Ile płacilibyśmy za prąd gdyby obowiązywały rynkowe ceny energii?

“Uwaga - ceny energii elektrycznej rosną!” To znane hasło, powtarzane niestety coraz częściej. Ostatnio jednak te ceny przebijają sufit. Choć odczuwają to teraz przedsiębiorcy, na razie dla przeciętnego Kowalskiego jeszcze niewiele to zmienia, bo jego cena za prąd wynika z obowiązujących taryf. Ile płacilibyśmy za energię elektryczną, gdyby obowiązywała nas giełdowa cena energii?

Poniższy wykres pokazuje, jak w ciągu ostatniego pół roku zmieniały się giełdowe ceny energii. Jest to wykres zmian dla kontraktu terminowego na energię elektryczną na rok 2023, tzw. base Y-23. Indeks ten jest bardzo istotny z punktu widzenia rynku, gdyż w oparciu o ten kontrakt spółki obrotu kupują energię dla gospodarstw domowych i firm, a następnie w oparciu o niego kreują ceny dla tych podmiotów. Na wykresie można zaobserwować, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy ceny nieustannie rosły, a w ostatnich dniach sięgnęły sufitu, a dokładnie dobiły do poziomu 999,80 zł/MWh! 6 maja od magicznej granicy 1000 zł dzieliło nas zaledwie 20 groszy. A to tylko cena giełdowa, do której należy doliczyć szereg kosztów i narzutów.

Z czego wynikają takie wzrosty?
Pamiętacie wykres z żarówką, który moglibyśmy oglądać na przydrożnych bilbordach? Mówił on o tym, że ceny uprawnień do emisji CO2 wynikające z systemu EU ETS stanowią prawie 60% ceny energii. Ten mit obaliliśmy TUTAJ, wskazując między innymi, że w kampanii zapomniano o cenach paliwa - węgla, który jest bardzo ważnym elementem składowym ceny za energię elektryczną.
Obecnie w naszym systemie elektroenergetycznym około połowa energii pochodzi z elektrowni węglowych opalanych węglem kamiennym. Do tej pory ten węgiel w zdecydowanej większości pochodził z polskich kopalni i był zakontraktowany w cenach niższych niż rynkowe. W związku z tym Polska Grupa Górnicza zdecydowała się na renegocjację kontraktów dostrzegając niesprawiedliwość w tym, że dziś te ceny przebijają 350 USD za tonę, a w ustalonych kontraktach te ceny były zdecydowanie niższe. Renegocjacja cen węgla wiąże się z tym, że polskie elektrownie muszą kupować go drożej, a więc ma to bezpośrednie przełożenie na wyższą cenę produkowanej energii.
Drugim czynnikiem wzrostu cen węgla jest embargo na węgiel rosyjski, który choć częściej wykorzystywany był do tej pory w gospodarstwach domowych, to elektrownie również z niego korzystały. W obliczu konieczności zmian dostawcy, sprowadzany węgiel ma już zdecydowanie wyższą cenę choćby ze względu na wyższe koszty transportu. Oprócz tego, w tym wypadku nie obowiązują już kontrakty, a właśnie ceny rynkowe. Tym samym - koszt produkowanej energii wzrósł.

Im mniej efektywna jest elektrownia, tym bardziej odczuwa podwyżkę cen paliwa, gdyż musi go kupić więcej. Przy uwzględnieniu wartości opałowej węgla okaże się, że samo paliwo może kosztować między 500 a 700 zł/MWh! Ale to nie wszystko…
Mimo tego, że kampania żarówkowa była mocno naciągana, to faktem jest, że uprawnienia do emisji CO2 również wpływają na cenę produkowanej energii. Na poniższym wykresie widać, że po chwilowym spadku cen uprawnień związanym z wojną w Ukrainie, te ceny z powrotem wracają do poziomu bliskiego 90 euro za tonę CO2.

Biorąc pod uwagę emisyjność polskich kopalni, koszt produkcji 1 MWh energii elektrycznej rośnie nam o kolejne kilkaset złotych. Efekt? 999,8 zł/MWh widoczne na wykresie BASE Y-23.
Warto podkreślić, że gdyby nie fakt, że odnawialne źródła energii stanowią coraz większy udział w polskim miksie energetycznym, ta cena prawdopodobnie byłaby wyższa i już dawno przekroczyłaby 1000 zł/MWh.

Należy podkreślić, że jest to cena bazowa i związana stricte z produkcją energii elektrycznej. Do kosztów, które ostatecznie trzeba zapłacić za energię dochodzą jeszcze inne składniki. Ile wynosiłaby cena, gdybyśmy płacili energię w oparciu o ceny giełdowe?
Koszty energii elektrycznej
Bazowa cena energii stanowi nieco ponad 60% faktycznych kosztów energii elektrycznej, za którą musi zapłacić odbiorca energii elektrycznej. Do tych kosztów należy jeszcze doliczyć takie elementy jak opłata mocowa, akcyza, podatek 23% (VAT 0% obowiązuje tylko do 31 lipca 2022 r.), marża, koszty dystrybucyjne i świadectwa pochodzenia. Gdyby prezes URE zgodził się na podwyżkę, która uwzględniałaby tak duży wzrost kosztów produkcji energii, w taryfie G11 - podstawowej taryfie dla gospodarstw domowych - 1 MWh kosztowałaby ponad 1600 zł.

Do końca roku obowiązują taryfy ustalone pod koniec 2021 roku przez Prezesa URE. W efekcie, z uwzględnioną obniżką Vatu, koszty energii dla gospodarstwa domowego wynoszą obecnie niespełna 700 zł/MWh. Tym samym, gdyby tak wysoki koszt produkcji energii utrzymał się, a spółki energetyczne uwzględniłyby to wnioskując do URE o zatwierdzenie taryf na kolejny rok, może się okazać, że w 2023 roku za prąd będziemy płacili nawet 2 razy więcej niż obecnie! Miejmy nadzieję, że tak czarny scenariusz się nie ziści.