Światowy rynek e-mobility: oczekiwania vs. rzeczywistość

2023 rok był rokiem, w którym rynek elektromobilności wybrał dość okrężną drogę ku przyszłości. Kilka decyzji było nietrafionych - czy oznacza to jednak, że wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych jest zagrożony?

Zdjęcie autora: Katarzyna Dubiel

Katarzyna Dubiel

Redaktorka portalu GLOBEnergia

Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez agencję Reuters, w 2023 roku producenci chcieli zainwestować 1,2 bln dolarów w samochody elektryczne. W ten sposób chcieli oni zwiększyć popularność tych pojazdów i raz na zawsze przekonać klientów, że nie są to produkty niszowe. Wraz z końcem ubiegłego roku ci sami producenci ograniczyli produkcję samochodów elektrycznych i zrewidowali swoje strategie produktowe. Z kolei do rządu coraz częściej płyną prośby o pomoc w zrównoważeniu kosztów przejścia na pojazdy elektryczne. Popyt na elektryki rośnie na całym świecie, ale z drugiej strony ich wprowadzenie na rynek wcale nie przebiega tak gładko, jak chciałby tego rynek motoryzacyjny. Zwłaszcza ten amerykański. 

Ambitne cele

Wysokie stopy procentowe sprawiły, że wiele osób o średnich i niskich dochodach nie może pozwolić sobie na zakup elektryka. Przeszkodę stanowi także słabo rozwinięta infrastruktura do ładowania pojazdów elektrycznych. Dodatkowo przesiadka do elektryka wymusza na użytkownikach zmianę nawyków. Od teraz będą musieli oni planować ładowanie swojego pojazdu, aby był on w stanie przejechać setki kilometrów. 

Pojazdy elektryczne będą przyszłością branży samochodów osobowych. Jednak w ciągu najbliższych 3-4 lat sytuacja na rynku będzie nierówna  

stwierdził Jeff Parent, dyrektor Auto Nation, amerykańskiej sieci dealerów samochodowych.

Wszystko wskazuje na to, że przedstawiciele branży motoryzacyjnej będą dążyć do uczynienia rynku całkowicie elektrycznym do 2035 roku. Do 2030 roku globalna produkcja pojazdów elektrycznych ma potroić się do 2030 roku i osiągnąć 33,4 mln sztuk. Wtedy też samochody elektryczne będą stanowiły ⅓ rynku nowych pojazdów. Tak duży przyrost będzie spowodowany głównie przez Chiny, gdzie dotacje rządowe i wojna cenowa prowadzona przez tamtejszego lidera rynku elektromobilności, BYD, oraz Teslę, prowadzą do tego, że elektryki stały się tańsze niż auta spalinowe. 

Z drugiej strony rok 2023 był rokiem, w którym niektóre projekty w branży e-mobility zakończyły się fiaskiem.

Duże nadzieje i tym większe rozczarowanie?

Jednym z takich projektów była elektryczna ciężarówka Forda nazwana F-150 Lightning. Pojazd cieszył się dość dużą popularnością, dlatego też firma w sierpniu 2023 roku zdecydowała się na potrojenie produkcji do 150 tys. sztuk rocznie. Jednak już w październiku Ford przyznał, że popyt na F-150 nie jest tak duży, aby utrzymać planowane tempo produkcji. Tym sposobem pracę straciło ok. 700 pracowników. 

Problemy ze zwolnieniami oraz niskie płace doprowadziły do strajku pracowników trzech największych amerykańskich producentów z branży motoryzacyjnej. Firmy tłumaczyły, że muszą ciąć koszty, ponieważ większość przychodów ze sprzedaży aut spalinowych przeznaczają na zwiększenie produkcji samochodów elektrycznych. 

Brak infrastruktury i wysokie ceny - główne bolączki rynku e-mobility

Poza kwestiami popytu istotne są również potyczki polityczne. Amerykańska branża motoryzacyjna apeluje do prezydenta Bidena, aby wycofał się z nowych przepisów dotyczących rynku pojazdów elektrycznych. Obecny cel zakłada, że samochody elektryczne będą stanowiły ⅔ amerykańskiego rynku motoryzacyjnego do 2032 roku. Według niektórych producentów jest to nierealne. Przedstawiciele branży mówią głównie o dwóch sprawach, których obawiają się w związku z przesiadką na samochody elektryczne. Są to wcześniej wspomniana infrastruktura do ładowania oraz przystępność cenowa. 

Liczba ogólnodostępnych stacji ładowania rośnie zbyt wolno, dlatego też amerykańscy producenci musieli skapitulować w kwestii ładowania na stacjach Tesli. Jak dotąd kierowcy aut, które nie są sygnowane znakiem Tesli, nie mogli korzystać z infrastruktury do ładowania od firmy Elona Muska. A to właśnie Tesla posiada najbardziej rozbudowaną sieć stacji ładowania na terenie USA. Teraz się to zmieniło, co jeszcze bardziej ugruntowało dominującą pozycję Tesli na rynku. Jednak zdaniem niektórych ekspertów taki krok wyraźnie obrazuje to, że popyt na samochody elektryczne jest hamowany przez obawy związane z ładowaniem. 

Z drugiej strony producenci chcieliby zarabiać na samochodach elektrycznych jak najwięcej. Jednak jak dotąd większość producentów musi obniżać ceny swoich samochodów elektrycznych. Do takiego kroku zmuszona została również Tesla. Mimo to, utraciła ona pozycję największej firmy na światowym rynku elektromobilności na rzecz swojego najgroźniejszego konkurenta - chińskiego przedsiębiorstwa BYD. 

Tak więc można się spodziewać, że rynek samochodów elektrycznych nadal będzie się rozwijał, ale nie obędzie się przy tym bez problemów. Z drugiej strony każda zmiana wymaga poświęceń. Pytanie tylko, jak dużych. 

Źródło: reuters.com

Zdjęcie autora: Katarzyna Dubiel

Katarzyna Dubiel

Redaktorka portalu GLOBEnergia