Czy warto być pasożytem cieplnym? Kontrowersja wokół ogrzewania w blokach

Zima to czas, gdy tematy związane z ogrzewaniem powracają jak bumerang. W ostatnich latach coraz częściej pojawia się dyskusja na temat tzw. pasożytnictwa cieplnego. Problem polega na sytuacji, w której mieszkaniec bloku decyduje się nie odkręcać termostatów, polegając jedynie na ciepłocie pochodzącej z mieszkań sąsiadów. Jak oceniać taką postawę?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Ciepło z innych mieszkań ogrzewa nasz lokal – czy to już pasożytnictwo?

Sytuacja jest bardzo prosta – duży blok mieszkalny, a w nim lokal na, załóżmy, 4 piętrze. Mieszkańcy lokali położonych bezpośrednio pod nim i nad nim (na 3 i 5 piętrze) wyjątkowo mocno odkręcają jesienią i zimą termostaty, podobnie czynią lokatorzy mieszkań na tym samym piętrze, ścianę obok lokalu, o którym mowa. Ciepło z mieszkań sąsiadujących przenika do tego lokalu, w efekcie czego jego mieszkańcy odczuwają komfort cieplny nawet mimo odkręcenia kaloryferów na stosunkowo niskim poziomie, albo nawet całkowitego ich zakręcenia. Dzięki temu płacą mniejsze rachunki za ogrzewanie.

Niektórzy uważają, że opisane wyżej zjawisko pasożytnictwa cieplnego to forma nadużycia, w której lokatorzy korzystają z energii cieplnej sąsiadów, nie ponosząc przy tym kosztów. Argumenty za tą tezą są dość mocne – jeśli któryś mieszkaniec nie grzeje, lecz mimo to utrzymuje w mieszkaniu temperaturę komfortową dzięki ciepłu przepływającemu z sąsiednich mieszkań, to inni lokatorzy ponoszą koszty ogrzewania tego lokalu. Warto tu przytoczyć przypadek mieszkańca Łodzi, który został oskarżony przez wspólnotę mieszkaniową o korzystanie z ciepła sąsiadów bez własnego udziału w kosztach. Sąd Najwyższy uznał racje wspólnoty, twierdząc, że takie zachowanie narusza zasady współżycia społecznego.

Wolnoć Tomku w swoim domku?

W świetle prawa taka sytuacja to więc zasadniczo piractwo energetyczne, o czym przekonała się również mieszkanka Gdyni, którą w październiku 2022 roku wspólnota mieszkaniowa wezwała do zapłaty dodatkowego pół tysiąca złotych za właśnie tego typu praktyki. Kobieta, której historię opisał portal trojmiasto.pl, twierdziła, że choć “przymyka zawór główny” to temperatura w jej mieszkaniu nie spada poniżej 19°C. Przez cały sezon wydała na rachunku za ogrzanie 80-metrowego mieszkania 685,07 zł. Zarządzająca nieruchomością Spółdzielnia Mieszkaniowa Posejdon zażądała od kobiety dopłaty w wysokości 496,18 zł.

Z drugiej strony warto popatrzeć na sprawę z perspektywy wolności indywidualnej. Teoretycznie każdy ma prawo decydować o komforcie cieplnym w swoim domu. I jeśli ktoś decyduje się na temperaturę 19°C, a nawet 16°C, to jest to jego wybór i nikt nie powinien go do niczego zmuszać. Jeśli mieszkaniec bloku dobrze się czuje w niższej temperaturze i oszczędza energię, to dlaczego miałby być karany?

Warto pamiętać, że nowoczesne technologie budowlane minimalizują straty ciepła między mieszkaniami. W nowoczesnych blokach z izolacją styropianową przepływ cieplny jest bardzo mały, co powoduje, że wpływ na sąsiadów jest ograniczony. W sytuacji, gdy lokator decyduje się na niższą temperaturę, ale nie schodzi poniżej akceptowalnych wartości, trudno jest mówić o pasożytnictwie. Problemem są raczej skrajne przypadki, gdy mieszkanie jest pustostanem i temperatura spada znacznie poniżej komfortowego poziomu, co może faktycznie prowadzić do tego, że sąsiedzi pokrywają koszty ogrzewania tego lokalu.

Istotne prawa i komfort sąsiadów

Warto przy tej okazji wspomnieć, że istnieje pewne rozporządzenie Ministra Infrastruktury dotyczące warunków technicznych, które zaleca minimalne temperatury dla pomieszczeń mieszkalnych. Zgodnie z nim, temperatura w mieszkaniu powinna wynosić co najmniej 20°C, choć dopuszcza się niższe temperatury w pomieszczeniach technicznych. Wydaje się więc, że każdy mieszkaniec powinien mieć prawo do wyboru temperatury, która najbardziej mu odpowiada, ale w granicach zdrowego rozsądku oraz przy poszanowaniu zasad współżycia społecznego.

Kluczowym pytaniem, jakie powinniśmy sobie zadać, jest to, gdzie kończy się nasza wolność, a zaczynają się prawa i komfort innych mieszkańców. Jeśli wybór niższej temperatury jest wynikiem oszczędności i nie powoduje znaczącego obciążenia dla sąsiadów, można to uznać za akceptowalny kompromis. Natomiast sytuacje, w których lokator korzysta z ciepła sąsiadów bez żadnej własnej inicjatywy, mogą być postrzegane jako przejaw braku poszanowania zasad współżycia społecznego.

Ostatecznie, pasożytnictwo cieplne to temat pełen niuansów, który wymaga zarówno zrozumienia technologii budowlanych, jak i szacunku dla wolności oraz potrzeb innych ludzi. Więcej o tym temacie mówimy w najnowszym odcinku naszego Energetycznego Talk-show.

Źródła: money.pl, trojmiasto.pl, własne

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia