Patrycja Rapacka: Od samego początku wprowadzenia tzw. ustawy odległościowej, branża apeluje o jej zniesienie. Czy zliberalizowanie ustawy odległościowej uleczy sektor lądowy w Polsce?

Tobiasz Adamczewski: Słyszymy zapowiedzi dotyczące liberalizacji ustawy odległościowej. Trudno na tym etapie określić, w jaki sposób ma być ona przeprowadzana: czy to w formie samej liberalizacji czy zmiany podejścia i usunięcia reguły 10 H, lub zastąpienia jej innym instrumentem. Sektor wiatrowy nauczył się jednej podstawowej rzeczy: nie można ignorować głosu lokalnej społeczności, która jest fundamentalnie istotnym graczem i partnerem inwestycji. Inwestor powinien poświęcić dużo wysiłku na to, żeby rozmawiać z lokalną społecznością, ale też oferować w jakiejkolwiek formie udziały w inwestycji, czyli dać możliwość partycypowania w przedsięwzięciu. Istotne jest, aby nie zdarzały się patologie, gdzie inwestycja jest realizowana bardzo blisko domów, w których mieszkańcy chcą przebywać i odpoczywać. W zeszłym roku PSEW opublikował Kodeks dobrych praktyk. Oprócz zmian w ustawie odległościowej, równolegle przestrzeganie Kodeksu będzie niezbędne do tego, by sektor mógł się rozwijać długoterminowo.

P.R.: Obecnie jest wiele takich konfliktów wokół powstających farm wiatrowych na lądzie, także za granicą np. w Niemczech. Rozmawiając ze stronami konfliktu, często mieszkańcy wskazują, że inwestor nie rozmawia z nimi, z kolei inwestor twierdzi, że konsultacje były. Bez względu na konflikty, wydaje się, że społeczeństwo w jakimś stopniu nie jest przekonane do tej technologii, a przynajmniej ma wątpliwości. Czy faktycznie konsultacje mogą być przełomem w inwestycji? Może to jest kwestia świadomości i wiedzy na temat nowego rodzaju technologii?

Tobiasz Adamczewski: Jest potrzeba, żeby rozmawiać z ludźmi, nie zasłaniając się tylko formalnościami, pismami czy dokumentami na temat szczegółów instalacji. Prędzej czy później odbije się to czkawką np. w postaci protestów. Kluczowe jest poznanie osób, które mieszkają w pobliżu docelowej lokalizacji dla farmy wiatrowej, rozmowa oraz wskazanie propozycji współpracy wokół inwestycji. Nic nie zastąpi ludzkiego kontaktu, po prostu. Ta zasada dotyczy właściwie każdego rodzaju instalacji OZE-owej, jak np. przy budowie biogazowni. Nie można rozpocząć realizacji inwestycji infrastrukturalnej bez konkretnej i uczciwej rozmowy, która może trwać nawet kilka-kilkanaście miesięcy.

P.R.: Nie jest tajemnicą, że OZE są pogodo zależnymi źródłami energii. Odchodzimy od górnictwa i węgla, budowa elektrowni jądrowej w Polsce jest niepewna, chociaż sama jednostka rozwiązałaby dużo problemów w energetyce, gaz ma być paliwem przejściowym. W jaki sposób możemy zabezpieczyć społeczeństwo i gospodarkę przed przerwami w produkcji energii. Jak bilansować system?

Tobiasz Adamczewski: Jest to bardzo ciekawe zagadnienie, w Forum Energii pracujemy obecnie nad raportem, gdzie ten temat będzie podnoszony. W perspektywie do 2030 r. patrzymy na możliwość rozwoju OZE wypełniających lukę po węglu. Nie ma jednej odpowiedzi i przede wszystkim technologii, która będzie receptą. Musimy w sposób uczciwy i transparentny rozwijać społeczności energetyczne, które potrafiłyby się same bilansować, ale nie stawiałbym wymogu, że muszą – mają duży potencjał w tym obszarze, zwłaszcza gdy będzie to ekonomicznie opłacalne. Drugim aspektem jest biogaz, gdyż obecnie mamy go mało w Polsce, a nasz kraj ma duży potencjał – trzeba tej sfery przypilnować. Rozwój morskiej energetyki wiatrowej jest też istotny- jest bardziej stabilna niż energetyka wiatrowa na lądzie czy fotowoltaika. Kolejną sferą jest elastyczność po stronie popytowej, np. pompy ciepła, które nie muszą wykorzystywać energii, kiedy jest ona np. w szczycie zapotrzebowania. Rozmawiając o bilansowaniu nie możemy zapomnieć o bateriach. W przypadku baterii litowo-jonowych musimy patrzeć na rozwój elektromobilności i to, w jaki sposób będzie współdziałać z siecią elektroenergetyczną. W dalszej przyszłości, wypełniając lukę po węglu, którego będzie coraz mniej w miksie energetycznym, musimy mieć też na uwadze dynamiczny rozwój wodoru.

P.R.: Czy Polska ma pole do rozwoju jeśli chodzi o technologie Vehicle-to-Grid? Samochody elektryczne są jeszcze trochę za drogie dla Polaków.

Tobiasz Adamczewski: Ona jest wręcz niezbędna w transformacji energetycznej. Nie będzie innej ścieżki rozwoju, o czym wspominaliśmy w ostatnim raporcie na temat koncepcji tzw. sector couplingu, czyli łączenia sektorów. Dopóki myślimy o innych sektorach jako oddzielne byty czyli ciepłownictwo, energetyka, transport, to jesteśmy w lesie jeśli mówimy o transformacji energetycznej. W momencie integracji sektorów gospodarki, pojawiają się nowe rozwiązania. Na ten moment V2G to jedno rozwiązanie, pompy ciepła są drugim, w niedalekiej przyszłości na pewno wodór.

P.R.: Dokładnie, w ostatnich latach do dyskusji doszedł element roli wodoru w transformacji. Decydenci europejscy liczą na jego istotny wkład, jednak dalej nie wiemy jak go produkować, nie mamy wyliczeń kosztowych. Rynek liczy na efekt skali.

Tobiasz Adamczewski: Też analizujemy temat przyszłości wodoru, który jest obiecujący. Gdy w Polsce obserwowaliśmy rozwój fotowoltaiki w Niemczech i energetyki wiatrowej w Danii, to te technologie wydawały nam się drogie i były dla nas właściwie dużą ciekawostką. Wydawało się, że są fanaberią. Energiewende się rozkręciło i pokazało, że istotną rolę w rozwoju technologii gra jej rozpowszechnienie. KE stawiając na rozwój wodoru do 2030 r., wyznacza konkretne cele czyli m.in. inwestycję w 40 GW w elektrolizerach. W tym momencie każdy może powiedzieć, że 1 MWh wodoru jest droga w porównaniu do 1 MWh gazu ziemnego. Natomiast prognozy MAE i IRENA wskazują, że do 2030 r, koszty produkcji wodoru spadną o połowę. Przy dalszych spadkach i jednocześnie utrzymujących się wzrostach cen uprawnień do emisji, zielony wodór stanie się konkurencyjny wobec gazu ziemnego w przyszłej dekadzie. Co ciekawe, patrząc chociażby na analizy prognostyczne MAE dot. cen i przyrostu instalacji PV z 2009 r., prognozy były także dosyć konserwatywne. Późniejszy boom na PV tylko pokazał, jak ceny mogą diametralnie spaść. Tym razem ważne, żebyśmy nie byli tylko obserwatorami tych zmian, ale znaleźli się w ich centrum.

P.R.: Czy na dzień dzisiejszy możemy stwierdzić, jaki rodzaj wodoru będzie pożądany lub popularny – szary, niebieski, fioletowy czy zielony?

Tobiasz Adamczewski: Z perspektywy ochrony klimatu, w końcu to jest jedna z głównych przyczyn transformacji, szary wodór nie będzie miał racji bytu. Niebieski wodór, który powstawałby w procesach przemysłowych z zasady wyposażonych w technologię CCS, czyli wychwytywania CO2, jest technicznie w porządku. Jeśli w tym momencie jest to tańsze rozwiązanie od zielonego wodoru i potrzebujemy tego rodzaju gazu, by rozpocząć budowę infrastruktury wodorowej, to może odegrać ważną rolę. Na tym etapie, teoretycznie nie możemy wykluczać żadnego typu wodoru, ale zawsze robi się ciekawiej, gdy mówimy o pieniądzach publicznych. Wchodzi kwestia taksonomii i celowości wydatkowania. Społeczeństwo europejskie chce zielonej energii. Idąc tą logiką chce, aby wodór był zielony i nie przyczyniał się do problemów środowiskowych. W Polsce niebieski wodór wytwarzany z gazu ziemnego, poza procesami przemysłowymi, oznaczałby większy import gazu, co nie jest najlepszym rozwiązaniem. Warto myśleć o zielonym wodorze, aby produkcja była powiązana z rozwojem OZE, co będzie się wiązało z koniecznością dynamicznego zwiększania mocy w energetyce wiatrowej i fotowoltaicznej.

P.R.: Z wypiekami na twarzy śledzimy rozwój morskiej energetyki wiatrowej. Jesteśmy też po podpisaniu Deklaracji Bałtyckiej. Offshore wind może zrewolucjonizować nie tylko energetykę, ale i przemysł. Za granicą częściej mówi się o produkcji wodoru z pomocą wiatraków na morzu. Sektor jest większą szansą dla energetyki czy przemysłu?

Tobiasz Adamczewski: McKinsey & Company kilka lat temu przedstawił dokładne wyliczenia korzyści dla przemysłu płynących z rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, który potwierdził wielowektorowość rozwoju sektora offshore wind. W przypadku symbiozy instalacji morskich z wodorem, warto stawiać instalacje eksperymentalne, które mogą pokazać ekonomikę oraz specyfikę łączenia offshore windu-u z magazynowaniem energii. Należy jednak podkreślić, że nie chodzi tu o to, by na siłę łączyć technologię, ale by elektrolizery były gotowe do wytwarzania wodoru, kiedy rynek będzie oferował niską cenę za MWh. Tanią energię będziemy mieć w przypadku rozwiniętej morskiej energetyki wiatrowej, energetyki wiatrowej na lądzie czy instalacji fotowoltaicznych. Będą takie dni, kiedy warunki pogodowe będą bardzo korzystne, a nadwyżki energii będzie można przekuć w wodór. Wodór może być właśnie wykorzystany zarówno do bilansowania potrzeb energetycznych w bezwietrzne i pochmurne dni oraz w transformacji przemysłu, zastępując zapotrzebowanie na węgiel lub gaz ziemny.

P.R.: Niedawno został przedstawiony zaktualizowany dokument strategii Polityki Energetycznej Polski (PEP2040). Czy cele założone w projekcie są realne?

Tobiasz Adamczewski: Faktycznie, została przedstawiona aktualizacja PEP2040 na kilku slajdach. Moim zdaniem, gdy resort klimatu odkryje liczby, które stoją za założeniami, to będzie czas na dyskusję. W kontekście podwyższenia europejskiego celu redukcji CO2 do 55 proc., mało progresywny scenariusz PEP2040 nie będzie miał racji bytu. Punktem odniesienia do dyskusji zapewne będzie ten bardziej ambitny scenariusz mówiący o znacznym ograniczeniu roli węgla w miksie i zwiększonym potencjale OZE Jest to szczególnie istotne przymierzając prognozy do realiów – widzimy, że odejście od węgla będzie przebiegało z dużą dynamiką i trzeba tę lukę czymś zapełnić. W Forum analizujemy też kwestię zwiększonych celów na rok 2030 w kontekście polskim i widzimy, że się da, stawiając na jednoczesną transformację w sektorze ciepłownictwa systemowego i indywidualnego, transportu i elektroenergetyki.

P.R.: Jak ocenia Pan systemy wsparcia OZE w Polsce? Czy jest jeszcze coś, co można by było wprowadzić dla rozwoju OZE?

Tobiasz Adamczewski: Aukcje OZE muszą zostać utrzymane i być przewidywalne. Wdrażając nową dyrektywę OZE trzeba stworzyć dobre regulacje dla społeczności energetycznych, żeby prosumenci i inni gracze lokalni mogli się łączyć i inwestować, wymieniać się energią korzystając z niższych kosztów. Bardzo ważne jest, by szukać rozwiązań by zachęcać do produkcji biogazu i biometanu, który będzie istotnym paliwem bilansującym w obecnej dekadzie. Ta jak wcześniej wspomniałem – warto spojrzeć na transformację energetyczną ze strony społeczeństwa. Mamy programy rządowe jak “Mój Prąd” i tzw. system opustów, który powoduje, że jest stabilna sytuacja po stronie prosumenta, który może zainwestować i może oszacować sobie okres zwrotu. Mój Prąd był impulsem do szybkiego przeprowadzenia inwestycji w warunkach net-meteringu. Widzimy, że rynek mikroinstalacji PV rozwija się dynamicznie. Najważniejsze, żeby trend ten się utrzymał – nie możemy pozwolić na spowolnienie w sektorze. Jednocześnie warto raz na jakiś czas zobaczyć czy wsparcie jest adekwatne do warunków rynkowych.

P.R.: Czy można zatem stwierdzić, że Mój Prąd jest wzorcowym modelem jeśli chodzi o wsparcie rynku czy danej technologii? Słyszymy już nawet zapowiedzi kontynuacji programu z opcją instalacji ładowarek EV czy pomp ciepła.

Tobiasz Adamczewski: W tej dyskusji jest element teoretyczny i praktyczny. W przypadku teorii i wsparcia dla mikroinstalacji to najbardziej optymalnym systemem są odpowiednio dobrane do warunków rynkowych taryfy gwarantowane. Wszystko jest wyliczone, nie ma konfliktu interesów między sprzedawcami zobowiązanymi a prosumentami. Ten ostatni może też dokładnie wyliczyć okres zwrotu. To jest transparentny i mało kosztowny system, jeśli bierzemy też pod uwagę obsługę, administrację. Taryfy sprawdziły się w wielu krajach. Z drugiej strony mamy też praktykę dotyczącą dotacji. Jeśli jest oferta jakiegoś pieniądza, zwłaszcza gdy jest jego limitowana ilość, to działa na nas motywująco. To był element, który pomógł w przypadku programu Mój Prąd. Czy to jest najlepszy sposób? Wydaje się, że przy systemie opustowym to było konieczne, żeby domykała się ekonomika. Jeśli chodzi o dotacje dla pomp ciepła i magazynowania energii, to zdecydowanie są dobrą formą, lepsze taryfowanie dla pomp ciepła może też wesprzeć ekonomikę.

Opracowanie Patrycja Rapacka

Tobiasz Adamczewski

Kierownik ds. OZE w Forum Energii