instytutu T&E również w tej kwestii wskazują na możliwe źródła finansowania leasingów socjalnych. Podstawowymi powinny być narodowe fundusze socjalne, jednak w tej kwestii znaczący udział będą miały również pieniądze pochodzące z opłat pobieranych w ramach sprzedaży uprawnień do emisji CO2, powszechnie znanych jako ETS2.

Przy założeniu ceny uprawnienia do emisji CO2 na poziomie 55 euro za tonę, w ciągu najbliższych 7 lat, pięć największych państw unijnych dysponować będzie budżetem zbliżonym do 16 miliardów euro.

Dlaczego specjaliści instytutu T&E swoje analizy opierają wyłącznie na przykładzie pięciu największych krajów członkowskich? Te pięć gospodarek obejmuje w sumie 65 procent populacji Unii Europejskiej (ok. 200 milionów osób) i w ramach tej liczby, prawie 20 milionów obywateli UE zagrożonych jest wykluczeniem komunikacyjnym.

Czy 10 procent (a może i więcej, jak doliczymy obywateli pozostałych państw unijnych) to grupa warta wsparcia? Zdecydowanie tak, bo bez takich programów, oni najdłużej użytkować będą auta spalinowe, a ich skłonność do przesiadki na elektryki będzie na bardzo niskim poziomie.

Leasing socjalny? A może po prostu tańsze elektryki?

Za każdym razem, kiedy tematem dyskusji jest elektromobilność, pobocznymi wątkami są dopłaty, a także wszelkiego rodzaju zachęty do zmiany samochodu na elektryka. Zasadne zatem jest pytanie: czy elektromobilność nie obroni się sama?

Patrząc na europejski sceptycyzm, dzisiaj wydaje się, że zeroemisyjna mobilność wymaga dużego wsparcia, ale może w całym tym planie ktoś pominął kwestię cen nowych samochodów elektrycznych. Może po prostu wystarczyłoby zaoferować wiele modeli, w kwotach znacząco poniżej 20 tysięcy euro?

A wtedy dopłaty i leasingi socjalne po prostu nie byłyby potrzebne.

Zdjęcie autora: Marek Wicher

Marek Wicher

Redaktor GLOBENERGIA